„Chwila na Miłość”, czyli piękna opowieść o sile miłości, młodości w Jugosławii i ukochanym Sarajewie

Facebooktwitter
"Chwila na Miłość" to piękna opowieść nie tylko o miłości
„Chwila na Miłość” to piękna opowieść nie tylko o miłości
W moim dzisiejszym wpisie a pierwszym z trzech poświęconych Sarajewu opowiem Wam o książce, którą przeczytałem na wiosnę. Teraz uznałem, że jest właściwy czas, aby napisać o niej na blogu. Jak wiecie, udałem się w czerwcu ponownie na tydzień do Bośni i Hercegowiny.

 

Wyjazd tam był jednym z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie w tym roku. Kraj ten jest chyba mniej poznanym przeze mnie na Bałkanach. Może być także śmiało uznany za jeden z najpiękniejszych w Europie. Pamiętam do dziś dnia, jak we wrześniu 2014 przyjechałem na tydzień do Sarajewa. Miasto było ostatnią ze stolic byłej Jugosławiiktórą ujrzałem. Po długiej, całodziennej jeździe autobusem relacji Beograd – Istocno Sarajewo wysiadłem daleko od centrum, na dworcu w serbskiej części miasta. Po poszukiwaniu bankomatu oraz trolejbusu, dotarłem w okolice Trg Austria. Miałem wtedy swojego pierwszego smartfona  razem z GPS-em i aplikacją MAPS.ME dotarłem do hostelu.

Po drodze mijałem zabudowania sarajewskiego browaru oraz słynną pekarę Alifakovac, gdzie kilka dni z rzędu kupowałem najlepszy na Bałkanach somun, czyli specyficzny rodzaj chlebka. Sarajewo wtedy zostało w mojej duszy. Poznałem także podczas tego pierwszego wyjazdu mojego bośniackiego Przyjaciela Allena. Dzięki niemu zajrzałem do pięknego Travnika i zacząłem poznawać lepiej tę część dawnego państwa wielkiego marszałka Josipa Broz Tito. Są miasta, które w jakiś magiczny sposób zostają w nas na zawsze. Sarajewo jest dla mnie i wielu naszych Czytelników na pewno takim miejscem. Wróciłem do niego już rok później, czyli AD 2015. Razem z kolegą z wrocławskich tramwajów mieliśmy tam 3-dniowy przystanek, przed dalszą podróżą do Czarnogóry. Na kolejną wizytę w Sarajewie musiałem czekać aż 4 lata, gdyż w 2017 roku poznawałem inne części kraju. Tym razem przyjazd tutaj był bardzo przeze mnie wyczekiwany i wytęskniony.

 

Chwila na miłość, czyli jak studiowało się w Jugosławii

 

 

Sarajewo przed wojną było niesamowitym miejscem, panował tam duch dialogu, tolerancji i zrozumienia. W tym mieście było miejsce dla innego człowieka, miejsce dla jakiejkolwiek inności, nie tylko narodowej czy religijnej, i to się odczuwało na każdym kroku. Ja tak właśnie zapamiętałam to miasto. 

 

Tak o Sarajewie na pierwszych stronach książki pisze Pani Joanna Stovrag, Autorka. Na początkowych kartkach lektury mamy okazję ujrzeć jak wyglądało to miasto, którego dziś już nie ma. Spacerując po mieście młoda studentka z Polski, odnajdywała i obserwowała symbiozę, w jakiej żyli Bośniacy, czyli bośniaccy Muzułmanie, bośniaccy Chorwaci i bośniaccy Serbowie. Część mieszkańców czuła się i określała siebie Jugosłowianami i była z tego dumna. Wszyscy oni żyli zgodnie obok siebie i do początku lat 90 upiór nacjonalizmu jeszcze nie wyszedł ze swej trumny. Ja także zwróciłem uwagę podczas dziewiczego i każdego kolejnego wyjazdu do stolicy Bośni i Hercegowiny uwagę na fantastyczne położenie miasta. Razem z Autorką poznajemy sarajewski świat. Oglądamy także życie studenckie końca lat 80. Jest ono zupełnie inne niż w biednej jak mysz kościelna Polsce Ludowej. Joanna najpierw dostała pokój z koleżanką z Macedonii, z którą jednak nie bardzo może wytrzymać.

