Broumov czyli czeski klejnot zaraz za polską granicą

Facebooktwittergoogle_plus
Broumov, klasztor Broumov
Grudniowy Broumov i piękny klasztor

Od dawna zamierzałem zacząć  pisać o Czechach na blogu. Zaczynam dziś  od miasta Broumov. Już na samym początku roku, blog w założeniu miał być poświęcony podróżom poza utartymi, komercyjnymi szlakami. Czyli żadna Portugalia, żadne Włochy, żaden weekend w Madrycie. Mój zamysł był taki, aby prowadzić stronę wyłącznie poświęconą wojażom po Bałkanach, które kocham i lubię najbardziej, Ukrainie, krajach byłego ZSRR, dalekim Kaukazie oraz właśnie po Czechach i  Węgrzech. Dlaczego tak? Ponieważ najbardziej lubię i kocham właśnie te rejony świata. Europa Zachodnia w ogóle mnie nie kręci i jest nudna. Ponadto Polacy pokochali pisać blogi podróżnicze, ale (prawie) wszystkie one są na jedno kopyto. Zadziwiające jest to, jak blogi są mało kreatywne i podążają schematem konika polnego.

Polska blogosfera podróżnicza cierpi na chorobę skoczka polnego. Nasi blogerzy latają od Słowenii po Wietnam, od Kazachstanu po Maroko, od Annasza do Kajfasza,  po kolei opisując te miejsca i kraje. Fajnie, bo każdy, kto kocha podróże, chciałby zobaczyć jak najwięcej. Jednak nie można być specjalistą od wszystkich państw jednocześnie, ponieważ nie sposób dokładnie poznać jakiegoś kraju przez tydzień czy dwa. Ani tym bardziej zdobyć jakiejkolwiek sensownej wiedzy na jego temat i sprzedawać to u siebie. Specjalista od połowy państw świata jest ekspertem od niczego.

Dlatego ja zdecydowałem się, że tutaj będą tylko Bałkany, Kaukaz, były ZSRR oraz Czechy i Węgry. Podróżuję tam od 11 lat, W Czechach jestem kilkanaście i więcej razy do roku, w samej Serbii tylko byłem 15 razy, w Czarnogórze 6. Mój Ojciec pracował kilka lat w czasach radzieckich w Moskwie, więc bywałem tam od dziecka. Nadal nie uważam się za jakiegoś eksperta czy coś, ale myślę, że to są dobre podstawy, aby w jakiś sposób Wam te kraje przybliżać.

Dziś będzie tutaj pierwszy wpis z Czech. Zastanawiałem się od czego te Czechy zacząć. Jakiś czas temu przetoczyła się u blogerów fala wpisów sponsorowanych z Liberca, który jest co najwyżej przeciętnej urody miastem, nawet według samych Czechów. Kiedyś i nim się zajmiemy, ale będziemy mieć swoje własne zdanie na jego temat. Ja zacznę od malutkiej mieściny, zaraz za naszą granicą. Do naszych południowych sąsiadów mam najbliżej i jestem tam najczęściej. Ponieważ Praga nigdy nie przyprawiła mnie o szybsze bicie serca, Republikę Czeską lubię za coś innego. Oprócz tego, że za kofolę, knedliki i koleje, to uwielbiam malutkie, piękne i barokowe miasteczka. Polska niestety nie może się poszczycić jakąś dużą ilością takich miejsc, a po drugiej stronie granicy jest ich pełno. Ponadto mieszkam we Wrocławiu, więc to dla mnie rzut beretem. Zatem zaczniemy dziś od malutkiej perełki polsko-czeskiego pogranicza, czyli pierwszy na patelnie idzie Broumov.

