LEGENDARNY FEZ, CZYLI Z WIZYTĄ W JEDNYM Z DWÓCH NAJSŁAWNIEJSZYCH MIAST MAROKA PROSTO Z LISTY UNESCO

Facebooktwitter
Fez
Fez to jedno z najsławniejszych miast Maroka oraz jego duchowa stolica

W naszym już ostatnim wpisie krajoznawczym z lutowego wyjazdu do Królestwa Maroka zabierzemy Was do Fezu. Miasto jest jednym z dwóch najsławnieejszych ośrodków w kraju a także uchodzi za jego duchową stolicę. Kiedy zwiedzaliśmy ten najbardziej przyjazny turystom kraj Afryki rok temu, Fez już nie zdołał się załapać na naszą listę.

Udało nam się dotrzeć do wspaniałego Marrakeszu, pomalowanej na biało i na niebiesko Essaouiry, niesamowitej pustynnej oazy w Ait Ben Haddou. Kolejne dwa miejsca, które wtedy ujrzeliśmy, czyli Meknes oraz Warzazat przypadły nam do gustu mniej lub nawet w ogóle. Jednak samo Maroko spodobało nam się bardzo. Tak bardzo, że kiedyś zastanawialiśmy się gdzie możemy uciec przed zimą wybór jasny i w zasadzie tylko jeden. W listopadzie upolowaliśmy u Ryanaira bardzo tanie bilety na lot z Pragi do Marrakeszu na luty po Nowym Roku. Niestety, z Polski (a było to jeszcze przed epidemią koronawirusa) latał wtedy tylko Wizzair na trasie Warszawa – Marrakesz. Bilety były dość drogie, zatem podróż z Czeskiej Republiki były nie tylko ciekawsze, ale też dużo tańsza. Nasz plan tym razem zakładał aż 12 dni w królestwie Muhammada VI. Była to moja trzecia podróż tam a chłopaków druga.

Tym razem zdecydowaliśmy się poznać leieć najpierw północ kraju: stołeczny Rabat, nadmorskie kurorty: Asilaj i El-Jadidę. Potem położony nad Cieśniną Gibraltarską Tanger wraz z jednodniowym wypadem do błękitnego miasta Chefchaouen, by nam sam koniec zwiedzić Fez. W Tangerze mieliśmy dość sporo bardzo niemiłych przygód, które na szczęście nie zepsuły nam całego wyjazdu. Najpierw zarezerwowany na Bookingu apartament okazał się paskudną norą a kolejny także wcale nie był lepszy. Koniec końców ostatnie dwie noce spędziliśmy w hotelu nad samym brzegiem morza. Sama metropolia także nam się nie spodobała. Zatem po trzech dniach pobytu w kiedyś legendarnym Tangerze, udaliśmy się z pomocą marokańskiej kolei ONCF do Fezu. Jak już w wielu poprzednich notatkach  wspominałem, tamtejsze pociągi są najlepszym sposobem poruszania się po kraju. Po kilkugodzinnej podróży dotarliśmy w cieple afrykańskiego słoneczko na perony stacji kolejowej w Fezie. Taksówkarze próbowali nas zdrowo orżnąć życząc sobie za kurs, który powinien kosztować 15-20 MAD (6-8 zł) 150 MAD (60 zł) i musieliśmy do naszego apartamentu iść na piechotę. Tu nas czekało bardzo miłe zaskoczenie, ponieważ samo mieszkanie mimo, że najtańsze podczas wyjazdu, było zarazem najlepszym.

