Komunizm w Albanii, czyli jak wyglądało życie w kraju, gdzie „Błoto było słodsze niż miód”

Facebooktwitter
Flaga komunistycznej Albanii
Flaga komunistycznej Albanii
Od dłuższego już czasu chodził mi po głowie pomysł, aby zacząć pisać o książkach i filmach, związanych z  Bałkanami. Od dawna nie mam także jak wygospodarować kilku chwil, aby napisać coś o historii Bałkanów. Wracając dzień przed wigilią do domu pociągiem z Wrocławia, wpadłem na pomysł, że spróbuję w kolejnych artykułach, przedstawiających bałkańską historię,  połączyć jedno i drugie.

 

Przez 5 godzin w wagonie drugi raz czytałem książkę Małgorzaty Rejmer „Błoto słodsze niż miód”. Dwa dni wcześniej pochłonąłem ją po raz pierwszy – skończyłem o drugiej nad ranem. Stwierdziłem, że nie ma sensu pisać zwykłej recenzji. Napiszę artykuł o tym, jak wyglądał komunizm w Albanii i życie w raju, gdzie błoto było słodsze niż miód. A wykorzystam do tego historie, przedstawione w publikacji. Dzięki temu mam nadzieję, uda stworzyć mi się coś fajniejszego, niż poprzednie wpisy o marszałku Tito i Jugosławii. Sama książka przybliża nam temat życia i zamknięcia w kraju bunkrów i paranoi Envera Hodży ustami tych, którzy tego albańskiego raju doświadczyli. Autorka oddaje w niej głos samym Albańczykom dlatego i my, zrobimy tutaj tak samo.

Enver Hodża

Przywódcą oraz twórcą komunistycznego raju w Albanii był Enver Hodża. Urodzony w 1908 roku w Gjirokastrze zmarł w 1985 roku w Tiranie. Po II wojnie objął w kraju rządy. W okresie jego władzy Albania stała się krajem uprzemysłowionym. Eliminował opozycję i rozbudował sieć tajnej policji Sigurimi. W okresie rozłamu chińsko-radzieckiego poparł maoizm, z czasem spowodowało to liczne napięcia między Ludową Republiką Albanii a ZSRR, a te zaś doprowadziły ostatecznie do rozłamu radziecko-albańskiego. Po rozwodzie chińsko-albańskim pod koniec lat 70, Albania po raz pierwszy w nowożytnej historii, nie miała żadnego sprzymierzeńca. Jego rządy  były brutalnym stalinizmem, który poznajemy z perspektywy bohaterów „Błota, słodszego niż miód”.

Po przeczytaniu tej publikacji spojrzałem zupełnie inaczej na Albanię, którą odwiedziłem czterokrotnie do tej pory. Już nie myślę o brzydkich blokach Pogradeca. Ani nie zastanawiam się, czy w Albanii jest tanio lub drogo. Teraz nie wyobrażam sobie życia w piekle, w jakim rodzili się i umierali Albańczycy przez 50 długich, powojennych lat. Książka Pani Rejmer jest fascynującą lekturą dlatego, że oczami żywych ludzi, Albańczyków, którzy ten czerwony raj przeżyli, oglądamy ich więzienie, jakim była dla nich komunistyczna ojczyzna.

Ja Wam opowiem, czym był stalinizm albański poprzez, ukazanie jak wyglądały wtedy najważniejsze dla każdego człowieka rzeczy: miłość, młodość, przyjaźń, podróże, urlop, dzieciństwo, rodzicielstwo. Uprzedzam także, że mimo że byłem zaznajomiony z tym, jak wyglądały te kraje (Korea Północna, Albania) to pod koniec lektury „Błota…” sam już miałem chwilami dość czytania o piekle, które poznajemy na jego kartach.

W oczach większości Albańczyków Hoxha był jak dobry ojciec i nieomylny jak Bóg, na tle niewykształconych partyjniaków rósł i błyszczał, ale pod warstwą miękkiego mchu krył się kamień. Jeśli tylko Towarzysz Komendant uznał, że ktoś zanadto się wzmacnia, że czyjeś ambicje rosną, a lojalność spada, wróg po kurtuazyjnym procesie zostawał rozstrzelany.

