Kuchnia mołdawska i jedzenie w Mołdawii — czy rzeczywiście poczujemy niebo w gębie?

Facebooktwitter
Restauracja La Placinte to idealne miejsce, aby spróbować jak smakuje kuchnia mołdawska
Restauracja La Placinte to idealne miejsce, aby spróbować jak smakuje kuchnia mołdawska
W naszym kolejnym wpisie z Mołdawii opowiem Wam co też dobrego w dawnej Besarabii, zjemy. Uwielbiam w podróżowaniu po tych mniej znanych i popularnych zakątkach właśnie poznawać jedzenie. Wprawdzie waga mniej to lubi, to jednak lokalne przysmaki i miejscowa kuchnia są jednym z najfajniejszych aspektów odkrywania świata.

 

W moim osobistym rankingu najwyżej stoi jedzenie w Macedonii wraz z kuchnią albańską. Bardzo lubię także serbskie jedzenie i kuchnię rumuńską, której jeszcze nie poświęciłem osobnego wpisu. Mieszkam we Wrocławiu i mamy z Dolnego Śląska bardzo blisko do Czeskiej Republiki, gdzie pieczona kaczka oraz gulasz z knedlikami to żelazny punkt wielu weekendów. Nie wspomnę już o tym, że kuchnię węgierską także bardzo chętnie konsumuje. Jedynym, mniejszym lub większym rozczarowaniem na szlaku naszych podróży, było i jest żarełko w Gruzji. Nigdy mi specjalnie nie podeszło i tak już zostanie. Dlatego też ja zachwycam się kuchnią i jedzeniem innych państw i miejsc, w których bywam. Najbardziej w moim osobistym rankingu smakuje mi sztuka kulinarna w Albanii i Macedonii, a jak w tym zestawieniu smaków i dań wyjdzie Mołdawia?

Wspominam o Gruzji, ponieważ tak jak ona, Mołdawia od jakiegoś czasu próbuje się usilnie promować na portalach o tanim lataniu i u najbardziej sprzedajnych, komercyjnych blogerów w Polsce. Pojawiły się pochwalne artykuły sponsorowane, wyjazdy sponsorowane dla serwisów w stylu fly4free, według których jednym z najważniejszych aspektów wizyty w tym czekającym na odkrycie turystycznym raju ma być właśnie mołdawskie jedzenie. Kraj prowadzi za pomocą sprzedajnych blogerów intensywną kampanię w Polsce, mającą na celu wypromowanie siebie. Na razie efekty są mizerne i Polacy w żaden sposób masowo do Besarabii nie ruszyli. Na szczęście wysyp tych peanów nie jest tak wielki, jak w przypadku kuchni gruzińskiej, która jednak nawet dla sporej ilości naszych Czytelników, była rozczarowaniem. Zatem byłem bardzo ciekawy, czy rzeczywiście kuchnia mołdawska to niebo w gębie, czy może jednak zawód. Wiedziałem, iż mołdawskie jedzenie będzie prawdopodobnie podobne do tego w Rumunii i na to także liczyłem. Że będzie dużo, niezdrowo, tłusto i smacznie:).

 

Mołdawskie jedzenie w mołdawskiej restauracji

 

Zatem pierwsze co zrobiłem po całodziennej podróży z Czerniowców do Kiszyniowa, to zaraz po zameldowaniu się w moim hostelu, wzięciu prysznica i przebraniu się, udałem się do polecanej w zasadzie wszędzie w internecie, mołdawskiej sieciówki La Placinte. Tak się szczęśliwie składało, że najbliższy lokal był tuż obok mojej noclegowni. Przy samym Parku Katedralnym. W Polsce do restauracji sieciowych nie jestem za bardzo przekonany, jednak na Wschodzie bywa pod tym względem zupełnie inaczej. Rosja, Mołdawia czy Ukraina posiadają sporo lokali tego typu, serwujących ich narodową kuchnię. Mnie się to bardzo podoba. U nas niestety do dziś dnia pamiętam co się działo, kiedy otwarto pierwszego McDonalda w Warszawie. Było gorące, majowe późne popołudnie a w środku sporo ludzi. Turystów niewielu, przeważali Mołdawianie. Kuchnia mołdawska jest w Polsce w zasadzie równie nieznana, co kuchnia albańska lub macedońska i na razie w świadomości kulinarnej Polaków jest całkowicie nieobecna.