 

Zwiedzanie legendarnego Fezu

 

Jedno z dwóch najsławniejszych miast w Maroku leży w rozległej kotlinie rozciągającej się między Atlasem Średnim a suchymi wyżynami południowej części Rifu. I choć administracyjną stolicą Maroka jest Rabat, jego duchowym centrum wciąż pozostaje Fez. Gdy wreszcie dotarliśmy do naszego mieszkania, ja już nie miałem siły wybrać się wieczorem na miasto. Następnego dnia za to udaliśmy się zwiedzać tutejszą medynę. Niemal wszystkie atrakcje Fezu skupiają się właśnie w jej obrębie. Sama medyna, jako miejsce o wyjątkowej wartości, w 1981 roku została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego UNESCO. Stare miasto w Fezie dzieli się na dwie części: starszą i znacznie większą medynę Fes el-Bali, w której znajdują się najważniejsze zabytki i do której należy też Dzielnica Andaluzyjska za rzeką Boukhareb, oraz młodszą medynę Fes el-Jdid z rozległym kompleksem pałacu sułtańskiego. Mimo, że przewodnik Bezdroży twierdzi, iż samodzielne poznawanie labiryntu ulic jest wyzwanie, to nam się udało razem z pomocą MAPS.ME zwiedzić Fes el-Bali w jeden dzień.

Bab Mahrouk, czyli początek zwiedzania Fezu

Złapanego na ulica taksówkarza (który tym razem zgodził się zawieźć nas za normalną cenę) poprosiliśmy o podwiezienie pod wejście do medyny. Tym oto sposobem wylądowaliśmy pod wielką Bab Mahrouk, znaną też jak Bab Chariaa). Tędy wiedzie najpopularniejsze wejście do medynt Fes el-Bali. Brama znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie głównego postoju grand taxi. Zatrzymują się przy niej także autobusy miejskie i liczne petit taxi. Brama posiada dwa wejścia: starsze, po prawej, zdobią gigantyczne drewniane drzwi pochodzące, jak cała brama, z początku XIIIw. Przejście to doprowadzi nas nie tylko do głównej części medyny, ale też do wydzielonej dodatkowym murem kasby Nouar.

Pod koniec dnia spod Bab Mahrouk trafiliśmy do Bastionu Północnego (Borj Nord). Idąc wzdłuż muru przed dworcem autobusowym, przez teren cmentarza oraz wzdłuż obwarowań kasby Cherarda. Niestety, sama kasby była tego dnia zamknięta dla zwiedzających. Po chwili dotarliśmy do bastionu. Bastion wzniesiony został zgodnie z regułami ówczesnej europejskiej architektury militarnej. Powstał w związku z zagrożeniem najazdem Turków osmańskich, próbujących podbić ostatnie niezależne od ich władzy terytorium w Afryce Północnej. Z tarasów na szczycie bastionu podziwialiśmy popołudniem piękny widok na całą Fes el-Bali.

Wy możecie także z Bastionu Północnego skrajem urwisk dawnych kamieniołomów dojść na wzgórze El-Qoilia z ruinami XIV-wiecznych grobowców Merynidów (Qbibat Beni-Mrine). Same w sobie grobowce ponoć nie są interesujące, ze wzgórza jednak podobno rozciąga się wspaniały widok nie tylko na medynę, ale też na wysokie wzniesienia na północ od miasta, gdzie wiosną zielenią się pola i sady oliwne. My tu nie dotarliśmy, bo po prawie dwóch tygodniach intensywnego zwiedzania Maroka, już nie mieliśmy na to siły. Przez Bab Mahrouk weszliśmy do przerażającego labiryntu medyny, który jednak okazał się całkiem możliwy do poznania na własną rękę. Najpierw zagłębliśmy się w handlowy deptak – rue Sellalin. Swoje stragany rozkładają tu sprzedawcy owoców i warzy, ale nie tylko. Pomad tą uliczką wznoszą się mury kasby Nouar (zwanej też kasbą Filala) – niegdyś umocnionej cytadeli, dziś ubogiej dzielnicy mieszkaniowej.