 

DZIECIŃSTWO

 

Dzieciństwo, najpiękniejszy i najszczęśliwszy okres w życiu człowieka, w komunistycznej Albanii, zależało od tego, gdzie i w jakiej rodzinie się urodziłeś. Życie w Tiranie, z relacji przedstawionych przez świadków, było chyba porównywalne do życia w Pjongjangu. Stolica Albanii była wyspą socjalistycznego dobrobytu i jedną z podstawowych kar dla wszystkich prawdziwych i domniemanych wrogów ustroju, było zesłanie na wieś. W Tiranie sklepy były zaopatrzone, standard życia nieporównywalnie wyższy niż gdzieś indziej, był tu także uniwersytet i rządowa dzielnica czerwonych notabli. Jeżeli byłeś takim czerwonym dzieckiem, miałeś szczęście. Na początku książki, Bashkim Shehu opowiada, jak było się takim szczęściarzem. Bashkim był synem człowieka numer 2 komunistycznego aparatu władzy. Jego ojciec Mehmet, był wieloletnim premierem kraju i najbliższym współpracownikiem Hodży. Do czasu. Do tego czasu, Bashkim będzie wiedział co to pralka i zmywarka, zna coca-colę, dżinsy i ananasy.

Tak hartowała się stal w Albanii

Hodża, jako oddany uczeń Stalina, z okrucieństwem i bezwzględnością swego mentora, stosował politykę czystek. Gdy ktoś z aparatu władzy nie spodobał mu się, miał zbyt duże ambicje, ośmielił się wyrazić swoje własne zdanie lub po prostu dyktator miał taki kaprys – musiał zginąć. Taki los spotkał Ojca bohatera tego akapitu. W 1981 roku towarzysz Shehu, od lat namaszczony na następcę wodza, został ujawniony jako agent brytyjski, jugosłowiański szpieg, szpicel francuski, sowiecki i faszystowski. Tak naprawdę ośmielił się sprzeciwić zerwaniu sojuszu z Chinami. Oficjalna wersja mówi, że popełnił samobójstwo.

W tym samym czasie gdzieś na końcu Albanii, rodzi się zły chłopiec. Jego ojciec musiał opuścić Tiranę, ponieważ ośmielił się powiedzieć, że kolektywizacja zniszczy i tak ledwie żywe albańskie rolnictwo. Władza zdecydowała, że sam sprawdzi, jak się żyje na wsi. Razem z żoną i czternaściorgiem dzieci, każdego dnia musiał walczyć o jedzenie dla rodziny. Żeby kupić butelkę mleka, trzeba było iść wiele godzin do miasta.

Zły chłopiec pierwszego dnia w szkole zostaje zaprowadzony za rękę przez nauczyciela na środek klasy. Tam, pedagog prezentuje go kolegom: „To jest zły chłopiec. Lepiej trzymajcie się od niego z daleka!” Nauczyciele pilnowali, aby zawsze był najgorszy a dzieci, aby regularnie pojawiały się u niego nowe siniaki. Rodzice dla swojego najmłodszego dziecka zapragnęli lepszego losu, więc postanowili oddać Go pod opiekę wujka z Tirany. Tam zobaczył pierwszy raz karmelki, czekoladę i biszkopty. Jednak pobyt w raju trwał tylko tydzień. Po siedmiu dniach wpadli do domu agenci Sigurimi  (albańskiej bezpieki) i wrzeszcząc „Gówniarza sobie wziąłeś ze wsi, nie pytając nikogo o zgodę?!!, odesłali złego chłopca tam, gdzie jego miejsce. Tymczasem Bashkim, syn premiera (a tak naprawdę zdrajcy i szpiega), zostaje internowany i skazany na 8 lat więzienia. Jego starszy brat, Vladimir załamie się podczas tortur i po pół roku popełni samobójstwo. Średni, Skender, dostanie 10 lat. Siostrzeniec zdrajcy, minister spraw wewnętrznych i szef Sigurimi, stanie w 1983 roku przed plutonem egzekucyjnym.

