Stare Orhei, czyli Orheiul Vechi — jak wygląda największa atrakcja Mołdawii?

Facebooktwittergoogle_plus
Stare Orhei, czyli Stary Orgiejów to największa atrakcja turystyczna Mołdawii
Stare Orhei, czyli Stary Orgiejów to największa atrakcja turystyczna Mołdawii
Dziś zabieramy Was do największej atrakcji turystycznej Mołdawii, jakim jest Stare Orhei. Orheiul Vechi miałem okazję obejrzeć i zwiedzić podczas mojego majowego wyjazdu na Podole, do Naddniestrza i właśnie do krainy wina.

 

Mołdawia od pewnego czasu stara się usilnie promować na komercyjnych blogach podróżniczych i portalach o tanim lataniu. Do kraju nie wybrałem się z tego powodu, tylko dlatego że jakiś czas temu wróciła do mnie fascynacja państwami byłego ZSRR. Jako dziecko przez kilka lat z rzędu (1990 – 95) spędzałem każde wakacje i ferie zimowe w Moskwie. Kilkanaście razy byłem od 2015 roku na Ukrainie. Potem w Gruzji, Armenii, Abchazji i Azerbejdżanie. Może nie ciągnie mnie tam tak, jak na Bałkany, to jednak bardzo lubię jeździć na Wschód. W przyszłym roku planuję odwiedzić co najmniej Białoruś, Uzbekistan i Kazachstan. Oczywiście Bałkany są, były i będą główną tematyką bloga.

Jednak życie mamy jedno, w dodatku bardzo krótkie, dlatego zdecydowałem, że będę jeździł także w inne miejsca i następnie je tutaj opisywał. Na szczęście kraje byłego ZSRR absolutnie z państwami byłej Jugosławii się nie gryzą. Mam wrażenie chwilami, że nasi Czytelnicy mają podobne zainteresowania. Wielu spośród Was, którzy trafili do mnie, poszukując informacji o Bałkanach, także w kręgu swoich upodobań  ma Ukrainę, Mołdawię, Gruzję czy Armenię. Bardzo zaskoczył mnie w kwietniu zdecydowanie pozytywny odbiór przez Czytelników mojej wizyty w Azerbejdżanie. Do Mołdawii miałem już zajrzeć dwa lata temu, jednak wtedy udało mi się uciec z Odessy na jeden dzień tylko do Tyraspolu i Naddniestrza. Dziś zaczynamy tym wpisem mołdawski temat.

 

Orheiul Vechi, czyli najpierw wieś Butuceni

 

Aby dostać się do sławnego kompleksu, musiałem najpierw złapać marszrutkę jadącą z kiszyniowskiego dworca autobusowego w kierunki wsi Trebuieni i Butuceni. Same mołdawskie buski okazały się jeszcze gorsze niż te ukraińskie. Przed przyjazdem do Mołdawii myślałem, że tamtejsze są okropne. Jednak te tutejsze są naprawdę z piekła rodem. W 99% przypadków nie posiadają żadnego okna, przez co nawet w bardzo umiarkowanych temperaturach w środku jest naprawdę duszno. Gdy zrobi się upalnie, z takiej mołdawskiej marszrutki jest piekarnik. Kiedy zaokrętowałem się rano do jednej z nich, to momentalnie oblałem się potem. Później zorientowałem się, że jedyny sposób, aby jakoś podróż tym piekielnym wehikułem przeżyć, jest taki, aby usiąść centralnie pod daszkiem. Bywa otwarty, zwykle jednak w taki sposób, aby nie robić żadnego przeciągu w środku. Jakoś udało się przeżyć te 1,5 godziny drogi i zaraz po 10 rano dotarłem do wsi Butuceni, gdzie znajduje się największa atrakcja turystyczna Mołdawii: kompleks archeologiczno-krajobrazowy Stare Orhei.

Wieś Butuceni

Zwiedzanie Orheiul Vechi najlepiej zacząć od wioski Butuceni. Tutaj zresztą najbliżej kompleksu dotrzemy. Wieś położona jest po zachodniej stronie meandra rzeki Raut. Spacer przez nią jest bardzo przyjemnym doświadczeniem. Możemy ujrzeć jak, wygląda mołdawska prowincja i zdrowo cofnąć się w czasie. Ja miałem wrażenie powrotu do dzieciństwa, które częściowo spędziłem na wsi na Roztoczu. Znajdziemy po drodze tradycyjne domy, piękne bramy oraz rzecz jasna słynne mołdawskie studnie.

Zanim obejrzałem Stary Orgiejów, najpierw poznałem i obfotogafowałem wioskę, do której przyjechałem. Rzeczywiście poczułem mołdawski klimat i sam spacer przez tę uroczą wieś był bardzo przyjemny. Kupiłem sobie coś do picia w sklepiku otwieranym na dzwonek, ujrzałem dom zamieniony w obiekt muzealny, nieczynną restaurację i udałem się dalej.

