Oblężenie Sarajewa — najdłuższe oblężenie w Europie po II wojnie światowej w historii jednej ulicy

Facebooktwitter
oblężenie Sarajewa
Oblężenie Sarajewa – płonąca Gradska vijecnica
Dziś zapraszam Was do kolejnego wpisu poświęconego Sarajewu. Po dwóch częściach przewodnika po stolicy Bośni i Hercegowiny (które możecie sobie przeczytać TUTAJ – KLIK oraz TUTAJ – KLIK teraz będę przedstawiał Wam oraz sobie oblężenie Sarajewa. Mam wrażenie, że bez historii wojny w Bośni i Hercegowinie połączonej z dziejami walki  Sarajewa o życie, moja opowieść o tym mieście, byłaby bardzo niepełna. 

 

Na początku chciałem napisać typowy, historyczny esej. Jednak kilka miesięcy temu wpadła mi w ręce książka Barbary Demick „W oblężeniu – życie pod ostrzałem na sarajewskiej ulicy”. Do lektury podchodziłem sceptycznie. Reportaż jest pisany przez Amerykankę, więc od razu obawiałem się, że będzie stworzony bez nawet elementarnej wiedzy o naszym rejonie Europy. Okazało się jednak, że dzieło jest bardzo porządne i przekazuje ogrom wiedzy o tym tragicznym wydarzeniu w historii Europy. Oblężenie Sarajewa trwało dłużej niż Berlina, Leningradu i Stalingradu oraz każdego innego miasta w nowożytnych dziejach starego kontynentu.

W ciągu prawie czterech lat zbrojnej blokady nałożonej przez Serbów, na ulicach  Sarajewa zginęło ponad 11 tys. mieszkańców, a 50 tys. zostało rannych. Dziś tamta historia kojarzy się światu przede wszystkim z cieszącą się najgorszą sławą „Aleją Snajperów„. Wiosną 1991 roku rozpad Jugosławii był już dawno przesądzony. Na przestrzeni tygodnia oderwanie od federacji ogłosiły Słowenia i Chorwacja, a w marcu 1992 r. w ich ślady poszła wielonarodowa Bośnia i Hercegowina. Jej mieszkańcy w referendum zdecydowali, że chcą utworzyć niezależne państwo. Na początku marca 1992 w Bośni i Hercegowinie odbył się plebiscyt, w którym głosujący prawie jednogłośnie tj. 99,7% przy frekwencji wynoszącej 64% opowiedzieli się za stworzeniem nowego państwa i odłączeniem się od Jugosławii. Referendum było jednakże niezgodne z ówczesną konstytucją Federalnej Republiki Jugosławii; ponadto głosowanie zostało zbojkotowane przez Serbów, stanowiących 33% ludności Bośni i Hercegowiny.

5 kwietnia 1992 roku kraj ogłosił niepodległość, która szybko została uznana przez wspólnotę międzynarodową. Po tych wydarzeniach góry otaczające Sarajewo zostały opanowane przez wojska serbskie liczące 18 tys. żołnierzy. Armia ta dysponowała czołgami, moździerzami, karabinami maszynowymi, wyrzutniami rakiet oraz karabinami snajperskimi. 2 maja 1992 roku Serbowie bośniaccy całkowicie zablokowali miasto. Na wzgórzach okalających stolicę osadzono około 300 czołgów, 100 miotaczy min i kilkaset moździerzy. Bośniackie siły liczyły około 40 tys. żołnierzy, jednak były słabo wyposażone i nie przełamały pierścienia wokół grodu. Tyle nam mówi historia. Jak wyglądało życie w oblężonym mieście, co przeżywali jego mieszkańcy, jak udawało im się wytrwać, tego dowiedziałem się z książki Barbary Demick. Was zapraszam do dalszej części  dzisiejszej lektury.

 

Oblężenie Sarajewa w historii ulicy Logavina – początek wojny

 

Po raz pierwszy przyleciałam do Sarajewa w styczniu 1994 roku wojskowym samolotem transportowym C-130, który wystartował z chorwackiego Splitu w ramach oenzetowskiego mostu powietrznego, dostarczającego pomoc humanitarną mieszkańcom oblężonego miasta. Po wylądowaniu puściliśmy się biegiem przez płytę lotniska, osłaniając głowy torbami, ponieważ serbska artyleria nieustannie ostrzeliwała lotnisko. Do miasta dotarliśmy wojskowym transportem. Tak jak wszyscy zagraniczni dziennikarze zatrzymałam się w Holiday Inn, którego południową fasadę wyłożoną taflami musztardowego szkła całkowicie zniszczył ogień serbskich dział moździerzowych, ostrzeliwujących miasta z pozycji na drugim brzegu rzeki, zaledwie kilometr od hotelu. 