Po miesiącu przenosi się do innego lokum. Tam spotyka dwie Serbki, które czuły się jednak Jugosłowiankami. Obydwie miały wielu przyjaciół wśród Muzułmanów i Chorwatów. Bardzo fajnie też opisuje różnice między życiem studenckim młodych Jugosłowian a Polaków. Wspomina o tym, że w akademiku mieszkali ludzie z całej Bośni i Hercegowiny, ale też z innych republik ówczesnej Jugosławii. Akademik Nedżarici oferował przeróżne atrakcje. Takie, jak sala kinowa z wielkim ekranem, gdzie wyświetlano filmy wideo. Szokujące dla Joasi było to, że po 23 wyświetlano tam filmy pornograficzne. Porno w studenckiej wideotece. To chyba nawet do dziś dnia w Polsce nie do pomyślenia. Były także bardziej konwencjonalne atrakcje: sala do gry w bilard oraz studencka dyskoteka.

Z kart książki dowiadujemy się mnóstwa rzeczy związanych z byłą Jugosławią. Autorka zwraca naszą uwagę  na bałkańską muzykę. Ja także to ujrzałem podczas pierwszej i drugiej podróży do Serbii i Czarnogóry w 2006 roku. Uwielbiam ją i do dziś dnia prawie zawsze podczas jazdy po byłych republikach autobusami, szoferzy grają w zasadzie tylko swoje melodie. Gdy jestem we Wrocławiu, puszczam sobie te rytmy na youtube i przenoszę się na Bałkany. Koniec lat 80 był z kolei chyba najlepszym czasem dla sceny muzycznej byłej Jugosławii. Na dalszych kartach książki Pani Joanna podczas życia i pracy w Warszawie dokładnie w ten sam sposób, tylko przy pomocy magnetefonu, teleportuje się do swojego Sarajewa.

 

Chwila na miłość, czyli piękno Sarajewa

 

 

Na Trebeviciu było kilka schronisk, trasa saneczkowa i bobslejowa, a z tarasu restauracji Vidikovac widać było pozostałe góry otaczające usadowione w kotlinie Sarajewo. Kiedy w 1984 roku odbywała się tu XIV Olimpiada Zimowa, na  Trebeviciu oraz na Jahorinie, Igmanie i Bjelasnicy przygotowano trasy zjazdowe, skocznie i inne obiekty do uprawiania dyscyplin zimowych. 

 

Tak Autorka pisze o położeniu miasta. Każdy, kto już kiedyś w Sarajewie był, wie że jest ono przepięknie położone. Moim zdanie to jedno z najpiękniej usytuowanych miast w Europie, może też i na świecie. Wjeżdżamy na kartach książki uspinjacą, czyli kolejką linową na Trebević. Możemy po wielu latach od jej zniszczenia zrobić to ponownie, odbudowaną żicarą.  Góra ma 1627 metrów wysokości. Przed wojną była ulubionym miejscem Sarajewian na wycieczki, pikniki, wspinaczki. Obecnie ponownie przyciąga turystów i miejscowych. Udajemy się razem z Panią Joanną także do Ilidży, czyli uzdrowiska położonego na przedmieściach bośniackiej stolicy. Razem z kolegą z tramwajów wrocławskich w 2015 roku też tam pojechaliśmy. Rzecz jasna sarajewskim tramwajem. Od pętli (aczkolwiek nie wiem jak mieszkańcy miasta, nazywają koniec linii tramwajowej), pozostaje jeszcze 3 kilometry piechotą do miejsca zwanego Vrelo Bosne.

Są to źródła rzeki Bośni. Od niej nazwę wzięła kraina geograficzna, republika i wreszcie państwo – Bośnia i Hercegowina. Woda wypływa w tym miejscu prosto z podziemi skał wapiennych masywu będącego częścią Alp Dynarskich. Ich atrakcyjność i widowiskowość bierze się głównie z faktu, że woda tworzy jakby od razu sporą rzekę. Źródło jest jednym z większych wywierzysk krasowych w kraju. Wody rzeki formują sadzawki i małe wysepki, nad którymi w parku przerzucono mostki. Jest tu sieć ścieżek spacerowych, trzymane są kaczki i łabędzie. W 2000 roku zaniedbany teren Vrelo Bosne przywrócono do dawnej świetności i tak, jak końcem lat 80  jest on ulubionym celem wycieczek i pikników mieszkańców Sarajewa.