Narodowa kuchnia mołdawska

Jedzenie w Mołdawii i narodowa kuchnia mołdawska jest, tak jak się przed wyjazdem do tego kraju spodziewałem, wypadkową wpływów różnych ziem znajdujących się wokół dawnej Besarabii. Zatem przeglądając menu w restauracji bez większych problemów, odnajdziemy dania, mające swoje korzenie z Ukrainy, Rosji, Białorusi, Grecji czy rzecz jasna Rumunii. Zatem będzie i barszcz ukraiński, i solianka, i pielmieni wraz z warienikami. Jednak królowa kuchni mołdawskiej jest tylko jedna. Mamałyga.

Jeżeli już coś się w naszej głowie z mołdawskim jedzeniem kojarzy, to będzie to przede wszystkim mamałyga. Sama w sobie wydawała mi się zawsze czymś absolutnie bez smaku i przed wyjazdami do Rumunii, nigdy bym nie powiedział, że to coś może być dobre.

Mamałyga z dodatkami to wizytówka Mołdawii. Właśnie te uzupełnienia nadają jej smaku i sprawiają, że mamałygę ze skwarkami (tymi prawdziwymi) i bryndzą uwielbiam. Najlepiej przygotowaną jadłem chyba w restauracji La Tocana w naddniestrzańskim Tyraspolu. Dlatego, jeżeli będziecie w Mołdawii lub Rumunii, spróbujcie jej. Zdaję sobie sprawę, że nie każdemu ona posmakuje, ale jeżeli będzie wyglądała tak, jak na zdjęciu poniżej, to może się skusicie 🙂 🙂 🙂 W dalszej części wpisu dowiecie się, co zjemy więcej oprócz mamałygi.

 

 

Mołdawski obiad, czyli znaczniej więcej niż mamałyga

 

Kuchnia mołdawska, jak się okazało na miejscu, to znacznie więcej dań, niż tylko polenta z dodatkami. Przez te kilka dni w Mołdawii starałem się każdego dnia spróbować czegoś innego. Mołdawski obiad składa się zwykle z sytej, gęstej i zawiesistej zupy jako pierwszego dania. W La Placinte możemy spróbować następujących zup: borş roșu (barszcz czerwony), zeamă de pui (rosołu z kurczaka), ciorbă de legume (zupa jarzynowa), ciorbă de legume cu carne de vită (zupy jarzynowej z wołowiną) oraz w sezonie letnim ocroșca (chłodnik). Mnie najbardziej smakował barszcz. Wybór sałatek także jest wielki i te, które ja próbowałem, były naprawdę super. Salată cu carne de curcan to sałatka z indykiem w roladzie, ghiveci de legume to zapiekaniec warzywny, limba soacrei – język teściowej a tak naprawdę to roladki z bakłażanów, salată vitamina to sałatka witaminowa, salată din legume ca la Chişinău, czyli sałatka warzywana po kiszyniowsku to był mój numer 1, obejrzycie sobie na zdjęciu poniżej. Na sam koniec sałata, której nie próbowałem, czyli salată cu piept de pui (sałatka z kurczaka). Ceny za zupy i sałatki wynosiły od 40 do 65 MDL (8,50-14 zł).

Jednak obok mamałygi, kuchnia mołdawska słynie z przepysznych placuszków, zwanych placinte delicoase, czyli po prostu pyszne placki. Najlepsze, jakie jadłem to właśnie w tej restauracji. Przyznam, że przed przyjazdem do Mołdawii nie byłem przekonany co do tego dania. Gruzińskie chaczapuri nigdy mnie nie zachwyciło myślałem, że będzie podobnie tutaj. Pierwszego wieczoru zamówiłem plăcintă cu brânză de vaci și verdeață (placek z krowim serem z ziołami) i była to absolutna bomba. Przepyszne ciasto, nadziane nieziemskim twarogiem z mołdawskimi ziołami było absolutnie fantastyczne. Pozostałe ich rodzaje to: plăcintă cu varză proaspătă (placek ze świeżą kapustą), plăcintă cu cartofi (placek z ziemniakami), plăcintă cu cașcaval (placek z serem), plăcintă cu vișine (placek z wiśniami, czytałem w internecie że także smaczny). Placki występują w trzech rodzajach: clasice (klasyczne – te wyżej wymienione), domneasca (książęcym, mi ten typ smakował znacznie mniej), oraz invartite (przypominają z wyglądu serbskie pity z owocami). Tych ostatnich nie próbowałem. Ceny za placinty wynosiły od 30 do 50 MDL (6,40-10,60 zł).