 

Tak wyglądały pierwsze chwile Autorki w oblężonej stolicy Bośni. Ja także do dziś dnia pamiętam migawki z telewizji, na których widać biegnących oficjeli z teczkami przy głowach po płycie sarajewskiego portu lotniczego. Barbara przyjechała do miasta, kiedy wojna trwała już prawie od dwóch lat. Zachodnia opinia publiczna była nią znużona. Widzowie i czytelnicy stali się niewrażliwi na cierpienia ludzi, mieszkańców kraju, daleko od USA. Zupełnie inaczej było jednak w Polsce. Wojna w Bośni i Hercegowinie toczyła się niecały 1000 km od polskich granic. W słowiańskojęzycznym obszarze kulturowym. Kiedy pierwszy raz wysiadłem z serbskiego autokaru na dworcu Istocno Sarajewo, dokładnie takie myśli przelatywały mi przez głowę. Dlatego też, mając w pamięci wszystko, co widziałem w TVP w latach 90, tak późno do Sarajewa dotarłem. Książka przybliża nam ten straszny czas, opowiadając go poprzez historię jednej ulicy i jej mieszkańców.

16 rodzin, 16 domostw. Wśród lokatorów Serbowie, Boszniacy i Chorwaci. Każdy mieszkaniec Logavinej, którego Autorka poznała w 1994 roku, miał do opowiedzenia jakąś historię o zabitym krewnym, przyjacielu lub sąsiedzie. Śmierć ich zawsze była tragiczna i niespodziewana. Sześcioletni chłopiec zginął, kiedy pobiegł pogapić się na pociski lądujące w ogrodzie za domem. Jakaś kobieta wyszła z domu, żeby wyrzucić śmieci, dokładnie w chwili, kiedy przed jej drzwiami wylądował pocisk artyleryjski. Do końca 1995 roku bośniacki Instytut Zdrowia Publicznego zanotował w mieście, którego populacja liczyła w czasie wojny 360.000 mieszkańców, ponad 10.000 ofiar śmiertelnych i 61.000 rannych. Szansa, że zginiesz albo odniesiesz poważne obrażenia, wynosiła mniej więcej 1:5

Sarajewianie dorastali w zjednoczonej Jugosławii, w bezpieczeństwie i dobrobycie. Poziom życia w SFRJ, która pod względem gospodarczym radziła sobie znacznie lepiej od pozostałych krajów bloku wschodniego, zbliżał się do standardów zachodnioeuropejskich. W Sarajewie można było mieć prawie wszystko. Tuż za rogiem mieszkańcy i turyści posiadali znakomite tereny narciarskie, jedne z najlepszych w Europie, stanowiące idealną lokalizację dla zimowej olimpiady 1984 roku. Od turkusowych wód Adriatyku dzieliło ich niespełna trzy godziny jazdy samochodem. Półmilionowe Sarajewo miało znakomity uniwersytet i uczelnię medyczną. Było naprawdę dobrym miejscem do życia.

Kiedy padły pierwsze strzały, Esad nie skojarzył tego dźwięku. Wcześniej słyszał tylko strzelanie na wiwat w sylwestra. Z konsternacją obserwował zbiorowy dreszcz, który przebiegł przez tłum. Ktoś krzyknął: Gore snajper! – Na górze jest snajper!! – i nagle wszyscy rzucili się do ucieczki. Byliśmy tacy nieprzygotowani, tacy naiwni – wspominał. Nie mieściło mi się w głowie, że ktoś może strzelać do nas jak do kaczek. Strzelano z górnych pięter Holiday Inn. Nie było wątpliwości, kto za tym stoi. Karadżić wynajął górne piętra hotelu – także spadku po olimpiadzie – na biura Serbskiej Partii Demokratycznej. Policja wpadła do budynku i aresztowała sześciu mężczyzn, w tym osobistego ochroniarza Karadżicia. Tamtego dnia zginęło w Sarajewie 14 osób. 6 kwietnia 1992 roku zapisał się w kronikach jako oficjalny początek wojny w Bośni. 

