Blogi podróżnicze, czyli ODPALIŁEM PATRONITE — 10 patologii podróżniczej blogosfery

Facebooktwitter

 

Blogi podróżnicze
Prawdziwe statystyki naszego bloga w 2018 roku
W dzisiejszym wpisie zaprezentujemy Wam kolejną wyliczankę. Nie jestem ich specjalnym fanem, ale ponieważ znowu będziemy krytykować polską blogosferę „podróżniczą”, zdecydowaliśmy się użyć broni, której ona sama używa. 

Naszego bloga prowadzę już pełne dwa lat. W jego drugim roku istnienia udało nam się uzyskać 929.000 odsłon, czyli inaczej mówiąc 929.000 Czytelników, odwiedziło moją stronę. Nie wiem, czy to dużo, czy mało, ale jaskółki ćwierkają, że na pewno wylądowaliśmy w pierwszej 30 a może nawet pierwszej 20 najpoczytniejszych blogów traktujących o podróżach w Polsce. Jak na bloga piszącego o Bałkanach i raczej mniej popularniejszych miejscach naszego globu i unikającego patologii, prezentowanych na komercyjnych blogach podróżniczych, to bardzo dużo. Natomiast Inspiracją dla mojego wpisu był pewien artykuł u Karola, autora bloga Kołem się Toczy, gdzie chwali się, że ODPALIŁ PATRONITE  (szkoda tylko, że zapomniał odpalić mózg).

Od dłuższego już czasu obserwuję bardzo niefajne tendencje i kierunki, w jakim zmierzają blogi podróżnicze. Po bardzo niemiłych doświadczeniach z blogerami komercyjnymi, z którymi miałem nadzieję nawiązać przyjaźń blogową (a głupi myślałem, że coś takiego w ogóle istnieje), z uwagą obserwujemy bagno, w jakie zmieniła się komercyjna blogosfera. Naszymi wnioskami chcielibyśmy się podzielić z Czytelnikami, a także z samymi sobą. Zdaję sobie doskonale sprawę, że za najdalej dwa, trzy lata, agresywne działania komercyjnych blogerów, dążących do sławy, kasy i lansu, unicestwią blogi pisane dla frajdy czy idei (czyli takie, jak nasz). Właściwie już nie powstają strony mające na celu ukazywanie jakiegoś piękna odwiedzanych miejsc, pasji, wiedzy i miłości Autorów. Powstają komercyjne ścieki, które wyglądają, brzmią i zachowują się tak samo, jak idole Autorów, z których nowi blogerzy czerpią wzorce.

Kiedy ten proces tak przyspieszył? Mam wrażenie, że pochwalenie się zarobkami przez Zależną w Podróży oraz Karola W. stworzyło złudne wrażenie, że blogi podróżnicze to wielka kasa leżąca na ulicy, połączona ze sławą, beztroskim życiem i występami w TVN. Prawdopodobnie Autorzy tych słów w ogóle nie przemyśleli tego, co robią. Agnieszka pewnie chciała się pochwalić a Pan W. sprzedać kolejne swoje „arcydzieło”. Efekt, jaki po tym nastąpił, jest taki, że od dwóch lat następuje prawdziwy wysyp blogów podróżniczych. Problem w tym, że one wszystkie są tworzone na jedno (sprzedajne i amerykańskie) kopyto a JEDYNYM ich celem jest zysk i lans dla autorów. Sprawia to, że Czytelnicy uciekają od blogów podróżniczych a epoka blogów podróżniczych właściwie, dobiegła końca. Zatem jakie 10 patologii trawi polskie blogi podróżnicze?