Z książką poznajemy nie tylko uroki stolicy Bośni, ale też piękno ówczesnej Jugosławii. Joanna i jej ukochany Sejo razem podróżują. Ja śmiem twierdzić, że cała była SFRJ to był najładniejszy kraj w Europie. Od Alp Julijskich w Słowenii poprzez wybrzeże dalmatyńskie w Chorwacji, Adriatyk Czarnogóry po Macedonię. Nie ma chyba piękniejszego kraju w Europie. Odkrywają razem różnorodność Jugosławii. Jednak sielanka nie miała trwać długo. Politycy postanowili obudzić demona nacjonalizmu. Podzielić, skłocić i doprowadzić do nienawiści między narodami i narodowościami dawnej unii południowych Słowian. Autorka słusznie zauważa, że to nie nacjonalizmy spowodowały wybuch wojny. To wojna i polityka je użyła dla swoich własnych celów.

 

Koniec Jugosławii, wojna i walka o miłość

 

 

W Sarajewie zrobiło się niebezpiecznie, więc pojechałyśmy do Zagrzebia do brata – tam byłyśmy tydzień. Zagrzeb to piękne miasto, trochę je zwiedziłyśmy. […] Cały czas myślałyśmy, że w Sarajewie się uspokoi, ale tam jest strasznie, stale strzelają, bombardują… Chyba jest coraz gorzej. Aż strach o tym myśleć.

 

Rodząca się wielka miłość Polski i Bośniaka zostaje wystawiona przez wojnę na ogromną próbę. Wydarzenia na kartach książki w pewnym momencie przyspieszają. Z opowieści o przełomie lat 80 i 90 i jugosłowiańskiej rzeczywistości jesteśmy rzuceni nagle w środek okrutnej wojny. Co mi się bardzo podoba, Pani Joanna objaśnia bardzo szczegółowo przeróżne rzeczy i fakty historyczne w przypisach. Dzięki temu nie zostajemy sami z informacjami o przebiegu konfliktu, lecz mamy także nakreślone tło polityczne tych wydarzeń. Dowiadujemy się, że Chorwacja Franjo Tudjmana razem z Repubiką Serbską Bośni i Hercegowiny ramie w ramię dążyła do rozbioru kraju.

Sarajewo zostaje oblężone. Drugiego maja 1992 roku przestaje działać sarajewska poczta. Tego samego dnia zostaje wyprawiony ostatni pociąg z sarajewskiego dworca kolejowego. 27 maja 1992 roku trzy serbskie granaty moździerzowe zabijają dwadzieścia sześć  osób w kolejce po chleb, raniąc sto osiem kolejnych. Wojna w Bośni i Hercegowinie była jedną z najokrutniejszych w dziejach ludzkości. Niektóre historie ogromnego bestialstwa są przerażające. Jeden z uciekinierów, Almir, opowiada Joannie jak jego dawni koledzy ze szkoły, Serbowie zmusili jego sąsiadów do stania w wodzie po uda na mrozie, aż woda zamarzła. Wszyscy musieli na to patrzeć.

Autorka w bardzo obiektywny sposób, bez wybielania jednych narodowości i oczerniania innych, pisze o wojnie. Wspomina o generale Jovanie Divljaku, etnicznym Serbie, który widząc że zdominowana przez jego rodaków Jugosłowiańska Armia Ludowa szykuje się do napadu na Sarajewo, samowolnie przekazał część uzbrojenia Obronie Terytorialnej BiH, za co został skazany przez sąd wojenny JAL na 9 miesięcy więzienia. W Warszawie poznaje Saszę, Serba który uciekł z żoną i dwójką dzieci z okolic Bajnej Basty w Serbii. Nie chciał uczestniczyć i nie mógł patrzeć na weekendowe wypady swoich kolegów, którzy jeździli w czasie wolnym od pracy zabijać, gwałcić i rabować, czyli bawić się w wojnę.