 

W 1978 roku, po zerwaniu sojuszu z rewizjonistycznymi Chinami, Enver Hoxha oznajmił ukochanemu ludowi, że jak świat długi i szeroki nie ma kraju, który wierzyłby w komunizm równie mocno, jak Albania. „Titoiści, sowieccy zdrajcy, kraje Europy Wschodniej i Chiny, wszyscy oni mieli ukryty, wrogi cel – zniewolenie naszego państwa”. 

 

PRZYJAŹŃ

 

 

Jak wyglądała przyjaźń w stalinowskim raju Envera Hodży? Przyjaźń na najwyższych szczeblach władzy nie istniała, była tylko ślepa lojalność wobec wodza. Jednak przyjaźń i mechanizm czystek  na zawsze odmieni życie chłopca. Pewnego dnia do szkoły przybył nowy dyrektor. Thoma Deliana, bo o nim mowa, jeszcze parę miesięcy wcześniej był ministrem kultury i edukacji, w dodatku najdłużej w historii, bo przez 13 lat. Jednak w 1976 roku popadł w niełaskę wodza i został zesłany na wieś. Z książki nie wiemy, czy był ku temu jakiś konkretny powód. Może to, że studiował filozofię w Moskwie? A może źle się uśmiechnął do Envera? W każdym razie na wiosce tkwiącej jeszcze w średniowieczu był on człowiekiem z innego świata. Chłopak, odesłany od wujka z Tirany tam, gdzie miejsce wrogów ludu, zaprzyjaźnił się z byłym ministrem.

Mechanizm albańskiej czystki

Czytając „Błoto słodsze niż miód” poznajemy mimochodem mechanizmy czystek stalinowskich. Enver Hodża, tak samo, jak Józef Stalin, paranoicznie bał się utraty władzy. Wzorem słynnego Gruzina, co kilka lat przeprowadzał czystki w aparacie władzy. Nikt nie mógł czuć się bezpieczny ani zagrozić wodzowi. Losy Thoma Deliany są przykładem tego, jak one wyglądały. Najpierw było zesłanie (jeśli miało się szczęście i dożyło tego momentu), na prowincję. Potem, przez stopniową degradację społeczną, system próbował zniszczyć człowieka. Chciałbym także zwrócić uwagę na to, że czasem szczęściem było trafić przed pluton egzekucyjny.

Thoma zauważył ciekawość świata i pociąg do literatury w chłopcu. Pożyczał mu książki, zapraszał do siebie, pokazał mu telewizję. Po roku w Tiranie uznano, że czas najwyższy dać w kość wrogowi ludu a dawnemu ministrowi. Został pastuchem. Władza zachęcała, aby piętnować zdrajcę i burżuja. Gdy żona zaczęła go bić na środku wsi, ludzie krzyczeli „Hurra”. W nagrodę kilka dni później partia pozwoliła jej wrócić do stolicy.

Życie Thomy zamieniło się w piekło. Codziennie musiał meldować się na komisariacie. Nikt, oprócz dzieci, nie rozmawiał z nim we wsi. Po trzech latach partia się zlitowała i przeniosła ministra do pracy w kooperatywie (odpowiednik naszego PGR-u). Chłopiec stał się nastolatkiem i ukradkiem czytał z dwoma kolegami zakazane dzieła. Kiedyś ktoś doniósł bezpiece. Mimo pobicia nie puścił pary z ust i ocalił siebie, rodzinę i swojego mentora. Thoma Deliana także dożył śmierci dyktatora, upadku albańskiego komunizmu i zmarł w Elbasanie w 2014 roku. Wielu tego szczęścia nie miało.

Jeżeli nad wejściem, do sklepu znajdował się napis „Mish”, czyli „Mięso”, kupujący mógł być pewny, że w środku zapozna się z bogatą ofertą gołych haków. Wieść o pojawieniu się mięsa rozchodziła się lotem błyskawicy i zaraz pod sklep ściągały tłumy. Wiedząc, że dostawy budzą wielkie emocje i drobne kobiety mogą zostać poturbowane w starciu z mężczyznami, władza nakazała zachowywać parytet i sprzedawać mięso raz mężczyźnie, raz kobiecie. 

