
W moim dzisiejszym i kolejnym już zresztą wpisie z lutowej eskapady do Królestwa Maroka zabiorę Was do Moulay Idriss. Miasteczko zostawiłem sobie na ostatni dzień zimowego wyjazdu. Bartek i Romek byli już zbyt zmęczeni, by udać się tam razem ze mną. Ja na szczęście jeszcze wykrzesałem z siebie dość sporo energi. Ostatnie trzy noclegi mieliśmy zarezrwowane w Fezie.
Sam Fez opiszę i przedstawię Wam w kolejnej notatce. Temperatury nas przez te dwanaście dni w królestwie Muhammada VI bardzo rozpieszczały. Epidemia kornawirusa była gdzieś daleko w Chinach. W połowie lutego nikt o niej nie myślał ani nią się specjalnie nie przejmował. Teraz, kiedy piszę te słowa, żyjemy już w zupełnie innej rzeczywistości. Zamknięte granice, zawieszone loty, zatrzymane pociągi międzynarodowe. Nigdy bym nie przepuszczał, że nagle ludzkość po prostu się zatrzyma.
Pisząc ten wpis wydaje mi się to wręcz niesamowite, że jeszcze w połowie lutego grzaliśmy się w słoneczku na głównym placu Marrakeszu. Kilka tygodni później i mielibyśmy wielki kłopot z powrotem do Polski. Mój przedostatni dzień przeznaczyłem na zwiedzanie Moulay Idriss. Aby dotrzeć do najświetszego miasta marokańskich wyznawców Allaha najpierw musiałem udać się z Fezu do Meknesu pociągiem. Marokańska kolej jest jedną z najlepszych w Afryce. Dzięki dość rozbudowanej sieci torów, do bardzo wielu miejsc dotrzemy właśnie drogą żelazną. Zatem pojawiłem się rano na pięknym dworcu w Fezie. Wsiadłem do pociągu pospiesznego Al-Atlas i po kilkudziesięciu minutach wylądowałem w Meknesie. Niedaleko stacji gdzie wysiadłem miał znajdować się przystanek autobusu podmiejskiego do Moulay Idriss. Udało mi się go szczęśliwym trafem zlokalizować.
Zwiedzając Moulay Idriss
W niektórych marokańskich miastach, co było dla mnie sporym zaskoczeniem, rozkłady jazdy komunikacji miejskiej są wgrane w google maps. Niestety, nie tym razem. Po kilkudziesięciu minutach oczekiwania na pojazd zacząłem się już trochę niecierpliwić i jednocześnie niepokoić, czy stoję w dobrym miejscu. Na szczęście zaraz potem rozklekotany autobus pojawił się na horyzoncie. Kupiłem bilet u kierowcy i udało nawet mi się znaleźć miejsce siedzące. Po kilkudziesięciu minutach jazdy dotarłem do celu. Na pierwszy rzut oka od razu widać, że jest tutaj dużo bardziej afrykańsko, niż w Meknesie. Widać także, że jest po prostu biednie. Miasteczko jest pięknie położone. W górskiej dolinie masywu Jebel Zerhoun. Na skalistych wzgórzach i przy legendarnym grobie Idrisa. Miejscowość jest najświetszym miejscem marokańskich muzułmanów nie tylko ze wzgledów religijnych. Idris I, który wywodził się z rodu proroka Mahometa, był również założycielem pierwszej samodzielnej dynastii kraju – Idrysydów.
Czy wiedzieliście, że…
Moulay Idriss przez wieki aż do początków XX w. jako miasto zbudowane wokół mauzoleum było niedostępne dla niewiernych. Zakaz nocowania niemuzułmanów w mieście zniesiono dopiero kilka lat temu. Utrzymano jednak zakaz wstępu niewiernych do mauzoleum. Dla turystów takich jak ja zatem pozostaje jego największę atrakcję ogladać z zewnątrz.