 

1. Nastawienie tylko i wyłącznie na ZYSK i PIENIĄDZE oraz UTRATA WIARYGODNOŚĆI

 

W przypadku wymienionej wyżej dwójki blogerów sukces i pieniądze nadeszły po pewnym czasie, a czasami nawet przypadkiem. Można mówić i myśleć o ich późniejszym zachowaniu wszystko, to jednak na to pracowali. Nowi blogerzy, pod wpływem wizji wielkiej kasy i sławy, mają w głowie i myśli tylko i wyłącznie pieniądze. Mam smutne wrażenie, że blogi takie jak Podróże bez Ości, Dziecko w Podróży, Nasze Szlaki, Ukraina Marcina czy Bartek w Podróży (wymieniam je, bo spośród tysięcy nowych, do nich kiedyś pierwszy i raczej ostatni raz) zajrzałem, powstały TYLKO i WYŁĄCZNIE dla pieniędzy. Przypominają bardziej portale internetowe, gdzie mamy szwarc, mydło i powidło:  albo wszystko pisane pod wyszukiwarkę w mega toporny sposób (Ukraina Marcina), albo konglomerat artykułów, pisanych od Anglii po Kamieniec Ząbkowicki przez różnych Autorów (Nasze Szlaki), lans na dziecko, milion i jedna wyliczanka i nic więcej (Podróże bez Ości). Wszystkie te strony powstały w ciągu ostatnich dwóch lat i wszystkie mają tylko jeden CEL: być maszynkami do zarabiania kasy dla Autorów. WIELKIEJ KASY. Blogi podróżnicze w wyniku pazernego nastawienia na zyski (o czym w akapicie poniżej) całkowicie utraciły swoją wiarygodność. Blogerzy to w swojej nowomowie nazywają „dywersyfikacją dochodów” Ja powiem wprost, jak to się zwie: PAZERNOŚĆ !

 

2. DOJENIE CZYTELNIKÓW w każdy, możliwy sposób

 

Używając nowomowy naszych blogerów podróżniczych, inspiracją do tego wpisu był artykuł Pana, którego widzicie na załączonych obrazkach. Autor, prowadzący zbiórkę na serwisie patronite, chwali się wszem wobec tym, że ma 10.000 zł przychodu miesięcznie a kilka miesięcy potem prosi Czytelników o pieniądze na rzekomo zepsuty aparat i kolejne wyjazdy. Jakby co, to nawet w miarę możliwości dorzuci ze swoich (a ma z czego – Wy chyba nie macie 10.000 dochodu miesięcznie?).  Nie wiem, czy jestem aż tak głupi, czy  równie niemądrzy są jego Czytelnicy. Coś mi tu nie gra. Pomijam kwestie etyczne, bo na blogach komercyjnych żadnych zasad i etyki nie ma. Blog Autora i dziesiątek jemu podobnych MA BYĆ tylko i wyłącznie maszynką do zarabiania pieniędzy a Czytelnicy baranami do strzyżenia. Bajeczki o łączeniu podróżowania z zarabianiem naprawdę wielkich pieniędzy może są  dobre dla gimnazjalistek, ale nie dla ludzi, chociaż odrobinę myślących. Przez chwilę miałem wrażenie, że może tylko mi to przeszkadza. Daj na serwer, daj na domenę, daj na nowy aparat, zarezerwuj „najlepsze” noclegi we współpracy, wspomóż na patronite, daj na wyprawę do Australii, daj na nowe obiektywy, zarezerwuj nocleg na airbnb… Czy filatelista, miłośnik kolei, komunikacji miejskiej, wędkarz oraz inni hobbyści proszą o pieniądze na swoje zainteresowania i pasje ??? Zdrowo myślący Czytelnik powie: WEŹ SOBIE ZARÓB.