 

Walka o życie i przetrwanie mieszkańców Sarajewa

 

Po 21 kwietnia mieszkańcy ulicy Logavinej zeszli pod ziemię i zostali tam większą część następnego roku. Dla bezpieczeństwa swoich dzieci Esad zamknął na klucz drzwi słonecznego pokoju z wykuszowymi oknami wychodzącymi na Trebević. W najgorsze dni na miasto spadało trzy i pół tysiąca pocisków. Mogłeś wymknąć się snajperom, omijając nieosłonięte skrzyżowania ulic, ale nie potrafiłeś przewidzieć, gdzie spadnie pocisk artyleryjski. Żadne miejsce nie było bezpieczne. Bośniaccy Serbowie nie powstrzymali się nawet od ostrzeliwania Szpitala Kosevo, usytuowanego na górującym nad miastem wzgórzu. Pacjent oddziału kardiologicznego zginął, stojąc przy oknie i patrząc na góry.

 

Na początku walk Serbowie próbowali szturmem zdobyć miasto bronione przez słabo uzbrojone siły bośniackie. Gdy kolejne ataki nie przyniosły powodzenia, postanowili rozpocząć systematyczne oblężenie miasta. Sarajewo zostało odcięte od dostaw wody i żywności. Mieszkańcom przyszło walczyć o przetrwanie każdego dnia. Ogromnym zagrożeniem stali się snajperzy. Nie bez powodu główna droga miejska nazwana została Aleją Snajperów. Tylko tutaj w czasie oblężenia zabitych zostało 225 osób, w tym 60 dzieci. Wojna w Bośni i Hercegowinie zamieniła się w piekło i jeden z najbrutalniejszych konfliktów w historii ludzkości. Znajdujący się na ulicy Logavinej sierociniec stopniowo zapełniał się uchodźcami. Do ostatnich dni maja 1992 roku 750.000 Bośniaków zostało wypędzonych ze swoich domów. Do końca wojny prawie połowa z 4.300.000 ludzi stanie się uchodźcami, czy też „uchodźcami wewnętrznym”, jak nazwał ich Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych do spraw Uchodźców, ponieważ nie opuścili obszaru własnego kraju.

W Sarajewie ich liczba sięgnęła stu tysięcy. Na naszej ulicy Logavinej stanowili mniej więcej 1/4 mieszkańców. Przynosili wstrząsające wieści o tym, co ich spotkało. 28-letni Zulfo Fako uciekł z małej rolniczej wioski Ilovaca w północnej Bośni, niedaleko miasta Gorażde. Wkroczywszy do jego wsi, Serbowie podpalili wszystkie budynki. Strzelali do ludzi, którzy próbowali wydostać się z płonących domów, pozostali zginęli w płomieniach. 25-letni Dervo pochodził z miasteczka Pale, oddalonego 15 kilometrów od Sarajewa. Po strzelaninie z hotelu Holiday Inn 6 kwietnia 1992 roku Radovan Karadżić chyłkiem opuścił Sarajewo i przeniósł się do Pale. Nastały ciężkie czasy dla muzułmańskich mężczyzn tam mieszkających. 14 kwietnia Dervo razem z innymi został aresztowany. Zaprowadzono go do ośrodka internowania w pobliskiej Kuli. Postawiono go twarzą do ściany i skatowano kijami, kablami i pięściami. Wskutek bicia doznał uszkodzenia mózgu.

Wojna sprawiła, że Sarajewo zostało prawie hermetycznie zamknięte. Nie działała poczta ani telefony. W czerwcu 1992 roku ONZ otworzyło most powietrzny. Zrozpaczeni sarajewianie tłoczyli się w holu Holiday Inn, błagając dziennikarzy i pracowników Organizacji Narodów Zjednoczonych, żeby zabrali ze sobą listy do ich bliskich. Czerwony Krzyż wywiózł korespondencję. Minęło kilka miesięcy, zanim dotarła do adresatów. Telefoniczne połączenia zamiejscowe uruchomiono ponownie dopiero w 1994 roku. Żeby się gdziekolwiek dodzwonić, trzeba było godzinami wybierać numer. W pierwszym tygodniu kwietnia 1992 r. linie lotnicze zawiesiły loty ze stolicą Bośni i Hercegowiny. 21 kwietnia przyjechał na sarajewski dworzec ostatni pociąg. Stacja wkrótce zamieniła się w kupę gruzów. Brakowało prądu. Do końca wojny elektryczność pojawiała się sporadycznie, co parę dni, w kilkugodzinnych odstępach. Można było przeżyć w ciemnościach, ale nie dało się przeżyć bez wody.