Razem ze mną wspinaczkę w kierunki meandrującej rzeki Raut kontynuował pewien Rosjanin. Gdy już wywędrowaliśmy się ponad wioskę i znaleźliśmy się na polnej drodze, ujrzałem cel naszej wędrówki oraz idylliczny krajobraz mołdawskiej prowincji. W dole była niewielka rzeka a wokół niej aż po horyzont, rozciągała się szachownica zielonych o tej porze roku pól. Na niebie można było usłyszeć skowronka a lekki wiaterek,  dodawał ochłody w besarabskim skwarze. Postanowiłem pobyć tu trochę, a następnie udałem się w kierunku widocznego już monastyru.

 

Zwiedzanie Starego Orgiejowa

 

Mianem Starego Orhei (Orheiul Vechi) określa się kompleks archeologiczno-krajobrazowy, rozciągający się wokół mendrującej doliny rzeki Raut poniżej Orhei, w okolicach wiosek Trebujeni, Butuceni i Morovaia. Miejsce to jest uznawane za mołdawską perłę, pojawia się także na większości pocztówek i magnesów z Mołdawii. Zapierający widok w piersiach możemy podziwiać idąc pieszo w sposób, jaki ja zrobiłem. Kanion Rautu na pozbawionym naturalnych przeszkód płaskowyżu mołdawskim był dla mnie sporym zaskoczeniem. Był on także od wieków atrakcyjnym miejscem osadnictwa. Od IX do XIII wieku powstawały tu podziemne monastery. Na początku XIV wieku tzw. Nowe Miasto Shehr al-Djedid założyła tu Złota Orda. Nawet dziś dzięki pracy archeologów możemy znaleźć dobrze zachowane ślady meczetu, cytadeli, kilku łaźni i karawanseraju. Po klęsce zadanej Tatarom przez Litwinów w 1362 roku podupadło ono a na jego ruinach Mołdawianie wznieśli właśnie średniowieczne Stare Orhei. Jego rozkwit przypadł na 2 połowę XV wieku, kiedy to tatarską twierdzę przemianowano na siedzibę prefekta Orhei i wybudowano dwie cerkwie. Stare Orhei zostało opuszczone w XVII wieku, kiedy z rozkazu hospodara Lupu założono nieopodal dzisiejsze Orhei.

Podziemny monaster Pestere

Po drugiej stronie rzeki, udając się przez most na Raucie, możemy zajrzeć do podziemnego monasteru, wykutego w stromym zboczu. Bezpośrednio nad cerkwią wznosi się kamienny krzyż, wejście wiedzie przez znajdującą się obok dzwonnicę i podziemny tunel. Kompleks składa się z cerkwi i cel, położonych na nieco niższym poziomie. Od 1991 roku pełni znów swą pierwotną funkcję i zamieszkuje go obecnie dwóch mnichów. Na powierzchni wznosi się wybudowana w 1904 roku cerkiew Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny. W tym samym zboczu nieco dalej na wschód, jest kompleks 30 średniowiecznych pieczar. Są one jednak niedostępne bez umiejętności wspinaczkowych.

Na zwiedzanie kompleksu wybrałem się rano, dzięki temu mogłem nie tylko przeżyć jazdę marszrutką, ale także eksplorować teren bez tłoku. Najważniejsze miejsce w Oheiul to mocno wypiętrzony cypel utworzony tu przez rzekę Raut. Dojeżdża się do jego podnóża, następnie trzeba przejśc przez most i wspiąć się na grzbiet cypla, na którym stoi niewielka dzwonnica i cerkiew. Po lewej stronie znajdują się skalne cele tutejszych monastyrów, o których więcej w ramce obok.

Wolno stojąca dzwonnica przed cerkwią (clopotnita) służy zarazem za wejście do wykutego w skale korytarza, który prowadzi do wnętrza cerkwi monastyru Pestere. Skalna świątynia robi spore wrażenie a w środku, możemy zakupić różnego rodzaju dewocjonalia. Nieco dalej, w głębi cypla, położony jest wiekowy monastyr Bosie (ok. 20-30 m nad lustrem wody) z wyżłobioną w kamieniu cerkwią i pomieszczeniami gospodarczymi. Ja swój czas w tym miejscu spędziłem bardzo udanie. Turystów było niewielu zobaczyłem, jak wygląda naprawdę mołdawska wieś i prowincja. Sam kanion patrząc przez bałkańską perspektywę, jeśli mam być szczery, nie jest w żaden sposób oszałamiający krajobrazowo. Jednak Stare Orhei to świetny pomysł (obok podziemnych winnic)  na jednodniową wycieczkę z raczej średnio ładnego Kiszyniowa. Mnie najbardziej podobał się tutaj przede wszystkim klimat. W Polsce trudno znaleźć podobne miejsca, zagubione w czasie i przestrzeni. Najbliżej chyba w Karpatach ukraińskich. Dla Was w dalszej części wpisu informacje praktyczne, filmik, panoramy i galeria zdjęć.