Jednak kilkoro naszych (a byłych Pana W.) Czytelników napisało w tej sprawie do mnie. Mnie to nie dziwi ani nie szokuje – Autor idzie w ślady swoich kolegów i koleżanek z szamba komercyjnej blogosfery podróżniczej. Chce nowy aparat – dawajcie kasę, chce pojechać do Australii – dawajcie kasę. Jest to zachowanie zupełnie normalne. Pokolenie obecnych dwudziestolatków to w większości pokolenie egoistów, snobów i materialistów, dla których liczą się lajki na fejsbooku i instagramie oraz pusty lans. Autor pisze dla tej grupy wiekowej i intelektualnej, więc musi zachowywać się adekwatnie. Zapracowanie na nowy aparat nie wchodzi w rachubę.  A co tym wszystkim myślą Czytelnicy ? Mój poprzedni artykuł spotkał się z bardzo dużym odzewem (dlatego publikuję kolejny) i Czytelnicy  albo są zszokowani, jak to wszystko działa albo twierdzą, że piszemy to, co wielu myśli, tylko boi się wyartykułować na głos. Napisała do nas Pani Aneta, która zamieściła u obrońcy wolności i demokracji na Białorusi to, co myślała. Jej komentarz walczący na rowerze o demokrację bloger szybko usunął, jednak printscreen nam podesłała. Ja też usuwam komentarze, których nie lubię lub mi się nie podobają, ale blog jest moim pamiętnikiem, a nie biznesem i nie traktuję Czytelników jak dojne krowy.

 

3. GWIAZDORZENIE  i PARCIE NA SZKŁO 

 

Czasy, kiedy  skromność była cnotą, dawno odeszły do lamusa. Natomiast to, co serwują nam obecnie komercyjne blogi podróżnicze, może przyprawić tylko o mdłości. Blogerzy Podróżniczy uznali, oglądając amerykańskie wzorce, że są gwiazdami internetu, telewizji oraz blogosfery. Niewielu z nich wygląda jak gwiazdy filmowe i raczej nie powinni chwalić się swoim wizerunkiem publicznie. W założeniu, Czytelnicy, wchodząc na bloga, powinni ujrzeć na nim piękno opisywanych miejsc oraz znaleźć informacje, odczucia, opinie oraz jakąś wiedzę na temat miejsca i kraju, o którym chcą przeczytać. Parcie na szkło u nowych blogerów jest chwilami niesamowite i szlag mnie trafia, kiedy ten sam słaby artykuł o Czeskich Budziejowicach i Pilznie widzę po raz piąty na tej samej grupie fejsbookowej, poświęconej Czechom.

A co znajdują? Nieskończoną ilość idiotycznych selfie, zdjęć w jakiś wymyślnych pozach (na którymś blogu widziałem nawet blogera uwieszonego jak małpa na palmie w Maroku), spojrzeń zadumionych, zdziwionych czy nawet po prostu zwyczajnych. Powiem wprost: nic mnie nie obchodzi tyłek blogera czy spojrzenie na tablicę z granicą macedońsko-albańską. Może to sprawdza się na rynku czasopism bulwarowych, ale swoją popularność i pozycję blogi podróżnicze kiedyś wzięły z czegoś innego. Może i nie były wtedy tak profesjonalne, ale były szczere, autentyczne i prawdziwe. Czytając, nawet najsławniejszych obecnie blogerów komercyjnych i porównując obecne ich wpisy do tych, zanim się sprzedali, odnoszę wrażenie, że było coś fajnego w smrodzie skarpetek z plecaka podczas wyprawy do Izraela. Natomiast niesamowity, bo sponsorowany świat śląskich familoków i piękny Liberec, są pustą, komercyjną wydmuszką. Bez jaj, bez pasji, bez przygód. Z materiałów dostarczonych przez reklamodawcę. Czytelnicy to czują i widzą.

 

4. BRAK WIEDZY i POMYSŁU NA SIEBIE I BLOGA

 

 

Jest to jedna z największych bolączek i patologii. Blogi podróżnicze wtedy, kiedy nie były komercyjne, były dowolnym popisem kreatywności Autora. Każdy, nawet z tych obecnie znanych i sprzedanych Autorów, miał swój własny styl. Pamiętam, że w dawnych czasach uwielbiałem Paragon z Podróży. Chłopaki, mimo że wiele z ich przygód, było wymyślonych, mieli mnóstwo fajnych pomysłów, co chwilę czymś zaskakiwali. Mieli także tysiące prawdziwych Czytelników i realnych fanów. Po przejściu na działalność komercyjną kreatywność, została zabita a strona stała się tablicą reklamową wpisów i podróży sponsorowanych. Serio, Niemcy naprawdę, mimo ogromnych wysiłków i jeszcze większych pieniędzy wpakowanych w naszą komercyjną blogosferę, nie są i nigdy nie będą państwem o wielkiej atrakcyjności turystycznej dla Polaków. Tak samo zresztą, jak szeroko reklamowana Skania czy inny Hannower.

