Marcin Abchazja, Kaukaz

Abchazja — państwo, którego nie ma. Wszystko o Abchazji.

Facebooktwittergoogle_plus
Abchazja
Abchazja-deptak w stolicy-Suchumi
Abchazja czyli inaczej Separatystyczna Republika Abchazji, była najbardziej emocjonującym i niebezpiecznym miejscem, jakie kiedykolwiek odwiedziłem. Planując wyprawę do Gruzji, założyliśmy i zaplanowaliśmy czterodniową eskapadę do tej części świata. Abchazja, nawet w polskich przewodnikach turystycznych, jest opisana na podstawie informacji zbieranych zdalnie – czyli przez internet.

Książka wydawnictwa Bezdroża, nie zaleca wjazdu na teren republiki, tak samo zresztą, jak nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Przyznam szczerze, że po wizycie tam sami byśmy się zastanawiali, czy taki wyjazd zalecamy. Ponieważ także w polskim internecie nie ma zbyt wielu relacji stamtąd, a te, które mamy, są już, w dużej mierze nieaktualne, zdecydowałem, że pierwsze wpisy z tegorocznej wyprawy na Kaukaz będą poświęcone właśnie Abchazji.

Jak dostać się do Abchazji?

 

Abchazja, źródło: tvp.info

Najprościej rzecz biorąc, to z Gruzji. My tak właśnie zrobiliśmy. Dojazd do Abchazji z Gruzji możliwy jest przez nieoficjalne (a dlaczego nieoficjalne dowiecie się w dalszej części tekstu) przejście graniczne na rzece Inguri. Aby tam dotrzeć, najprościej jest dojechać do gruzińskiego miasta Zugdidi, które jest położone kilka kilometrów od granicy. Wszystkie przewodniki polskojęzyczne, a także Lonely Planet, polecają dojazd nocnym pociągiem z Tbilisi. My tego STANOWCZO w lecie nie rekomendujemy. Wagony mają niesprawną klimatyzację i nieotwierane okna w przedziałach. Wobec letnich temperatur sięgających blisko 40 stopni w środku zastaliśmy piekło. Ja nie zmrużyłem oka przez całą noc, a wysiadłem wykończony i ledwie żywy. Poranek w Zugdidi przywitał nas zniszczoną stacją kolejową, taksówkarzami-naganiaczami oraz aurą i atmosferą totalnego upadku i zniszczenia. Przed budynkiem dworca złapaliśmy marszrutkę na granicę  – która po godzinnym postoju i kolejnych 40 minutach zbierania pasażerów, dowiozła nas na most graniczny.

Można także dostać się do Abchazji od strony Rosji – przez posterunek graniczny na rzece i w miejscowości Psou. Jest to dużo trudniejsze od strony formalnej, droższe oraz uznawane za nielegalne przez Gruzję. Musimy, rzecz jasna posiadać wizę rosyjską i to dwukrotnego wjazdu i wyjazdu, co będzie sporo kosztowało. Pieczątka rosyjska w paszporcie z Psou uniemożliwi nam dalszą podróż do Gruzji – władze tego państwa uznają to za przestępstwo. W najgorszym wypadku możemy nawet zostać aresztowani, dostać kilkaset lari grzywny bądź, w najlepszym – będziemy ponownie odesłani do Abchazji. Nawet gdy wrócimy do Rosji, tak jak z niej przyjechaliśmy, to na tym samym paszporcie (mając pieczątki z tego przejścia granicznego) do Gruzji już nie wjedziemy. Więc ten sposób podróży do republiki stanowczo odradzamy – chyba że ktoś bardzo chce 🙂

Czym jest Abchazja?

 

Abchazja, albo inaczej Republika Abchazji teraz jest de facto niezależnym, nieuznawanym państwem. De iure, czyli według prawa międzynarodowego, jest to nadal cześć Gruzji, a konkretnie autonomiczna republika Gruzji, wchodząca w skład tego państwa. Brzmi bardzo skomplikowanie. Już wyjaśniam, o co chodzi. Mianowicie w czasach ZSRR Abchazja była częścią Gruzińskiej Republiki Radzieckiej, będącą w jej składzie jako republika autonomiczna. Abchazi są narodem innym niż Gruzini, posługują się swoim językiem, odmiennym niż gruziński. W czasach radzieckich była prowadzona intensywna „gruzinizacja” tej ziemi, co stało się jednym z zarzewi konfliktu. Miało miejsce szerokie osadnictwo gruzińskie oraz rosyjskie. W wyniku tych działań, w 1989 roku w Abchazji mieszkało zaledwie 15 % Abchazów, 45% Gruzinów, 14% Ormian i 14% Rosjan. Po upadku ZSRR status Abchazji nie został uregulowany. Republika żądała dużej autonomii, na co Tbilisi nie chciało się zgodzić. Sukhumi ogłosiło niepodległość i doszło do wybuchu wojny mającej miejsce w latach 1992-93, przegranej przez Gruzję.