 

 

Bab Chorfa i Bab Bou Jeloud

 

Do wnętrza wspomnianej wcześniej cytadeli prowadzi pięknie zachowana Bab Chorfa z dwoma ośmiokątnymi wieżami i arkadowym przejściem z łukiem podkowiastym, nad którym widać skomplikowane kamienne ornamenty. Lawirując między warzywnymi i drobiowymi straganami na rue Sellalin weszliśmy w drewniane zadaszenie. Przesmyk zaprowadził nas na niewielki plac Sarrajine, gdzie daliśmy namówić się jednemu z kelnerów na śniadanie. O ile marokańskie petites dejeneur są zwykle fantastyczne, to to było naprawdę dość słabe. Chłopaci się guzdrali nieziemsko, ja ten czas wykorzystałem aby obejrzeć kolejną z bram – Bab Jeloud. Dekorowana jest zielonymi ornamentami mozaikowymi. Przeciwna strona budowli utrwalana jest na setkach fotografii. Niebiesko-białe mozaiki zdobią łuk centralny i dwa mniejsze przejścia po bokach. Brama oraz widoczne w jej prześwicie minarety to jeden z najbardziej znanych obrazków z Fezu. Skromniejszy z nich należy do meczetu Sidiego Lazzaza, a wspaniale dekorowane do medresy Abou Inana.

Z place Serrajine wybiega rue Tal’a Sghira, jedna z dwóch najważniejszych ulic medyny Fes el-Bali. Możemy udać się nią w głąb medyny. Druga z ulic, którą także się w nią zagłebimy, to Tala’a Kbira, przedłużenie targowej rue Sallaline. Mijając stoiska z baraniną i drobiem, dojdziemy do największej medresy Fezu. Medresa Abou Inana została wzniesiona w połowie XIV w. przez merynidzkiego sułtana, któreg imię nosi. Główne wejście – wielki ozdobny portal – wiedzie na wyjątkowo duży jak na tego typu budowlę dziedziniec z małą okrągłą fontanną. Pełne przepychu dekoracje pokrywają każdy wolny skrawek ścian, a ich układ jest typowy dla sztuki marokańskiej epoki Merynidów. Chrakterystycznym elementem medresy są drewniane kraty prawanowe osłaniające przejścia pod arkadami. Zwiedzanie ogranicza się do zajrzenia do dwunawowej sali modlitw, wykorzystywanej jako meczet. Z tego względu medresa jest zamykana przed zwiedzającymi w południe i podczas pozostałych czterech modlitw. Głos muezina rozbrzmiewa z minaretu medresy, bogato dekorowanego zielono-niebiesko-białymi kafelkami.

Naprzeciwko wejścia do medresy można zobaczyć niezwykłe urządzenie. Mowa o zbudowanym w XIV w. zegarze wodnym, który odmierzał niegdyś czas między poszczególnymi modlitwami w ciągu dnia. Mechanizm jego działania nie został do końca poznany i nieczynne urządzenie wciąż czeka na renowację. W dalszej części ulicy mijaliśmy coraz więcej stoisk z róznorodnymi wyrobami rzemiosła artsystycznego. Ja kupiłem sobie piękny, skórzany niebieski portfel za całe 50 MAD. Wcześniej też były, ale w jakiś kosmicznych cenach. Potem zdecydowaliśmy się zajrzeć na jeden z tarasów, na kawę i świeżo wyciskany sok. Tam ujrzeliśmy Fez taki, jak na glównym zdjęciu przewodnim tej notatki. Po wyjściu z kafejki kolejny odcinek ulicy Terrafine okazał się królestwem sklepików z wyrobami skórzanymi. Głównie tradycyjnymi pantoflami (babouches).

 

Serce Fes el-Bali i słynne garbarnie

 

 

Skrzyżowanie ulic Tal’a Kbira i Tal’a Sghira znajduje się blisko najważniejszych budowli starej medyny. Fez słynie z suku Hanna (henny) – na którym kiedyś tradycyjnie handlowano henną, naturalnym barwnikiem wykorzystywanym do tworzenia przypominających tatuaże wzorów na skórze. Teraz większośc sklepików sprzedaje tutajwysokiej jakości piękną biało-niebieską ceramikę z Fezu. My po obejrzeniu jej dotarliśmy na jeden z większych placów w obrębie medyny – place En-Nejjarine („stolarzy”). Handluje się na nim wyrobami ze szlachetnych gatunków drewna. Jednym z najważniejszych miejsc dla Marokańczyków, nie tylko tych z Fezu, jest mauzoleum Idrisa II. Budowla – zwłaszcza jej zielony dach i strzelisty minaret – jest doskonale widoczna z wielu punktów widokowych zlokalizowanych wokół medyny. Idris II prawdopodobnie faktycznie został pochowany w tym miejscu  (828), to obecny kształt budowla zyskała na przełomie XVII i XVIII w. Obiekt jest zamknięty dla niewiernych. Można go tylko obejść dookoła.