Nastawienie na zyski sprawiło, że każdy blog, który odniósł komercyjny sukces, zaraz znajduje swojego naśladowcę. Mamy Podróże po Europie – mamy po roku wysyp analogicznych serwisów (bo to są już komercyjne serwisy informacyjno-turystyczne), a nie blogi. Mamy dziecko w podróży – mamy kilkanaście innych blogów gdzie dzieci „podróżują”. Mamy Crolove.pl, mamy już teraz kilkaset blogów „zakochanych” w Chorwacji.  Taka sytuacja sprawia, że blogi nie pozyskują stałych Czytelników swojej przygody, tylko jedno-minutowe odsłony ludzi, szukających jakieś informacji. Po jej znalezieniu uciekają z serwisu. Lecz odsłona jest zaliczona, strony takie jak te wyżej wymienione notują po kilka milionów odsłon rocznie. Daje im to znakomitą pozycję w wyścigu szczurów po jak się okazuje, wcale niemałe pieniądze od sponsorów. Lecz nie ma w tym miejsca dla Czytelników. Pieniądz jest wartością, celem i zasadą samą w sobie prawie wszystkich, komercyjnych blogów. Sprawia to, że ludzie od blogów uciekają w ogóle. Te dziesiątki tysięcy fanów na fanpejdżach blogowych, także można sobie włożyć między bajki. Ci „fani” zostali kupieni na allegro.

 

5. KOPIOWANIE wszystkiego, co się tylko da

 

Blogi podróżnicze obecnie to w jakiś 90% kopie innych blogów bądź amerykańskich pomysłów na bloga. Nie wiem, dlaczego blogerzy podróżniczy uznali, że nie ma sensu się wysilać w wymyślanie czegokolwiek samemu tylko lepiej pokraść pomysły od innych. Prawdopodobnie wiąże się to z podpunktem z poprzedniego akapitu. Brakiem wiedzy o odwiedzanych krajach i miejscach. Powiedzmy sobie wprost –  Bałkanistą nie jestem, nie kończyłem bałkanistyki ani żadnych studiów z Bałkanami związanych.  Od 2006 roku dotąd byłem około 50 razy na półwyspie. Mam kolegów Serbów i Bośniaków. Czytam, na tyle ile mogę, literaturę związaną z tym regionem. Od 15 lat robię zdjęcia, od kilku uczę się fotografii na poważniej. Będąc dzieckiem, spędzałem każde wakacje i ferie w Moskwie, ówczesnej stolicy byłego ZSRR. Więc mam jakieś podstawy, ale tylko i wyłącznie podstawy, do tworzenia tego bloga. Pisać bloga każdy może i każdy ma prawo, ale sprzedawanie swojej niby wiedzy i zarabianie na tym, kiedy nic nie wie się o odwiedzanym kraju, to absurd czystej wody. Blogi podróżnicze to obecnie nie miejsce, gdzie liczy się wiedza.