 

MŁODOŚĆ

 

W kolejnych rozdziałach książki poznajemy historię Neima Pashy, który ukarany został za to, że Jego wujek uciekł do Grecji. Chłopak został aresztowany, kiedy miał 19 lat. W więzieniu spędził dwadzieścia jeden lat i cztery dni. Gdy był dzieckiem, w latach 50 partia co miesiąc dawała jego rodzinie po worku kukurydzy, dzięki której mogli przeżyć. Zanosili ją do młyna, dostawali mąkę i piekli chleb. Enver Hohxa na początku mówił „Wkrótce będziecie jedli złotymi łyżkami” i ludzie w to wierzyli. Potem Hoxha krzyczał „Będziemy jeść trawę, ale nie ugniemy się pod naciskami obcych mocarstw”. Więc jedli trawę. Dzieci szły w las i zbierały zioła, matki mieszały je z mąką kukurydzianą i z tego piekły placki. Neim był prostym chłopakiem ze wsi. Zatrudniono go w kopalni. Jedna wizyta za dużo u dziadka, zmieniła jego życie na zawsze.

47 lat komunizmu w Albanii

Przez 47 lat albańskie władze trzymały 34 135 więźniów politycznych. Z nakazu partii zamordowano 6027 osób. 984 osoby zmarły w więzieniach, 308 oszalało wskutek tortur. 59.000 zostało internowanych, a ponad 7.000 zginęło w obozach pracy albo na zesłaniu. Albańska służba bezpieczeństwa zwerbowała do współpracy ponad 200.000 obywateli. Albańczycy do dziś dnia wierzą, że co czwarty donosił władzy. W kraju liczącym w latach 70 dwa miliony mieszkańców, są to porażające liczby, porównywalne jedynie ze skalą zniewolenia w Korei Północnej.

Spotkało się tam wtedy siedmiu członków rodziny Neima. Wujkowie chcieli uciec przez granicę do Grecji. Ustalili datę: 15 maja. W kraju, będącym wcieleniem Orwellowskiej fikcji z „Roku 1984” , ktoś doniósł. Chłopak został aresztowany. Był nieludzko torturowany, ale nie złamał się i na każde pytanie śledczych odpowiadał „Nie Wiem”. Żona wujka została świadkiem oskarżenia (dwóm wujom udało się zbiec w ustalonym dniu).

Skazano go na 12 lat więzienia. W wyniku tortur stracił prawie wzrok, zapadł w letarg podobny do śpiączki. Przeżył. Dwudzieste urodziny obchodził w więzieniu z kumplami: Naumem (bratem słynej piosenkarki, który studiował w ZSRR, a kiedy okazało się, że Sowieci nie są dość komunistyczni, wylądował w pace), Muradem i Sazanem. Przyjaciele 6 grudnia 1966 roku porwali ciężarówkę i próbowali zbiec z więzienia. Następnej nocy wróciły ich ciała. Neim, jako ich kolega, wylądował w izolatce. Strażnicy bili go klocami drewna tak często, że stracił rachubę… „Błoto słodsze niż miód” pełne jest takich historii. Niektórzy z naszych Czytelników na fanpejdżu twierdzą, że to przecież wszędzie się działo w demoludach i książka nie jest niczym nowym ani odkrywczym. Dla mnie jednak była a te przerażające historie oddają głos i sprawiedliwośc ofiarom, których w dzisiejszej Albanii nikt nie chce wysłuchać.

Ja raz powiedziałam w pracy, że lubię jugosłowiańskie piosenki. Taka głupia! Ale mi się upiekło. Musiałam tylko złożyć samokrytykę, że nie wiem co mi, przyszło do głowy, bo przecież żadnej jugosłowiańskiej piosenki nie słyszałam… Jeden facet powiedział kiedyś, że jugosłowiańskie rowery są lepsze od albańskich. Dostał siedem lat! I zostawił żonę, dziecko… A Zef Tushi, co dostał 5 lat, bo poskarżył się na chleb?

