Marcin Gruzja, Kaukaz

Achalciche i twierdza Rabati — marcowa wizyta na południowym końcu Gruzji

Facebooktwittergoogle_plus
Achalciche słynie tylko z jednej atrakcji - ogromnej twierdzy Rabati
Achalciche słynie tylko z jednej atrakcji – ogromnej twierdzy Rabati
W moim drugim wpisie z tegorocznej, marcowej wizyty w Gruzji zabieram Was oraz siebie do Achalciche. Do miasta turystów przyciąga słynna twierdza Rabati a ono samo rozbudziło moją wyobraźnię już kilka lat temu, kiedy na Kaukazie byliśmy trzy tygodnie.

Wtedy do Achalciche nie dotarliśmy, ale obiecałem sobie, że kiedyś tu zaglądnę. Po dwóch nocach spędzonych w Kutaisi mój plan zakładał kolejne trzy doby u podnóża słynnego zamczyska. Zastanawiałem się wcześniej czy do zwiedzania tego rejonu Gruzji, zwanego Samcche-Dżawachetia nie obrać jako bazy wypadowej Bordżomi. Jest to najsłynniejsze gruzińskie uzdrowisko, jednak uważna lektura przewodników książkowych oraz kilku autentycznych blogów sprawiła, że w tym słynnym miejscu raczej o tej porze roku nie mam czego szukać. Po prostu ten kiedyś przepiękny kurort, teraz razi brzydotą współczesnej i poradzieckiej zabudowy a z dawnego uroku pozostały tylko wspomnienia. Mój plan zakładał wyjazd wczesnym przedpołudniem marszrutką z Kutaisi.

Samcche-Dżawachetia

Achalciche jest stolicą położonego w południowo-zachodniej części Gruzji regionu, zwanego Samcchce-Dżawachetia. Jest to podobno jeden z najbiedniejszych i najsłabiej zagospodarowanych obszarów Gruzji. Zamieszkujący tutaj Ormianie dżawacheccy stanowią 55% ludności tego miejsca. Ja biedy większej niż gdzie indziej jednak nie zauważyłem. Sam region słynie i przyciąga turystów twierdzą Rabati, twierdzą w Chertwisi i skalnym miastem Wardzia. Latem podobno przepiękny jest Bordżomsko-Charagulski Park Narodowy.

Po dotarciu na dworzec autobusowy, busik rzeczywiście już stał. Okazało się, że czeka nas droga naokoło, przez Zestaponi, Chaszuri i Bordżomi. Prawdopodobnie krótsza trasa przez góry o tej porze roku jest jeszcze nieprzejezdna. Starszy i bardzo miły kierowca upewnił się gdzie, chcę jechać i wyruszyliśmy w drogę. Pojazd miał już swoje lata za sobą, ale Gruzja to na szczęście nie Ukraina, gdzie w marszrutce potrafi jechać z 50 osób tylko na stojąco. Tutaj podróż odbywała się w miarę komfortowo i w kilka osób na pokładzie.

Zaraz za Chaszuri zjechaliśmy na drogę prowadzącą w kierunku gór i Bordżomi. Miał miejsce także kilkunastominutowy postój przy bardzo taniej knajpce. Zjadłem zupę charczo oraz chaczapuri i kawę za dosłownie kilka lari i tak niskich cen, jak tam, nie widziałem chyba jeszcze nigdy w Gruzji. Kierowca kaukaskim zwyczajem dawał ostro w palnik, jednak na szczęście w miarę bezpiecznie. Mijane słynne uzdrowisko rzeczywiście wyglądało paskudnie. Stąd była już tylko godzina drogi do Achalciche. Żałuję, że to był marzec, ponieważ mijane krajobrazy po drodze oraz dolina rzeki Kury wyglądały pięknie. Na najlepszym w sieci blogu o Gruzji Polako Gruzina czytałem, że droga do Achalciche wzdłuż rzeki Kury gdy jest zielono, jest fantastycznie piękna. Nawet teraz mogłem sobie wyobrazić, że to prawda.