Więc jeżeli nie ma się wiedzy, to też i nie ma się pomysłów na stronę i samego siebie. W sieci są tysiące blogów, które wyglądają, brzmią i smakują tak samo. Szablony wyglądają tak samo. Zdjęcia wyglądają tak samo. W kilku miejscach widziałem strukturę wpisów, żywcem wziętą od nas.  Tytuły notatek wszędzie są takie same: 10 powodów, aby pokochać Teneryfę, 10 najpiękniejszych miejsc w Budapeszcie, weekend w Kownie. Filip ze świetnego bloga Stacja Filipa był w kilku ciekawych miejscach (cmentarz dla zwierząt czy miasteczko z komunistycznym pomnikiem) to jego kopista z Gdzie Los Poniesie też tam był i też to opisał. Ten kopizm i kalkowanie cudzych pomysłów jest także poniekąd przyczyną naszej ilości Czytelników. Po prostu robię to, co mi do głowy przychodzi.  Nie zarabiam na blogu, traktuję go jako swoje hobby po pracy, nie zamierzam na nim kroić siana, to posiadam coś, czego komercyjni blogerzy nie mają, mianowicie WOLNOŚĆ. Sprawia to, że mogę pisać, myśleć i robić co chcę u siebie na blogu i jest to mój blog, a nie tablica reklamowa sponsorów i organizacji turystycznych. Komercyjne blogi są wszystkie takie same, zrobiło się z nich reklamowe szambo, a niekomercyjne nie mają siły przebicia, to blogi podróżnicze jako całość, stają się powoli niepotrzebne i podzielą wkrótce los grup dyskusyjnych (kto jeszcze pamięta kolej.misc.pl) oraz forów internetowych. Zostaną zepchnięte w otchłań internetu przez konkurencję youtuberów, serwisów w stylu Podróże po Europie i wielkich koncernów transportowych i turystycznych. Nie pomoże kupno dziesiątek tysięcy fanów z Egiptu czy Malezji ani fałszowanie statystyk google analitics. Kilkanaście blogów przetrwa, tych najbogatszych, najstarszych i najbardziej umocowanych w google. Nowe, których w pogoni za sławą i kasą przybywa w ogromnych ilościach, będą musiały obejść się smakiem.

 

6. UKRYWANIE niewygodnej prawdy i serwowanie NIEPRAWDY

 

Blogi podróżnicze, już raczej Wam nie powiedzą, że w Gruzji trzeba uważać na rachunki w restauracjach, Liberec to zwykłe czeskie miasto na co najwyżej jednodniową wizytę a Hannower jest po prostu brzydki. Zresztą, na blogach podróżniczych obecnie ciężko przeczytać, że gdziekolwiek jest brzydko. Z czego to wynika? Z tego, że po prostu prawda źle się sprzedaje. Sponsorzy nie płacą blogerowi wielkiej kasy za to, aby pisał prawdę. On ma napisać reklamę odwiedzanego miejsca, państwa czy miasta. Takie reklamy pisze się z gotowców dostarczanych przez zleceniodawcę, bardzo często ze zdjęć i innych materiałów sponsora. Czytelnicy z kolei nie chcą czytać, że była brzydka pogoda, że w Tel Awiwie na ulicach pełno śmieci a Belgrad dla niewprawionego to zwykła, brzydka betonowa dżungla. Na drugim biegunie tego samego magnesu jest pisanie czystej nieprawdy i wymyślanie historyjek travel-fiction. Ciekawe, że niektórzy blogerzy podróżniczy nadal wierzą, że udało im się tak wyprać mózg Czytelnikom, że uwierzą w historyjkę o tragicznej utracie sprzętu foto-video w otchłani norweskich fiordów czy inną bzdurę, służącą dojeniu pieniędzy od Czytelnika.

Niektórzy blogerzy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że prawdy w tym tyle, co kot napłakał. Słynny Rowerzysta, jako jeden z ostatnich sprzedajnych blogerów, nie oznacza materiałów sponsorowanych. Niby musi, ale jest na tyle bezczelny i cwany, że tego  nie robi. Pieniądze za taki wpis, jacy biorą najwięksi blogerzy, są ogromne. Do Bartka firmy softwarowej zwrócił się jeden z blogerów z propozycją artykułu sponsorowanego. Za jedną taką notatkę, mający 20.000 fanów z krajów bardzo tropikalnych, bloger zażyczył sobie 6.000 złotych. To chyba nie wymaga żadnego komentarza z naszej strony. Na szczęście podkarpacka firma szybko uznała, że są to pieniądze wyrzucone w błoto. Nasi komercyjni blogerzy podróżniczy bardzo często oszukują w statystkach google analitics (7 minut pobytu na stronie u rowerzysty to czyste science fiction, tak samo zapewne zresztą, jak innne statystyki) a setki tysięcy odsłon made in allegro oraz dziesiątki tysięcy kupionych na allegro „fanów” na fanpejdżach to norma. Ta blogowa bańka pęknie a sponsorzy kiedyś zorientują się, że wyrzucają pieniądze w błoto. Ilu fanów blogi mają naprawdę?