Te wyżej wymienione potrawy, były rzekłbym na mniejszy głód. Na większy apetyt czekają na nas calde delicoase cu livrare la domiciliu, czyli ciepłe pyszne jedzenie jak z domu. Po chłopsku porządna domowa wyżerka w postaci ogromnych dań głównych. Tutaj możemy spróbować: costiţă de porc pe grill (wieprzowiny z grilla), steak de pui pe grill (stek z kurczaka na grillu), legume pe grill (grillowanych warzyw), mămăligă cu jumări (mamałygę z dodatkami), tocană de porc (kawałeczki zapiekanego kurczaka), tocană de pui (kawałeczki wieprzowiny), crap prăjit cu mămăligă (pieczonego karpia z mamałygą), beef stroganoff cu cartofi la cuptor (wołowy strogonoff z pieczonymi ziemniaczkami), pârjoale de curcan cu piure de cartofi (kotleciki indycze z puree i pastą pomidorową), sarmale moldoveneşti (gołąbki mołdawskie, które baaardzo polecam), colțunași cu cartofi (warieniki z ziemniakami), pelmeni (pielmieni), colțunași cu brînză de vaci și de oi (warieniki z owczym i krowim serem, także bardzo dobre). Ceny wynosiły 50-60 lei za mamałygę i warieniki (10-12 zł) do 90-110 MDL za kotleciki z indyka i karpia (19,10 zł-23,40 zł).

 

 

Mołdawskie desery, oraz ceny w restauracjach w Mołdawii

 

 

Na sam koniec wizyty w La Placinte zostawiłem Wam mołdawskie desery. Wprawdzie kuchnia mołdawska i jedzenie w Mołdawii raczej ze słodkości nie słynie, to niektóre rzeczy w tym dziale sztuki kulinarnej są bardzo ciekawe. Ja widziałem w menu: prăjiţei cu zahăr pudră (coś jak nasz chrust z cukrem pudrem), prune cu nuci şi frişcă (suszone śliwki ze śmietanką), tort de vafe cu cremă de lapte condensat (tort waflowy ze skondensowanym mlekiem), clătite cu vișine (malutkie pity z wiśniami), clătite ​cu branză de vaci în sos de miere (to samo tylko z miodem i serem), papanaşi (które jednak wyglądały nieco inaczej, niż w Rumunii). Nie wszystko próbowałem a jedynie śliwki i pity z wiśniami i obie te rzeczy także polecam. Ceny wynosiły od 40 MDL (8,50 zł) za śliwki do 50 MDL (10,60 zł) za pity z wiśniami.

Natomiast każde popołudnie i wieczór w mołdawskiej stolicy rozsmakowywałem się w lemoniadach przygotowywanych w restauracji. Polecam żebyście spróbowali,  chociaż kilku z następującego wyboru: limonadă de cătină (lemoniada z zieloną cytrynką i pestkami granatu), limonadă (zwykła lemoniada), oranjadă (lemoniada pomarańczowa), capsunada (lemoniada truskawkowa, widoczna na zdjęciu powyżej), sangria rose (sangria czerwona), compot de coarne (kompot z berberysu). Ceny wynosiły od 25 MDL (5,30 zł) za kompot do 40 MDL za sangrię (8,50 zł).