 

Twierdza Rabati w Achalciche

 

Po czterech godzinach jazdy z Kutaisi, wreszcie późnym popołudniem dotarłem na miejsce podróży. Samo Achalciche po wyjściu z busika robi dziwne wrażenie. Miasto, typowo poradzieckie w tym rejonie Zakaukazia, niczym nie zachwyca. Gdyby nie forteca, zapewne żyłoby w swoim uśpieniu na końcu świata. Twierdza Rabati jest widoczna z każdego punktu osady i z busika wyglądała naprawdę pięknie. Trzy noce miałem zarezerwowane w niewielkim hoteliku u samego jej podnóża. Gdy wyszedłem z pojazdu, taksówkarze namawiali mnie na wycieczkę do Wardzi i słynnego skalnego miasta, ale tam udam się, gdy będzie już zielono. Wielka, 900-letnia cytadela zajmuje całe wzgórze. To ogromny kompleks murów i baszt na różnych poziomach i wysokościach.

Achalciche, czyli nowy zamek

Nazwa miasta oznacza po gruzińsku „nowy zamek”. Górująca nad jego zabudową forteca datowana jest na XII wiek. Wcześniej Achalciche było stolicą księstwa Samcche-Saatabago. Późniejsze najazdy Persów, Turków oraz Mongołów doprowadziły do zniszczenia i rozbicia regionu. Pod koniec XVI wieku miasto zostało zagarnięte przez Turcję i stan taki utrzymywał się do XIX wieku. Wtedy to, w latach 20 wraz z prowincją zostało odbite przez wojska rosyjskie.

Twierdzę pierwszego dnia podziwiałem nocą i robiłem wieczorne zdjęcia. Zwiedzanie zaplanowałem następnego dnia, w niedzielę. Efekt przeprowadzonych tutaj przez Miszę Budowniczego (jak Gruzini nazywają swojego byłego prezydenta Saakaszwiliego) prac jest naprawdę imponujący. Oglądania jest dużo i z powodzeniem w twierdzy można spędzić nawet cały dzień. W internetach oraz w przewodnikach przeważają opinie, że  jednak całość sprawia wrażenie jakby została wybudowana od nowa.

Jest w tym dużo prawdy. Twierdza nie wygląda na historyczną a na historyzujacą budowlę, luźno nawiązującą do swojego wyglądu i historii. W mojej opinii nie jest to wesołe miasteczko i nie jest tak źle, jak w przypadku szwajcarskiego centrum Mestii. Jednak poszukujący czegoś bardziej autentycznego będą zawiedzeni, ale szukający rozrywki, pięknych widoków oraz chcący fajnie spędzić czas, będą zadowoleni. W środku możemy zwiedzać wieże obronną, gdzie ujrzałem piękne panoramy okolicy. Centralną budowlą jest jednak meczet z charakterystyczną złotą kopułą. Są także pomieszczenia pałacowe oraz medresa, czyli szkoła muzułmańska. Większość z nich oryginalnie powstała w XVII wieku. Możemy także zajrzeć na chwilę do muzeum historycznego.

 

Rabati nocą, czyli jak Gruzini potrafią iluminować

 

Achalciche nocą poza sezonem dzwoni ciszą w uszach. W knajpkach pusto taksówkarze piją wino lub śpią, turystów nie ma. Nad miastem góruje tak jak w dzień, twierdza. Nocą jest fantastycznie iluminowana. Gruzini potrafią niesamowicie podświetlać swoje zabytki i miasta. Tbilisi oraz Batumi nocą robią ogromne wrażenie. Nawet takie Kutaisi jest całkiem przyjemnie oświetlone po zmroku. Rabati nie jest pod tym względem wyjątkiem. Forteca najpiękniej prezentuje się zaraz przed nastaniem całkowitych ciemności. Pierwszego wieczoru oraz kolejnego mogłem praktycznie samemu ją podziwiać. Jeżeli będziecie mieli taką możliwość, to zróbcie tak, aby ją także ujrzeć w ciemnościach.