 

 

7. BRAK jakichkolwiek ZASAD i MILCZĄCA zgoda uczciwych blogerów

 

Są blogi komercyjne, które starają się działać uczciwie. Nie kupują fanów, nie majstrują w google analitics, nie nabywają odsłon na allegro. Milczą. Blogi podróżnicze, dawno temu przyjęły niepisaną zasadę o niekrytykowaniu innych blogów. Z naszego bałkańskiego podwórka, mogę przywołać Bałkany Według Rudej. Nie kupuje fanów, szczerze oznacza wpisy sponsorowane, nie majstruje przy ilości odsłon. Nie ma w ten sposób żadnych szans ze słynnym Rowerzystą Celebrytą i jemu podobnymi – najstarszy bałkański blog w Polsce wkrótce pewnie zostanie zniszczony i pożarty przez swoją nieuczciwą, komercyjną konkurencję. Są blogi, które milczą, wychodząc z założenia, że krytykowanie innych blogerów jest negatywnym PR, od którego nie sposób się nie ubrudzić. To wszystko sprawia, że w pogoni za pieniędzmi, niektórzy blogerzy komercyjni są pozbawieni już wszelkich zasad i myślą, że mogą sobie pozwolić na wszystko:

Jakiś czas temu na blogu u Blogera Celebryty, w artykule o Czarnogórze, pojawił się, niby niewinny, odnośnik do innego artykułu, w którym z kolei były opisane ceny w Czarnogórze. Artykuł ten tak naprawdę to kryptoreklama jednej z lichwiarskich firm pożyczkowych. Bloger niby nic złego nie robi, bo ten z pozoru malutki fragmencik, wygląda tak:

 

Po kliknięciu, lądujemy u lichwiarskiej firmy pożyczkowej. Tam, wyskakuje propozycja wakacyjnego kredytu o oprocentowaniu RRSO blisko 800%. Wszystko wygląda niewinnie, ale bloger wykorzystuje zaufanie, które przez lata wypracował sobie u swoich fanów i Czyteników, aby wprowadzić ich na minę. Przecież nikt z jego oddanych czytaczy nie pomyśli nawet, że Karol, słynny obrońca białoruskiej wolności i pogromca reżimu Baćki, mógłby świadomie polecać taki kredyt. On tylko kieruje do strony, gdzie jest „ładnie opisane”. Zastanawiam się ilu, z Czytelników tamtego bloga, wzięło ten kredyt, na wymarzone wakacje w Czarnogórze. Każdy ma swój rozum, ale taki link to potencjalna i już zupełnie realna krzywda dla naiwnych, którzy się na to nabiorą, a którą swoim, upadłym  już autorytetem, firmuje rowerzysta Celebryta. Oczywiście to jest tylko przykład, ilustrujący że blogi podróżnicze i wielu blogerów, straciło już jakiekolwiek zasady., oprócz jednej: kasa musi się zgadzać a barany można strzyc.

 

8. Blogi podróżnicze – tam wszystko jest NAJLEPSZE, NAJPIĘKNIEJSZE i NAJCUDOWNIEJSZE

 

Totalna i całkowita amerykanizacja polskiej blogosfery podróżniczej oraz bezmyślne i jałowe kopiowanie wszystkiego od Amerykanów sprawia, że blogi takie jak ten, to teraz puste, komercyjne wydmuszki. Wszystko jest naj: najlepsze zamki na Słowacji, najlepsze hotele w Małopolsce, najpiękniejsze zabytki Krakowa, najlepsze noclegi we współpracy na booking.com. Zdradzimy pewien sekret: to wszystko jest najlepsze i najpiękniejsze, ponieważ albo bloger dostał dużo pieniędzy za artykuł albo chce go wypozycjonować w google. Wcale nie dlatego, że takie jest naprawdę.