 

WOLNOŚĆ

 

Komunizm miał wiecznie trwać, Enver Hodża miał być tak jak Lenin, wiecznie żywy. Ale wolność nadeszła. Najpierw, w 1984 roku rozeszła się plotka, że dyktator jest tak słaby, że nie pojawi się na uroczystościach 29 listopada, czterdziestą rocznicę wkroczenia komunistów do Tirany. 11 kwietnia 1985 roku Towarzysz Enver Hoxha zmarł. Reżim, aby pokazać, że tonącej Albanii nikt nie opuści, tropi nowych wrogów. Ludzie lądują w więzieniu z absurdalnych powodów: „Uśmiechał się w dniu  śmierci Hoxhy”, „Sprawiał wrażenie szczęśliwego, gdy cały naród płakał”. Jednak twierdza albańskiego komunizmu powoli zaczynała się kruszeć. W 1987 roku Ramiz Alia pozwolił trzymać po dwie owce na chałupę. W 1986 roku rząd uruchomił pierwsze międzynarodowe połączenie kolejowe z Tirany do Titogradu. 17 sierpnia 1989 roku do Albanii przyjechała z prywatną wizytą Matka Teresa. 4 listopada 1990 roku odprawiono w Szkodrze pierwszą mszę na cmentarzu katolickim. 20 lutego 1991 roku tłum na placu Skandenberga w Tiranie obalił pomnik Wodza.

Okno na świat

Telewizor był dla Albańczyków prawdziwym oknem na świat. Zęby go mieć, trzeba było zacisnąć pasa i znaleźć skądś osiem miesięcznych pensji. Na początku lat 70 zaczął się telewizyjny boom. W Durres łapano sygnał z Włoch, Gjirokastrze z Grecji a Szkodrze z Jugosławii. Władza jeszcze nie wyczuła, że widok jugosłowiańskich luksusów może pomieszać ludziom w głowie. Szybko pojawiły się domowe instalacje antenowe, nocami ustawiane w niesłusznym kierunku. Ludzie nie wierzyli w to, co widzieli. „Podobno to wszystko dekoracje” – szeptano. W 1974 roku władza postanowiła ukrócić fikuśne jugosłowiańskie teledyski, samochody, torebki i pepsi-colę. Zainstalowano w największych miastach zakłócacze.

Albania rozsypywała się w proch. W sklepach nie było już zupełnie nic. Na zakupy trzeba było przychodzić z własnym słoikiem. W kawiarniach mieli tylko kawę, ser trzeba było mieć swój. Fabryki stanęły. Ludzie uciekali przez góry do Grecji, inni do Jugosławii.

Kiedyś każdy Albańczyk miał swój kraj wyryty na sobie. Zapadnięte policzki, zniszczone ręce, byle jaki ubiór, lata niedożywienia. Dzięki książce możemy wysłuchać głosów komunistycznej Albanii i zajrzeć do najbardziej izolowanego kraju w Europie. Nie jest to łatwa lektura. Niektórzy nasi Czytelnicy twierdzą, że nic nie ma w niej odkrywczego. My jednak uważamy, że zdecydowanie warto po nią sięgnąć. Ujrzyjcie sami kraj, gdzie bloto było słodsze niż miód. Gdy tam zajrzycie, na zawsze będziecie już inaczej patrzeć na Albanię. Nie tylko przez pryzmat wakacji w Sarandzie i 10 najpiękniejszych plaż w Albanii.

 

 Wyobraź sobie, że przez trzydzieści lat siedzisz ciągle w jednym pokoju. Co ty wiesz o życiu? Wszystkiego się boisz, wszystko cię zaskakuje. Boisz się podejść do puszki coli, bo skąd masz wiedzieć, co to takiego? Przez lata byłem tak strasznie biedny. Przez całe dzieciństwo siłowałem się z głodem. Nie wiedziałem co to wino, cytryna, mięso. Płakałem z głodu. Matka patrzyła na mnie i sama płakała. Dawała mi pół kromki chleba, bo więcej nie mogła. Nie mieliśmy butów…

 

 

Jeżeli podobał Ci się nasz wpis to zachęcamy do przeczytania książki Małgorzaty Rejmer „Błoto słodsze niż miód”. Żadni z nas literaci, ale mam wrażenie, że w temacie Albanii to lektura obowiązkowa. Dziękujemy 🙂 🙂 🙂 

 

ZAPRASZAMY, POZNAJCIE LEPIEJ HISTORIĘ BAŁKANÓW 🙂 🙂 🙂

Przejdź do komentarzy

Facebooktwitter