 

Stare Orhei – informacje praktyczne

 

  • Stary Orgiejów leży jakieś 55 kilometrów na północny wschód od Kiszyniowa. Dojazd własnym środkiem lokomocji nie powinien sprawiać żadnych problemów. Wycieczki zorganizowane do kompleksu są także żelaznym punktem w programie miejsc je organizujących;
  • Turyści poruszający się na własną rękę (tacy jak ja) także bez większych problemów dotrą tutaj busikami odjeżdżającymi z centralnego dworca autobusowego w stolicy kraju;
  • Na pierwszy rzut oka kiszyniowska avtostancja to wielkie targowisko i jeszcze większy chaos. Jednak każdy busik ma swoje stanowisko a te do Orheiul Vechi odjeżdżają z podmiejskiej części stacji autobusowej;
  • Bilety kupujemy w budce od sympatycznej Pani kasjerki. Koszt przejazdu jak wszędzie w krajach byłego ZSRR jest bardzo mały: 26 MDL (5,50 zł). Natomiast prawdopodobnie w kilka osób taksówka wychodziłaby niewiele drożej. Piszę o tym, ponieważ żar panujący w środku marszrutki w lecie, połączony z całkowitym brakiem wentylacji, dla wielu może być prawie nie do zniesienia. Ja zaraz po tym jak wsiadłem,  oblałem się potem. Naprawdę ciężko było wytrzymać a temperatura wynosiło niewiele ponad 30 stopni;
  • Rozkład jazdy z Kiszyniowa do Butuceni i z powrotem przygotowałem dla Was i dla siebie w tabelce:
RelacjaKiszyniów - Orheiul VechiOrheiul Vechi - Kiszyniów
Odjazdy8.30, 10.20, 13.15, 15.00, 17.15, 18.156.00, 8.00, 10.00, 11.45, 15.00, 16.25
Czas jazdyNieco ponad godzinę
Cena26 MDL (5,50 zł)
UWAGIMarszrutki mają ponoć niemiły zwyczaj niewykonywania kursów.
  • Marszrutki mają podobno niemiły zwyczaj bardzo często kursów nie wykonywać. Mnie na szczęście ta sytuacja nie spotkała, ale w wielu miejscach w polskim i angielskim internecie czytałem, że busiki czasami nie przyjeżdżają. Wtedy pozostaje nam łapać stopa;
  • W Butuceni jest mały wiejski sklepik. Działa na zasadzie, że jak zadzwonimy dzwonkiem, Pani przyjdzie i kupimy to, co chcemy. Zaraz obok parkingu przed wejściem do rezerwatu jest punkt informacji turystycznej. Na końcu wsi są także dwie restauracje, jednak obie w czasie mojej wizyty były nieczynne. Jedna otwiera swe podwoje tylko w piątki, soboty i niedziele;
  • Bilet wstępu do Orheiul Vechi kosztuje bodajże 10 MDL (2,20 zł), jednak w czasie moich odwiedzin majowego przedpołudnia nikogo sprzedającego wejściówki jeszcze nie było. Za to, gdy schodziłem już w doł natknąłem się na sprzedawcę pamiątek oraz otworzył swe progi mini sklepik, znajdujący się w wiacie przystanku autobusowego u podnóża wejścia do kompleksu;
  • Myślę, że jeden dzień tutaj w zupełności wystarcza. Natomiast jeżeli chcecie naprawdę odpocząć od miejskiego zgiełku Kiszyniowa, to nocleg w którejś z wiosek będzie dobrym pomysłem. Cofniecie się w czasie i będziecie mogli chłonąć ciszę, spokój i piękno mołdawskiej prowincji;

 

Stare Orhei na filmie (PLAY)

 

 

Stary Orgiejów w panoramach (KLIK)

 

 

Galeria zdjęć (KLIK)

 

 

Jeżeli podobał Ci się nasz wpis oraz Stare Orhei a chciałbyś więcej informacji, zdjęć oraz filmów zapraszamy do wsparcia naszego bloga i  polubienia naszego fejsbooka. Dziękujemy 🙂 🙂 🙂

 

ZAPRASZAMY POZNAJCIE LEPIEJ MOŁDAWIĘ I NADDNIESTRZE 🙂 🙂 🙂

Przejdź do komentarzy

Facebooktwittergoogle_plus