Delila Lacević stwierdza, że być może wcale nie chcę słuchać, ale Jej rzeczywiście pomaga mówienie o tym, więc mi opowie. To wydarzyło się 15 stycznia 1993 roku, w czasie pierwszej zimy wojny. Na ulicy Logavinej od wielu miesięcy nie było bieżącej wody. Sąsiad za rogiem miał studnię, ale już dawno wyschła. Po wielu nocach i dniach spędzonych w strachu w schronie w sierocińcu Laceviciowie byli brudni i rozdrażnieni. Minęło bardzo dużo czasu, odkąd ostatni raz udało im się zrobić pranie. Azra Lacević miała tego dość. Wychodzę po wodę – oznajmiła. Pójdziemy do browaru. Browar znajdował się na drugim brzegu Miljacki. Przez długie lata produkowano tu Sarajewsko pivo, a odkąd zabrakło słodu, pełnił funkcję punktu dystrybucji wody. Kiedy stali w kolejce z pustymi kanistrami, w mur nad ich głowami wbił się granat moździerzowy. Delila złapała brata i padła na ziemię. Ojcu urwało głowę – wspominała teraz w lodowatej pustce kuchni swoich rodziców – głowa mamy wyglądała jak arbuz, którym ktoś cisnął o ziemię. 

 

Masakra na targu Markale i interwencja NATO 

 

Granat moździerzowy, który spadł na targowisko Markale 5 lutego 1994 roku, uderzył w duszę Sarajewa. Każdy mieszkaniec miasta znał osobiście kogoś, kto tam pracował albo robił zakupy. Była słoneczna sobota, jeden z owych rzadkich pogodnych zimowych dni, które dosłownie domagają się, by wyjść na dwór. Granat spadł o 12.37, kiedy na targowisku panował ścisk. Nagły łoskot. W jednej chwili z tętniącej energią sceny ulicznej pozostały jedynie strzępki ciał i krew. 68 ofiar śmiertelnych i 200 rannych. Do masakry doszło tydzień przed 10 rocznicą Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Sarajewie i zbliżającym się otwarciem olimpiady w Lillehammer. 

 

Tak wyglądała pierwsza masakra na targu Markale. Oblężenie Sarajewa trwało już trochę a atak na targowisko poprzedziło kilka szczególnie dramatycznych tygodni. Liczba ofiar cywilnych w Sarajewie rosła w zatrważającym tempie. Świat zaczął interesować się wydarzeniami w Bośni. Poprzedniego dnia 10 osób zginęło w kolejce po pomoc humanitarną w dzielnicy Dobrinja. Dwa tygodnie wcześniej zabitych zostało sześcioro dzieci, które bawiły się na śniegu. W mieście takie tragedie zdarzały się codziennie. 68 ofiar śmiertelnych i 200 rannych wskutek eksplozji granatu moździerzowego  nie można było już zignorować. Światowi przywódcy wyrazili oburzenie. Bill Clinton, który 4 miesiące wcześniej odciął się od odpowiedzialności za fiasko procesu pokojowego teraz oświadczył, że Stany Zjednoczone i ich sojusznicy nie będą się biernie przyglądać „rzezi niewiniątek”.

Po masakrze przywódcy światowi zaczęli się głośno domagać, by ONZ i NATO zaczęły myśleć o interwencji. Świat uznał, że przebrała się miarka. Ostrzeliwanie Sarajewa musi się zakończyć. Pod przewodnictwem USA i Francji NATO postawiło ultimatum;  bośniaccy Serbowie mają wycofać ciężkie działa na odległość co najmniej 20 kilometrów od miasta. Ostateczny termin upływał 21 lutego o 1 w nocy w poniedziałek. Do nalotów nie doszło, jednak ostrzał ustał. Nastąpiło zawieszenie broni. W pierwszych jego tygodniach mieszkańcy miasta miotali się między euforią a rozpaczą. Wiosna 1994 roku przyniosła także kolejny przełom. 1 marca 1994 roku Clinton ogłosił podpisanie układu pokojowego przez Bośnię i Chorwację. Kończył on walki z chorwackimi nacjonalistami, którzy zwrócili się przeciwko swoim dotychczasowym bośniackim sojusznikom. Zamknęło to szczególnie paskudny rozdział wojny. Chorwaci chcieli oderwać część obszaru Bośni i Hercegowiny, by utworzyć na nim swoje własne państwo. Okrutne walki toczyły się w Hercegowinie.