W czasie działań zbrojnych dochodziło do niewyobrażalnych mordów, głównie na gruzińskich cywilach, aczkolwiek zbrodnie wojenne popełniały obie strony konfliktu. Prawdopodobnie ok. 10 000 Gruzinów zostało bestialsko zamordowanych, a rzeź wstrząsnęła Sukhumi i Gagrą. Nie będę tutaj wchodził w szczegóły, ale opisy bestialstwa Abchazów i ich sojuszników są wstrząsające: gwałty na dzieciach, wrzucanie ludzi do studni i mordowanie ich tam granatami, wyłupywanie oczu sztyletami, mordowanie dzieci na oczach rodziców…

W efekcie przegranej podstępem (Abchazi i wspierający ich Rosjanie złamali zawieszenie broni) przez Gruzję wojny, 200 000 Gruzinów zostało wygnanych, a Tbilisi straciło w 1993 roku całkowitą i jakąkolwiek kontrolę nad Abchazją. Ten stan rzeczy utrzymuje się do dziś. W wyniku kolejnej porażki w 2008 roku, Rosja uznała niepodległość Abchazji, de facto stając się gwarantem jej istnienia. Jak wygląda sytuacja teraz, czyli w lipcu 2017 roku? Republika wygląda i przypomina rosyjską kolonię lub protektorat.

Wiza do Abchazji

 

Oprócz Rosji jej niepodległość potwierdziły tylko 4 państwa na świecie, więc Abchazja nie jest uznana międzynarodowo, ale wiza do Abchazji jest nam potrzebna. Jednak jeśli chodzi o stan faktyczny, to przypomina niepodległe państwo i, jak już wcześniej wspomniałem, Tbilisi nie ma tu żadnej mocy ani władzy. Odrębną kwestią jest to, że Gruzja nigdy nie pogodziła się z jej utratą i cały czas w świetle prawa uznaje republikę za część swojego terytorium. Polacy, aby odwiedzić to miejsce, muszą posiadać wizę abchaską. W internecie oraz w przewodniku informacje są już nieaktualne, więc opiszemy jak to wyglądało w LIPCU 2017 roku.

Musimy uzyskać tzw. promesę wizową, czyli urzędowy dokument pozwalający nam przekroczyć granicę i wjechać do Abchazji. W tym celu udajemy się na stronę Ministerstwa Spraw Zagranicznych Abchazji, klikamy PO FORMULARZ wizowy. Wypełniony wniosek odsyłamy na adres służby konsularnej visa@mfaapsny.org wraz z załącznikiem w postaci skanu pierwszej strony paszportu, to jest tej z naszym zdjęciem i danymi. Po maksymalnie 7 dniach roboczych, otrzymamy pismo czyli promesę. Drukujemy ją w kilku egzemplarzach i zabieramy ze sobą. Bardzo ważne jest, aby na piśmie dane, które podaliśmy we wniosku, się zgadzały. Jest to skrupulatnie i dokładnie sprawdzane przez żołnierzy rosyjskich już na miejscu.

Przekroczenie granicy abchasko – gruzińskiej

 

Wiza do Abchazji
Promesa wizowa do Abchazji

Z tym, wydrukowanym clearance letter oraz oczywiście paszportem, udajemy się na posterunek graniczny. Po wyjściu z taksówki lub marszrutki, od razu zobaczymy gruziński posterunek policji. Ponieważ Gruzja, jak i 99% świata, nie uznaje Abchazji, to nie ma tu służb granicznych. Zdziwiło nas, że policjant chciał obejrzeć promesy. A jeszcze bardziej, że zabrano nasze paszporty. Oficer stwierdził, że za godzinę nam je odda, bo dopiero za godzinę otwiera granicę Abchazja. Za godzinę stwierdził, że za kolejną godzinę, a za kolejną godzinę, że za 40 minut. Koniec końców straszliwie umęczeni nocnym pociągiem, potem marszrutką, straciliśmy 2 godziny 40 minut po gruzińskiej stronie. Oddano nam paszporty. Pocieszeniem jest tylko to, że jest tam darmowe wi-fi (!!). Widoki Trzeciego Świata, krowy ochoczo maszerują, a wraz z nimi jedna świnka, a pod wiatą przystankową, obok posterunku, śmiga free wifi ( WTF ?).