Medresa Attarine

Suk Attarine wychodzi od wschodu wprost na złotą bramę mederesy Attarine. Stoi ona oboik północno-zachodniego narożnika Wielkiego Meczetu, gdzie zawsze jest dużo ludzi. To ponoć najbardziej ruchliwe miejsce w medynie, gdzie także łatwo się zgubić. Sama medresa jest mniejsza od szkoły Abu Inana, lecz równie bogato dekorowana: od mozaikowej posadzki dziedzińca przez pokryte ornamentami dolne części ścian aż po cedrowe arcydzieła snycerskie, czyli łuki arkad parteru dziedzińca i gzymsy wspierające zielony dach. Fundatorem był ok. 1325 r. sułtan Abu Said Ushman I.

Najważniejszą budowlą Fezu i zarazem jedną z najstarszych jest meczet Al-Karawijjin (Jama’a Qarawiyine). Zanim zbudowano meczet Hasana II w Csablance, uchodził on za największą swiątynię Maroka. Może pomieścić aż 20 tys. wiernych. Jego fundatorką była Fatima el-Fihri wywodząca się z rodziny uchodźców z miasta Kairuan na terenie dzisiejszej Tunezji. Jego budowa rozpoczęła się w 859 r. Świątynia , przez wieki powiększana i ozdabiana, stanowi dziś najcenniejszy zabytek architektury io sztuki w Fezie. Niestety, niewierni nie są wpuszczani nawet na dziedziniec.

My następnie wróciliśmy się do place Seffarine. Naszym już ostatnim celem w medynie były słynne garbarnie. Sam plac ocieniony starym platanem i figowcem wykorzystywany jest przez handlarzy i wytwórców miedzianych naczyń, którzy często rozladają małe warsztaty wprost na jego płycie. W jego dolnej części znajduje się wejście do medresy Seffarine. Od niedawna pełni ona funkcje zgodną ze swoim przeznaczeniem, tj. szkoły koranicznej. Aby place Seffarine móc wydostać się poza obręb medyny, należy skierować się do wyjścia znajdującego się obok najbardziej znanych i największych garbarni Fezu. Korzystając z GPS-u i MAPS.ME szybko trafiliśmy do sławnych farbiarni i garbiarni Chouwra (Tanneries Chouwara). Zaprowadzą nas tam zresztą naganiacze. Wejście na taras kosztuje 10 MAD (4 zł) a podejście pod sam misy, w których moczą się skóry, kolejne 10 dirhamów. Zapach wydzielany przez świeże skóry koźle, cielęce, a nawet wielbładzie miał być bardzo nieprzyjemny. Na szczęscie był całkiem do zniesienia. Ostatnim miejscem, jakie Fez nam pokazał, był Pałac Królewski. Byliśmy już jednak zbyt zmęczenie, żeby zajrzeć do środka. Dwa dni później czekał nas powrót do Polski. Ja kolejnego dnia zajrzałem do Moulay Idriss. Was natomiast zapraszam do dalszej części wpisu.