Zawieszenie broni nie zostało zerwane z hukiem. Sytuacja pogarszała się stopniowo. Codziennie gdzieś strzelał snajper albo wybuchało kilka pocisków moździerzowych. 8 października 1994 roku snajperzy, ukryci w jednym z wieżowców w Grbavicy, ostrzelali tramwaj przed hotelem Holiday Inn. Tramwaje ostatecznie przestały kursować 28 listopada. Wznowiony pod koniec 1994 roku ostrzał był słabszy, ale sarajewianie byli już w znacznie gorszym stanie psychicznym. 28 sierpnia 1995 roku doszło do kolejnej makabrycznej masakry. Granaty moździerzowe zabiły 37 osób na samym środku ulicy Marszałka Tito. Przy wejściu do hali targowej. Kolejni zabici Bośniacy, kolejni ranni, amputowane kończyny, kolejna seria wzajemnych oskarżeń i bełkotliwych wyrazów oburzenia ze strony USA i NATO. Wcześniej, bo 11 lipca 1995 roku, po trwającym 3 lata oblężeniu, w ręce bośniackich Serbów wpadła Srebrenica. 400 holenderskich żołnierzy z 13 Batalionu Piechoty Aeromobilnej nie zrobiło nic, by uratować od masakry 8.000 muzułmańskich chłopców i mężczyzn.

 

Ponad 60 samolotów startujących z terytorium Włoch oraz lotniskowca Theodore Roosevelt operującego na Adriatyku zaatakowało serbskie cele wojskowe w całej Bośni. Parę minut po czwartej rano brytyjskie i francuskie oddziały UNPROFOR, rozlokowane na stoku góry Igman, zaczęły ostrzeliwać ze 105 milimetrowych haubic pozycje serbskiej artylerii.  Telewizja z Pale nadawała jedynie obraz kontrolny, ponieważ samoloty NATO zniszczyły główny nadajnik. NATO uderzyło na bośniackich Serbów. Patrzenie, jak serbscy żołdacy, którzy po trzech i pół roku oblężenia Sarajewa i znęcania się nad miastem nareszcie dostają łupnia, dostarczało mieszkańcom nieopisanej rozkoszy.

 

Koniec wojny i dramatu Sarajewa

 

Oblężenie Sarajewa nie zakończyło się jednego, konkretnego momentu. Tak, jak wojna w Bośni i Hercegowinie. Wszelkie przejawy radości tłumił żal po poniesionych stratach i niepewność jutra. 15 września 1995 roku, po pięciu miesiącach przerwy, ONZ wznowiła loty z pomocą humanitarną. Bośniaccy Serbowie zaprzestali ataków na górę Igman i górską drogę zapełnił nieprzerwany sznur ciężarówek wiozących zaopatrzenie do wygłodzonego miasta. Na ulicy Marszałka Tito pojawił się sklep Benettona. Wystawowe szyby chroniło kilka worków z piaskiem. Na sarajewskich targowiskach znów sprzedawano zachodnioeuropejskie towary: melony z Hiszpanii, tabliczki czekolady, niemieckie piwo. 10 października nagle zapłonęły równocześnie wszystkie światła. Władze Bośni zażądały od bośniackich Serbów przywrócenia dostaw gazu, prądu i wody. Po sukcesach bośniacko-chorwackiej ofensywy rząd mógł wreszcie pozwolić sobie na stawianie żądań.

Razem z prądem wróciła bieżąca woda, bo miejskie przepompownie były zasilane elektrycznością. Z klubu bilardowego na dolnym końcu ulicy Logavinej dobiegała ogłuszająca muzyka Rolling Stonesów. W powietrzu niosła się kakafonia magnetofonów, telewizorów, odkurzaczy i pralek. W listopadzie uwaga całego Sarajewa zwróciła się na amerykańskie Dayton. Prezydenci Bośni, Chorwacji i Serbii, zamknięci w Wojskowej Bazie Lotniczej Wright-Patterson, debatowali przez 20 dni. Forsowany przez USA układ pokojowy powtarzał w ogólnym zarysie założenie wypracowanego rok wcześniej planu. 49% kraju oddawał bośniackim Serbom a 51% przyznawał Boszniakom i Chorwatom. W 1994 roku podział ten odrzucili Serbowie. Rok później w wyniku jesiennej ofensywy stan posiadania Serbów skurczył się z 70 do niespełna 50% kraju. Obawiając się dalszych strat, czym prędzej zaakceptowali plan. Wieczorem 21 listopada 1995 roku na ulicach Sarajewa prószył śnieg. Prezydent Alija Izetbegović, Slobodan Milosević i Franjo Tudman pospisali porozumienie. Oblężenie Sarajewa dobiegło końca.

 

Jeżeli zaciekawił Cię nasz wpis oraz oblężenie Sarajewa a chciałbyś więcej informacji, zdjęć oraz filmów zapraszamy do wsparcia bloga i  polubienia naszego fejsbooka. Dziękujemy 🙂 🙂 🙂

 

ZAPRASZAMY, POZNAJCIE LEPIEJ HISTORIĘ BAŁKANÓW I SARAJEWO 🙂 🙂 🙂

Przejdź do komentarzy

Facebooktwitter