Zastanawialiśmy się dlaczego miała miejsca sytuacja z przetrzymaniem naszych dokumentów. Na pewno nie chodziło o powód, który Gruzini podali. Z fejsbookowego forum „gruzja & polska” dowiedziałem się, że od pewnego czasu tak policja tam robi. Prawdopodobnie po to, aby po prostu zniechęcić turystów do odwiedzania Abchazji. Pamiętajmy, że nasza wizyta tam, to legitymizacja istnienia tego terytorium. Abchazja wedle prawa międzynarodowego, według 99% państw świata i zdaniem samej Gruzji, to nadal jej część. Udając się do niej, wyrabiając wizę, działamy tak, jakbyśmy uważali ją za niepodległe państwo i stąd niechęć Gruzinów.

Abchazja wita!

 

Granica w Inguri
Abchazja wita-a raczej żegna

Taki oto widok zastaniemy, zbliżając się do strony abchaskiej. Zdjęcia zalecam robić bardzo ostrożnie lub najlepiej wracając z Abchazji do Gruzji. Zanim Abchazja nas przywita, czeka nas jeszcze odprawa na posterunku granicznym. Zbliżając się do niego, miałem przeczucia, że to nie będzie standardowa granica. I rzeczywiście nie była. Najpierw zostaliśmy posadzeni na ławeczce przed budką pogranicznika, który zadzwonił do Sukhumi, informując o naszym przybyciu. Po kilkudziesięciu minutach kazano nam przejść dalej. Każdy z nas, był pojedynczo wypytywany przez żołnierza wojsk rosyjskich, gdyż kontrolę nad granicą abchaską sprawuje armia rosyjska. Rozmowa przypominała prawdziwe przesłuchanie. Dobrze jak ktoś zna język kraju Putina.

Pytania były mniej więcej następujące: imię, nazwisko, data urodzenia, miejsce urodzenia, miejsce zamieszkania.  Czy kiedykolwiek byłeś w wojsku? Czy lubisz futbol? Dokładny adres i nazwa pracodawcy. Czy ktoś z rodziny pracuje w policji? Czy kiedykolwiek studiowałeś na uniwersytecie? W jakich państwach byłeś? Wymieniłem wszystkie prócz Albanii. Na to żołnierz przeglądnął mój paszport, znalazł pieczątkę i zapytał się a to co to jest? Odpowiedziałem spokojnie: Albania. Czy lubisz chodzić na ryby? Po co jedziecie do Abchazji, imię matki, nazwisko ojca…. No i jeszcze trochę ich było. Miałem wrażenie, że oprócz tego, że zapisuje nasze odpowiedzi w zeszycie, to udało mi się podejrzeć, że porównuje je, z tym co ma w nim zapisane. Prawdopodobnie z danymi z wniosku wizowego. Dobrze też będzie pokazać wydrukowane potwierdzenie rezerwacji noclegów np. z booking.com.

Sensacją, zarówno teraz jak i przy powrocie, były moje pieczątki z Ukrainy. Ponieważ Rosja jest w stanie nieoficjalnej wojny z tym państwem, to Rosjanie byli bardzo nimi zainteresowani. Zapytali się ile razy byłem na Ukrainie: odpowiedziałem, że 19 w ciągu dwóch lat. He he. Pytali po co i dlaczego – odpowiedziałem, że jest tania wódka i papierosy. Chyba to chcieli usłyszeć. W drodze powrotnej u Bartka zauważono także te nieszczęsne stemple, w liczbie sztuk 10. Kazano Mu przejść na bok. Zrobiło się nerwowo, bo ja i Romek zostaliśmy wypuszczeni. A Bartek czekał, prawdopodobnie na decyzję kogoś z góry. Na szczęście, po mniej niż 10 minutach zdecydowano, że może odejść.

Co, gdy już zostaniemy do Abchazji wpuszczeni?

 

Ostatnim, ale już nic nieznaczącym akordem przekraczania granicy, jest dokładne sprawdzenie i przeszukanie bagażu, a także portfela i dokumentów. Oglądają, czy np. dane w prawo jazdy są takie same jak w dowodzie osobistym oraz jaką walutę mamy przy sobie. Na szczęście portfele sprawdzono tylko Bartkowi i Romkowi. Ja miałem w swoim 150 hrywien. Nie popełnijcie tego błędu i hrywny zostawcie w domu 🙂 Gdy już uda nam się to wszystko szczęśliwie przejść (a są tacy którym się nie udaje), pozostaje jak najszybciej dostać się do Sukhumi.