 

 

Fez – informacje praktyczne

 

  • Fez jest położony 530 kilometrów od Marrakeszu, 207 kilometrów od Rabatu i 308 kilometrów od Tangeru. Miasto leży na głównej marokańskiej magistrali kolejowej Oujda-Fez-Meknes-Rabat;
  • My do Fezu przyjechaliśmy rzecz jasna koleją. Główny dworzec kolejowy jest piękny i zadbany, aczkolwiek nie robi takiego wrażenia, jak ten w Marrakeszu czy Casablance. Na stacji mamy kasy biletowe, automaty biletowe, bezpłatne toalety, bankomaty, pocztę oraz kawiarenkę i kiosk z gazetami i pocztówkami;
  • Rozkład jazdy w najważniejszych kierunkach wraz z cenami za bilety przygotowałem dla siebie i Czytelników w tabelce:
  • Przed stacją stoją taksówki, jednak należy je unikać szerokim łukiem. Niestety, czytane na anglojęzycznych forach internetowych informacje o próbach bezczelnego naciągania w niektórych marokańskich miastach, w Fezie potwierdziły się. Za kurs, który powinien kosztować 15-20 MAD (6-8 zł) zażądano od nas 150 MAD (60 zł). Musieliśmy zatem iść piechotą do naszego apartamentu;
  • Fez posiada miejską komunikację autobusową. Niestety, nie zrobiła ona na mnie dobrego wrażenia. Pojazdy mają już dawno najlepsze czasy za sobą. Są rozklekotane i rozgracone, także nie mają rozkładu jazdy wgranego do google maps. Ponadto czytałem na TA aby uważać na kieszonkowców;
  • Pozostało nam poruszać się petit-taxis. Jest ich pełno w Fezie. ZAWSZE musimy ustalić cenę prejazdu przed wejściem do pojazdu. Wielu taksówkarzy widząc obcokrajowca z Europy będzie próbowało nas oszukać. Na 5 czy 10 MAD można przymknąć oko, ale 60 zł zamiast 6 to gruba przesada. Kurs w obrębie miasta nie powinien kosztować więcej niż 15, maksymalnie 20 MAD (6-8 zł);
  • Kupując pamiątki oraz marokańskie dobra w sukach medyny Fes el-Bali należy zachować ostrożność, aby nie dać się naciągnać. Najlepiej poszukać sklepiku, gdzie ceny będą już wywieszone. Jest ich mało, ale są. Dobrym przykładem może być portfel, który kupiłem u sprzedawcy mającego podane ceny za 50 MAD (20 zł). W innych miejscach nawet był po 200 MAD (80 zł). Ciekawą sytuację mieliśmy poszukując kremów dla mojej i Bartka mamy. Te które kupiliśmy za 15-20 MAD (6-8 zł) potrafiły w innym miejscu kosztować 5 razy tyle;
  • Sama medyna Fes el-Bali jawiła nam się po lekturze przewodnika Bezdroży jako labirynt minotaura. Mieliśmy już niewielkie doświadczenie z Marrakeszu i Rabatu. Daliśmy sobie radę bez wynajęcia przewodnika, za to z pomocą GPS-u. Oczywiście nie zaglądaliśmy do żadnych małych uliczek, nie polecamy tego (tym bardziej nocą). Jednak trzymając się glównych szlaków w niej możemy sobie spokojnie poradzić za dnia na własną rękę;
  • Nasz nocleg w Fezie bardzo pozytywnie nas zaskoczył. Po bardzo nieprzyjemnych perypetiach w Tangerze oraz dość średnim standardzie w Rabacie ESCAPE Appartment bardzo przyjemnie nas zaskoczył. Płaciliśmy po 25 € za dobę za całe, bardzo fajne mieszkanie. Jedynym mankamentem była łazienka, jednak w tej cenie nic lepszego w Fezie nie mogliśmy znaleźć;

 

 

Fez na filmie (PLAY)

 

 

Fez w panoramach (KLIK)

 

 

Galeria zdjęć (KLIK)

 

 


Jeżeli podobał Ci się wpis oraz Fez a chciałbyś więcej informacji, zdjęć oraz filmów zapraszamy do wsparcia bloga i  polubienia NASZEGO FEJSBOOKA. Dziękujemy 🙂 🙂 🙂


 

ZAPRASZAMY, POZNAJCIE LEPIEJ PIĘKNE MAROKO 🙂 🙂 🙂

 

 

Przejdź do komentarzy

Facebooktwitter