Miasto składa się z dwóch głównych dzielnic – Khiber i Tasga – wzniesionych na sąsiadujących ze sobą dwóch wzgórzach. Teren między nimi zajmuje kompleks mauzoleum Idrisa. Najdogodniej dojść do niego z parkingu w dolnej części miasteczka, na który doszedłem z serpentyny bocznej drogi. Zwężająca się uliczka z owocowo-warzywnymi straganami zaprowadziła mnie na rozległy plac z ciągiem arkadowych podcieni. Miałem nadzieję znaleźć tu jakieś tanie i ciekawe pamiątki. Niestety miasto jest rzadko odwiedzane przez masowy ruch turystyczny i wybór był bardzo słaby. Rękodzieła było nieprównywalnie mniej niż w Fezie i Meknesie.
Na placu należy odszukać wejście do tunelu. Tamtędy prowadzi ulica wiodąca wprost do mauzoleum. Przejście w pewnym miejscu przegradza pozioma belka. Dalej mają wstęp już tylko muzułmanie. Ja musiałem skręcić w ciemne przejścia po lewej lub po prawej stronie. Spacer ciasnymi uliczkami w górę pozwolił mi obejść kompleks sakralny dookoła. Następnie z pomocą maps.me dotarłem na dwa niewielkie punkty widokowe. Urządzono je w stromych zaułkach, między domami. Nazywane są małym i wielkim tarasem – Petit Tarasse i Grand Tarasse. Stamtąd jest dobry widok na mauzoleum. Tam też zrobiłem najładniejsze zdjęcia z Moulay Idriss.
Mauzoleum Idrisa
Miasteczko okazało się niewielkie i kilka godzin w zupełności mi w Idriss wystarczyło. Na koniec wycieczki spędziłem jeszcze kilkadziesiąt minut leniwie się wygrzewając do słoneczka. To był mój ostatni dzień w Maroku. Jak się kilka tygodni potem okazało, także ostatnia podróz. Być może już na długo. Nikt obecnie nie wie kiedy i w jaki sposób uda się epidemię koronawirusa opanować. Pozostaje mi robić kolejne wpisy z Maroka oraz z poprzednich podróży. Podmiejski autobus ponownie zawiózł mnie do Meknesu. Tam udałem się na miejscowy suk. Zakupiłem w uczciwych cenach kremy oraz marokańskie mydła, o które mnie prosili znajomi i Przyjaciele w Polsce. Do polecanego przez Czytelników na naszym fanpejdżu stanowiska archeologicznego w Volubilis nie miałem już czasu ani siły dotrzeć. Jeżeli kiedyś sytuacja wróci do normy, to przy kolejnej podróży do Maroka na pewno tam zajrzę. Tymczasem zapraszam Was do filmiku, galerii zdjęć i zaproszenia do naszego fejsbooka.
Moulay Idriss na filmie (PLAY)
Moulay Idriss w panoramach (KLIK)
Galeria zdjęć (KLIK)
Jeżeli podobał Ci się wpis oraz Moulay Idriss a chciałbyś więcej informacji, zdjęć oraz filmów zapraszamy do wsparcia bloga i polubienia NASZEGO FEJSBOOKA. Dziękujemy 🙂 🙂 🙂
ZAPRASZAMY POZNAJCIE LEPIEJ NIESAMOWITE MAROKO 🙂 🙂 🙂
-
Maroko,Nie tylko Bałkany
KOLEJ W MAROKU I TRANSPORT W MAROKU — jak podróżować po Maroko na własną rękę w kompendium wiedzy
Czytaj wpis
-
Maroko,Nie tylko Bałkany
KUCHNIA MAROKAŃSKA I JEDZENIE W MAROKU — co dobrego w Maroko zjemy i wypijemy ???
Czytaj wpis
-
Maroko,Nie tylko Bałkany
WARZAZAT, CZYLI OURZAZATE — czy warto tu w ogóle zajrzeć zwiedzając Maroko ???
Czytaj wpis
