 

Atrakcje Broumova

 

Broumov ma przede wszystkim trzy najważniejsze atrakcje: przepiękny klasztor benedyktynów, o którym będzie poniżej, najstarszy drewniany kościół w tej części Europy oraz piękny i klimatyczny ryneczek. Zacznijmy od tego ostatniego. To, co jest bardzo charakterystyczne dla całej Republiki Czeskiej, to bardzo duża ilość pięknych i zabytkowych miasteczek. W Polsce podobne miejsca ale w dużo mniejszej ilości, mamy na moim Dolnym Śląsku. Wysiadłem zatem wczesnego, październikowego przedpołudnia na stacji Broumov. Czesi mają świetnie zorganizowane regionalne połączenia kolejowe, więc całodniowa wycieczka tutaj z Kudowy-Zdroju była bajecznie prosta.

Stacyjka, jakich wiele w Czechach, obsługuje regionalne połączenia i jest bardzo blisko serca miasteczka. Położenie starówki oraz całej osady przypomina mi nieco naszą Nową Rudę. Samo miasto sięga swoją historią i dziejami aż do XII wieku, kiedy zaczął rozwijać się tutaj handel. Złoty wiek miasta nastał w XIV stuleciu, kiedy Broumov był jednym z najważniejszych ośrodków kulturalnych i gospodarczych północnych Czech. Największy rozkwit architektoniczny przypada za to epokę baroku, kiedy wybudowano wspomniany wcześniej fantastyczny klasztor.

 

Rynek

 

Ryneczek mnie zauroczył swoim przedpołudniowym spokojem. Nic się nie działo i to mi się bardzo podobało. Zajrzałem do cukierni po loda, a tam wystrój jak z lat 80. Po drodze mijałem piękne i trochę zaniedbane uliczki. Na centralnym miejscu placu zwróciła moją uwagę piękna fontanna. Kilka ławeczek. Czas leniwie upływający w podcieniach XIX wiecznych kamieniczek. Wyglądało to tak, jakby zatrzymał się tutaj w XIX stuleciu.

Pogoda, jak na październik, była średnia. Przez chwilę nawet myślałem, że nie pojawi się nawet odrobina światła do zdjęć. Na szczęście leniwie, ospale i poprze chmury, najbliższa nam gwiazda obdarowała mnie pewną ilością niezbędnych dla udanych fotografii promieni słonecznych. Obszedłem placyk z każdej strony, zajrzałem w klimatyczny i prawie opuszczone zaułki i udałem się dalej, aby obejrzeć największą atrakcję, jaką ma Broumov. Mianowicie klasztor.

 

Klasztor w Broumovie

 

Największą jednak atrakcją naszego malutkiego miasteczka jest słynny (zasłużenie) i piękny klasztor. Historia klasteru sięga aż 1258 roku, kiedy podjęto decyzję o wybudowaniu w tym miejscu schronienia dla mnichów. W czasie wojen husyckich nie uległ zniszczeniu, co sprawiło, że w jego murach schronili się duchowni, zmuszeni do ucieczki z innych obiektów sakralnych. Obecny wygląd klasztor zawdzięcza przebudowie w latach 1728 – 1733. Po drugiej wojnie światowej niemieccy mnisi zostali stąd w przeważającej większości wysiedleni, pozostali zakonnicy również musieli opuścić mury. Od 1950 roku budynek pełnił funkcję więzienia dla księży, zakonników i sióstr. Klasztor wraz z pozostałymi obiektami sakralnymi wielokrotnie plądrowano i niszczono, więźniowie przebywali w nieludzkich warunkach, byli torturowani. W 1990 roku  zwrócono go benedyktynom.

Obecnie kompleks klasztorny jest udostępniony dla zwiedzających. W  podziemiach znajdziemy 34 mumie (!!) pochodzące z krypty kościoła parafialnego św. Prokopa w oddalonym o 70 km od Broumova miasteczku Vamberk. W połowie lat osiemdziesiątych XX wieku obok kościoła w Vamberku prowadzone były prace wykopaliskowe, podczas których doszło do uszkodzenia kanalizacji. Spowodowało to przedostawanie się ścieków do krypty. Na skutek wilgoci mumie zaczęły rozkładać się, z około 50 sztuk udało się zachować 34.