Z posterunku granicznego kilka razy dziennie odjeżdża marszrutka do stolicy. Gdy jej nie złapiemy, jedziemy do Gal busikiem lub współdzieloną taksówką, a stamtąd mamy co dwie godziny połączenia do miasta stołecznego. Avtobus z przejścia kosztuje 300 rubli, z Gal – 200. Rubli rosyjskich – w Abchazji płaci się właśnie w tej walucie.

Na miejscu jak najszybciej kierujemy się do Wydziału Konsularnego MSZ Abchazji na ulicy Sacharowa. Tutaj przedstawiamy nasze pismo i dostaniemy wizy. BARDZO WAŻNE: wszystkie przewodniki oraz blogi podają nieaktualną informację, że za dokument wizowy musimy zapłacić w banku na innej ulicy. TO JUŻ NIEPRAWDA. Za wizę zapłacimy na miejscu, co ciekawe – kartą. Ceny są także nieaktualne – nasza wiza na 4 dni kosztowała dwa razy mniej, niż miała kosztować. Radzimy obowiązek wizowy załatwić jak najszybciej, bo czytaliśmy w internecie, że bywają z tym problemy. My żadnych nie mieliśmy, ale lepiej dmuchać na zimne.

Po co jechać do Abchazji? 

 

Abchazja w czasach ZSRR uchodziła za najpiękniejszy fragment Związku Radzieckiego. Jest prawdopodobnie najładniejszą częścią Kaukazu. Był to stalinowski i chruszczowowski raj. Tutaj Stalin miał swoją daczę. To tam Chruszczow był na urlopie, kiedy Go obalono. Ogromne sumy opadów w połączeniu z temperaturami tworzą naprawdę subtropikalny klimat. Tak pięknej i bujnej roślinności nie widziałem jeszcze nigdzie. Poza Sukhumi, Morze Czarne i plaże, także są bardzo ładne.

Niestety nadal czujemy się trochę jak w strefie wojny: wszędzie straszą wypalone okna domów, na drogach stoją wojskowe check pointy, a na granicy z Gruzją zapory przeciwczołgowe. Dla niektórych będzie to atrakcja. Dla nas raczej było smutno na to patrzeć. Natomiast widać, że kraj się rozwija. Za rosyjskie pieniądze buduje się mnóstwo nowych hoteli. Sukhumi jest w dużej mierze już odbudowane. Nowy Afon wygląda pięknie. Postawiono na rozwój turystyki, stąd stosunkowo łatwo możemy uzyskać wizę, a obywatele większości państw WNP mogą wjechać bez niej. Warto się pospieszyć, bo nigdy nie wiadomo, czy sytuacja nie ulegnie zaognieniu. To tak samo jak z Krymem – zawsze chciałem pojechać, a teraz to już w zasadzie niemożliwe.

Czy Abchazja jest bezpieczna?

 

Czy Abchazja jest bezpieczna?  Ja bym powiedział, że względnie TAK. Nie jest to może najbezpieczniejsze miejsce na Ziemi. Trzeba zachować zdrowy rozsądek, uważać na kieszonkowców – w trolejbusie w stolicy ujrzałem rękę starszego pana w swojej kieszeni. Ale rządy rosyjskie i masy turystów z Rosji dają jakieś bezpieczeństwo. Ponadto z naszym słowiańskim wyglądem, będziemy wszędzie brani za Rosjan. Wprawdzie w czasie gdy tam byliśmy zasztyletowano turystę, a kilka dni po naszym wyjeździe dwie turystki zginęły w eksplozji składu materiałów wybuchowych, ale my czuliśmy się bezpiecznie. I co najważniejsze – o ile Gruzja jest zalana naszymi rodakami i turystami z Zachodu, tu jest dużo spokojniej. Plaże w połowie lipca były puste. Nieliczne rosyjskie emerytki oraz wieczorki taneczne w klimacie lat 70 i 60 nadawały specyficzny klimat. Nie do opisania – trzeba to ujrzeć na własne oczy 🙂

 

Abchazja na filmie

 

 

Zdjęcia z Abchazji (KLIK)

 

 

Jeżeli podobał Ci się ten wpis oraz Abchazja i chciałbyś więcej informacji, zdjęć oraz filmów zapraszamy do wsparcia nas i  polubienia naszego fejsbooka. Dziękujemy 🙂 🙂 🙂 

 

ZAPRASZAMY DO POCZYTANIA WIĘCEJ O ABCHAZJI, GRUZJI i ARMENII 🙂 🙂 🙂

 

Przejdź do komentarzy

Facebooktwittergoogle_plus