O samym Achalciche nie mam zbyt wiele do powiedzenia, ponieważ nowa część miasta absolutnie niczym mnie nie zachwyciła. Po przejściu przez most na drugą stronę rzeki dotarłem do nowego miasta. Najbardziej w oczy rzuca się pomnik królowej Tamar oraz stojąca obok niewielka cerkiew Amagleba. Miejscowi tłumnie przesiadywali na znajdującym się obok budynku Teatru Dramatycznego, placu. Polecam za to wizytę na miejscowym bazarku. Kupiłem u przemiłych sprzedawców swańską sól, szafran imeretyński, przyprawy i suszone śliwki. Wszystko nie dość, że taniej niż w Kutaisi, to jeszcze z drobnymi podarokami do Polszy. Gdy wróciłem na ostatnią noc do mojego hoteliku, zostałem zaproszony na szklankę wina i coś do jedzenia przez mojego Gospodarza. Moim łamanym rosyjskim jakoś się dogadaliśmy i mogłem poczuć kolejny raz po Kutaisi, słynną gruzińską gościnność. Przed Wami jeszcze pakiet informacji praktycznych, panoramy, galeria zdjęć oraz zaproszenie do naszego fejsbooka.

 

Achalciche – informacje praktyczne

 

  • Liczące 17 tysięcy mieszkańców Achalciche jest stolicą leżącego na południowym zachodzie Gruzji regionu Samcche-Dżawachetia. Jak na tak małe miasto, jest zaskakująco dobrze skomunikowane;
  • Kolej już tutaj nie dociera. Tory fizycznie istnieją, trasa jest zelektryfikowana i wygląda na używaną w ruchu towarowym. Niestety, nieliczne składy pasażerskie kończą swój bieg w Bordżomi. Fanatyczni miłośnicy kolei lub chętni podziwiać latem wspaniałe krajobrazy z pociągu mogą z Tbilisi dotrzeć pociągiem do uzdrowiska i tam przesiąść się w kierunku Achalciche;
  • Wszystkim innym pozostają marszrutki. Ze stolicy jeżdżą regularnie co godzinę od 8 do 19 z dworca przy stacji metra Didube. Czas jazdy to jakieś 3-3,5 godziny a cena 10 GEL (15 zł). Dotrzemy tutaj także z Batumi, Gori i Kutaisi, jednak połączeń jest znacznie mniej niż z Tbilisi;
  • Rozkład jazdy oraz ceny w najważniejszych kierunkach przygotowałem dla Was i dla siebie w tabelce:
Odjazdy z Achalciche do:Godziny odjazdówCzas jazdyCena
Tbilisiod 7 do 19 co najmniej raz na godzinę3-3,5 godziny10 GEL (15 zł)
Kutaisi8.30, 10.40, 11.30, 15.00, 18.003,5-4 godziny12 GEL (18 zł)
Batumi przez Kashuri8.30, 11.306 godzin20 GEL (30 zł)
Bordżomiod 7 do 19 co najmniej co godzinę1 godzina5 GEL (7,5 zł)
Gori8.15, 13.002,5 godziny7 GEL (10 zł)
Erywań przez Giumri7.007 godzin25 GEL (40 zł)
  • Istnieje kilka pojazdów jadących do Wardzi, jednak godzin ich jazdy zapomniałem sfotografować, ale jest ich przynajmniej parę;
  • Bilet wstępu na twierdzę Rabati kosztuje 6 GEL (9 zł) i płacimy dopiero za oglądanie wyższych poziomów zamczyska. Uważam, że te śmieszne pieniądze zdecydowanie warto wydać. Wejście na niższy poziom, gdzie mamy dwie restauracje, jest bezpłatny;
  • Aby zjeść polecam restaurację Dubli. Jedzenie jest naprawdę dobre. Chinkali z mięsem były najlepsze, jakie kiedykolwiek w Gruzji jadłem. Frytki domowe i bardzo smaczne. Ceny dość niskie a rachunek ZAWSZE się zgadzał, co potrafi być w Gruzji wyjątkiem, a nie regułą. Wystrój jest taki sobie, ale warto zajrzeć dla pysznego żarcia;

 

 

Achalciche w panoramach (KLIK)

 

 

Galeria zdjęć (KLIK)

 

 

Jeżeli podobał Ci się nasz wpis oraz Achalciche i twierdza Rabati a chciałbyś więcej informacji, zdjęć oraz filmów zapraszamy do wsparcia naszego bloga i  polubienia naszego fejsbooka. Dziękujemy 🙂 🙂 🙂 

 

ZAPRASZAMY, POZNAJCIE LEPIEJ GRUZJĘ 🙂 🙂 🙂

Przejdź do komentarzy

Facebooktwittergoogle_plus