Kolejną tutejszą ciekawostką jest unikatowa replika Całunu Turyńskiego z 1651 roku. Niestety, gdy ja zwiedzałem Broumov, nie było nikogo, kto by wpuszczał do środka klasztoru:(. Ponieważ miasteczko i klasztor tak mi się spodobało, do Broumova udałem się drugi raz, 17 grudnia. Przypadkowo zupełnie trafiłem w murach klasztornych na piękny jarmark świąteczny. Grała fajna muzyka, ceny 3 x niższe niż na przereklamowanym i kiczowatym jarmarku wrocławskim i dużo autentycznych, lokalnych produktów. Grzane wino – 35  koron, czyli 6 zł, na rynku we Wrocławiu – 15 zł (!!). Szkkoda tylko, że o imprezie nie wiedzieli nawet mieszkańcy przygranicznej Kudowy czy Nowej Rudy.

 

Informacje praktyczne

 

  • Jak dojechać do Broumova? Broumov leży w rejonie teplicko-adrspaskich skał, zaraz przy samej polsko-czeskiej granicy. Z Nowej Rudy jest do Broumova zaledwie 19 km, niewiele więcej z Kłodzka i Kudowy-Zdroju. Bez problemu zatem dotrzemy do miasteczka samochodem;
  • tym czyli takim jak ja, którzy nie posiadają własnego wehikułu, pozostaje opcja kolejowa. W majowe i wakacyjne weekendy koleje dolnośląskie uruchomią połączenia z Wrocławia do Adrspachu i Mezimesti – tam łatwo się przesiądziemy w motoraczka do naszego Broumova. Na razie musimy dostać się do Nachodu, po drugiej stronie Kudowy-Zdroju, i stamtąd mamy co godzinę o pełnej godzinie pociągi w kierunku miasteczka i klasztoru;
  • bilet kosztuje 67 koron w jedną stronę, czyli około 10 zł, jedzie się bardzo przyjemnie około godzinę, malutka i klimatyczna stacyjka kolejowa znajduje się bardzo blisko ryneczku i klasztoru;
  • gdzie zjeść w Broumovie? Polecam zdecydowanie restaurację ALKA BAR. Zaraz obok rynku, cieszy się ogromną popularnością wśród miejscowych i w porze obiadowej bardzo ciężko o miejsce. Porcje OGROMNE w cenie 80-100 koron, czyli  to, z czego słynęły kiedyś wśród Polaków czeskie restauracje  plus czeska klasyka oraz świetne piwo z miejscowego browaru opat;
  • we wsi Olivetin, 2 kilometry od miasta, znajdziemy wspomniany wyżej browar, gdzie produkuje się piwo opat. Tradycje piwowarskie sięgają średniowiecza, ale same budynki i siedziba zakładu browarniczego pochodzą z lat 1712-1814. Fani piwa mogą się tam wybrać i go zwiedzić a inni skosztować złocistego trunku;
  • zwiedzać klasztor najlepiej latem czy w szczycie sezonu. Ja byłem  w październiku i teraz w grudniu – niestety poza sezonem są jakieś dziwne godziny otwarcia i ciężko czasem w nie utrafić;
  • zadziwiające jest to, że miasteczko nawet nie zostało wspomniane w przewodniku Pascala:);

 

Broumov na filmie

 

 

Panoramy

 

 

Zdjęcia z  Broumova

 

 

Jeżeli podobał Ci się ten wpis z Czech i  chciałbyś więcej informacji, zdjęć oraz filmów zapraszamy do polubienia naszego fejsbooka.

 

ZAPRASZAMY ABYŚCIE POZNALI LEPIEJ PIĘKNE WĘGRY ORAZ CZECHY

Przejdź do komentarzy

Facebooktwittergoogle_plus