 

 

„Chwila na Miłość” to lektura obowiązkowa

 

 

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą. Pojawiła się w mojej głowie myśl o wyjeździe do Sarajewa, bo zaczęłam sobie zdawać sprawę, że mogę nie zdążyć.

 

Będziemy zmierzać powoli do końca mojego artykułu o powieści Pani Joanny. Przyznam szczerze, że do lektury zbierałem się długo. Powodem tego było moje przeświadczenie, że jest to zwykła powieść miłosna. Ja ich jednak nie lubię. Gdy książkę przeczytałem, okazało się, że to dużo, dużo więcej. W mojej ocenie to opowieść o Bośni i Hercegowinie, końcówce byłej Jugosławii, wielkiej miłości w czasach wojny. Możemy z niej czerpać wiedzę jak ze źródła. Strasznie podoba mi się kontekst historyczny i przypisy na dole kart lektury. W nich Autorka objaśnia Czytelnikom wiele faktów. Dzięki tym wyjaśnieniom widzimy i przede wszystkim dowiadujemy się od groma rzeczy. W mojej opinii to lektura obowiązkowa przed wyjazdem do byłej Jugosławii. Podobała mi się także znacznie, znacznie bardziej, niż „Jugosławia. Rozsypana układanka”, która nawet chyba dla początkujących miłośników yugo-bałkanów jest za słaba.

Na wiosnę tego roku, gdy zakończyłem lekturę, pożyczyłem ją koleżance z pracy. Ona z kolei jeszcze innej osobie. Od tego momentu obie Panie marzą o wyjeździe do Sarajewa i zaczęły intensywnie poszukiwać wiadomości o stolicy Bośni i Hercegowiny. Pierwsza z nich przeczytała powieść dwukrotnie i Jej marzeniem jest teraz jechać do tego magicznego miasta. Ja z kolei przez kilka dni myślałem o tym, co pokolenie Seja musiało przeżywać. Jak młody, wrażliwy chłopak musiał przeżyć, żyć i walczyć każdego dnia o przetrwanie. Książka Pani Joanny obudziła też we mnie przeogromną tęsknotę za Sarajewem oraz Bośnią i Hercegowiną. Autentycznie za tym miastem tęsknię. Mam tam swoje miejsca swój czas, który uwielbiam i którego mi brakuje. Lecę już w grudniu. Tylko na cztery dni, ale być może, zamiast grzać się w zimie w Maroku, udam się na Bałkany. Efektem lektury jest także pewna zmiana mojego spojrzenia na całą byłą Jugosławię.

Czytając ją, myślałem, że najpiękniejsza dla mnie jest Czarnogóra. Teraz oraz po wakacjach mam wrażenie, że to jednak będzie Bośnia i Hercegowina. Ponadto zdecydowałem się kupić i przeczytać książkę Barbary Demick „W oblężeniu życie pod ostrzałem na sarajewskiej ulicy”, która jeszcze bardziej pozwoliła mi poznać dni w Sarajewie w czasie wojny oraz sam konflikt. O niej także wkrótce napiszę. Sam po 14 latach i 50 wyjazdach do Serbii, Czarnogóry, Bośni i Hercegowiny, Macedonii, Kosowa, Słowenii i Chorwacji czuję się bardzo związany z byłą Jugosławią. Czego mi najbardziej brakuje? Chyba zwykłej ludzkiej serdeczności, tak charakterystycznej dla ludzi południa z byłych republik jugosłowiańskich. Myślę, że gdy przeczytacie „Chwilę na Miłość”, to zapragniecie pojechać do Sarajewa. Wielu z Was wsiąknie i zakocha się w tym mieście już do końca życia. 

 

Jeżeli podobał Ci się  wpis oraz „Chwila na Miłość” a chciałbyś więcej informacji, zdjęć oraz filmów zapraszamy do wsparcia  bloga i  polubienia naszego fejsbooka. Dziękujemy 🙂 🙂 🙂

 

ZAPRASZAMY POZNAJCIE LEPIEJ PIĘKNĄ BOŚNIĘ I HERCEGOWINĘ 🙂 🙂 🙂

Przejdź do komentarzy

Facebooktwitter