Jeżeli chodzi o ceny w restauracjach w Mołdawii, przynajmniej tych średniej klasy, to nie było wcale tak tanio, jak mi się zdawało, że będzie. Nie było też drogo, ale za mniej a czasem dużo mniej równie dobrze, albo i lepiej zjemy w Albanii, Macedonii, Kosowie czy nawet Serbii. Zdawałem sobie sprawę, że wylansowana sieciówka w stolicy kraju to rzeczywiście nie najtańsze miejsce. Podczas wizyty w Orheiul Vechi zajrzałem do menu tamtejszej knajpki, lecz ceny były bardzo podobne. Z kolei poszukiwania czegoś tańszego w stolicy zakończyły się tylko połowicznym sukcesem. Tanio było (w dwóch stołówkach samoobsługowych), za obiad dałem śmieszne 10-12 zł, ale jakość była naprawdę słaba. Zatem za porządny obiad dla 1 osoby razem z napojem i zupką trzeba liczyć spokojnie 150 mołdawskich lei (jakieś 30 zł)  lub więcej, bardziej prawdopodobnie do 200 MDL. Ja przeciętnie wydawałem 120-160 MDL za posiłek (25-34 zł). Szczegółowe ceny w postaci obrazkowej (czyli zdjęć z menu) przygotowałem dla Was poniżej:

 

Ceny w Mołdawii w restauracjach (KLIK)

 

 

Kiszyniowski bazar pełen smakołyków

 

Jeżeli chcecie sprawdzić, jak smakuje naprawdę mołdawskie jedzenie, warto wybrać się na kiszyniowski bazar, ten koło głównego dworca autobusowego. Targowisko składa się z kilku podzielonych tematycznie hal. Bardzo wygląda, jak ukraińskie rinoki z tym że jest kilkakrotnie większe. Stoiska odzieżowe pominąłem, udałem się w kierunku spożywki. Najpierw dział mięsny. Wiele stanowisk z wiszącymi na hakach tuszkami wieprzowymi. Stare klasyczne wagi, których w Polsce chyba już nigdzie nie uświadczymy. Klimat bardzo poradziecki, co ja zawsze lubię. Gdy już opuścimy dział mięsny, możemy udać się w kierunku kwiatów i świeżych ziół. Tu wszystko pachnie, wygląda i działa na zmysły. Owoce i warzywa bardzo przypominały mi targowisko w Skopje i Zeleni Venac w Belgradzie. Przypuszczam, że są równie dobre co na Bałkanach. Na koniec jeszcze obejrzałem suszone śliwki, roztaczające także fantastyczny aromat. Co ciekawe, sprzedawcy nie nagabują turystów. Życzliwie częstują.

Zatem czy kuchnia mołdawska to rzeczywiście pokarm bogów, jak można pomyśleć, czytając artykuły na portalu o tanim lataniu? Rzecz jasna każdy ma inny gust i smak, ale mi osobiście smakowała bardzo. Z jednym bardzo ważnym zastrzeżeniem. W Albanii i Macedonii zjemy bardzo smacznie również w tańszych miejscach, to w Mołdawii mi ta sztuka się nie udała. Tutaj musimy poszukać czegoś droższego i wtedy będziemy zadowoleni. W kraju byłem zbyt krótko, aby zajrzeć dłużej na prowincję. Gdy do Besarabii wrócę, postaram się znaleźć odpowiedź na pytanie, czy tam równie dobrze dają zjeść, jak w Kiszyniowie. W moim osobistym rankingu mołdawskie jedzenie sytuuje się na 3 miejscu, po wspomnianych wyżej krajach bałkańskich. Będzie także jednym z najważniejszych powodów powrotu do kraju wina i mamałygi.

Na koniec chciałbym wspomnieć także o innej lokalnej sieciówce, mianowicie o Andy’s Pizza. Ostatniego wieczoru w stolicy naszło mnie na włoskiego placka. Nie miałem zbyt wygórowanych oczekiwań, jednak pizza była naprawdę przyzwoita, miała dobre składniki i była całkowicie zjedliwa. Nie był to poziom włoski, czarnogórski czy albański, jednak mołdawski placek nie miał się czego wstydzić. Zwykle staram się jadać raczej kuchnię lokalną, jednak tym razem nie mogłem się powstrzymać.

 

 

Jeżeli podobał Ci się nasz wpis oraz kuchnia mołdawska a chciałbyś więcej informacji, zdjęć oraz filmów zapraszamy do wsparcia naszego bloga i  polubienia naszego fejsbooka. Dziękujemy 🙂 🙂 🙂

 

ZAPRASZAMY POZNAJCIE LEPIEJ MOŁDAWIĘ I NADDNIESTRZE 🙂 🙂 🙂

 

Przejdź do komentarzy

Facebooktwitter