Są blogi, takie jak bardzo lansujące się na każdej, możliwej grupie fejsbookowej, podróże rybki bez ości, gdzie nie ma żadnej innej treści niż wyliczanki. Zero w tym kreatywności, zero w tym polotu oraz inwencji twórczej Autora. Zero w tym treści dla Czytelnika. Takie wpisy rewelacyjnie się pozycjonuje w wyszukiwarkach, ale idąc tą drogą właściwie już nie będzie blogów pokazujących coś więcej. Komercja zabija w blogach podróżniczych pasję, kreatywność i same blogi podróżnicze. Toporne artykuły, pisane tylko i wyłącznie pod wyszukiwarki, bardziej odpychają niż zachęcają Czytelników. Czegoś takiego właściwie nie da się czytać. Natomiast ilość tych wyliczanek jest już tak wielka, że jak widzę kolejne 7 rzeczy, którymi zaskoczyła mi Albania, to robi mi się nie dobrze.

 

9. Zanik PRZYJAŹNI i WIĘŹI blogowych

 

Wieki temu, bo  około 2004 roku, prowadziłem przez dobrych kilka lat bloga osobistego. Nie było to nic ważnego ani specjalnego, ale wtedy nawiązywało się przyjaźnie blogowe, poznawało fajnych i ciekawych ludzi w ten sposób. Naiwnie myślałem, że działa to tak i teraz w świecie blogów podróżniczych. Niestety, nie. Przez dwa lata, jakie prowadzimy naszego bloga, udało nam się nawiązać jedną fajną i bezinteresowną przyjaźń blogową. Z Autorem kultowego bloga Kolej na Podróż oraz Świat Podróży Kolejowych. Dostałem od Pana Dariusza kilka cennych rad, szybko mnie uświadomił jak ten blogo biznes działa a jako jeden z najstarszych stażem polskich blogerów piszących o podrózach, to zna to bagienko na wyrost. Mam kilka innych blogów w odnośnikach: Stację Filipa, Nasze Bałkany, Moją Albanię czy Polako Gruzina. Komercyjne dawno temu już usunąłem. Przez te dwa lata nie doczekałem się nawet JEDNEGO komentarza (nie wspominając o linku) od ŻADNEGO bloga, który czytałem, linkowałem i komentowałem.

Często widzicie, że Ci sami komercyjni blogerzy polecają tych samych innych komercyjnych blogerów. Niech Was nie zmyli ta niby „przyjaźń blogowa”. Są to potworzone wzajemnie grupki interesów (Polish Travel Blogs i inni), mające na celu wzajemne wspieranie się w biznesie. Jeżeli zaczynasz bloga bądź masz mało Czytelników i fanów, żebyś nie wiem jak się starał, komercyjny bloger NIGDY Ci nie da linku u siebie ani nie skomentuje nic u Ciebie. Co najwyżej zajrzy kilka razy, aby ukraść kilka z Twoich pomysłów. Oni doskonale wiedzą, że bez wsparcia sponsorów, bazy linków liczącej po kilkadziesiąt tysięcy odnośników, wielkich pieniędzy na podróże, niczego z blogiem nie osiągniesz. Nie jesteś warty zainteresowania, bo nie przysłużysz się w rozwoju ich biznesu. Komentarze  będą bardzo mile widziane, bo to kolejna odsłona więcej ale na nic więcej nie licz. Najlepszym wyjściem jest krytyka znanych i dobrze sprzedanych blogerów. Będą regularnie Cię czytali, przerośnięte ego, na które większośc z nich cierpi a które widać w tytułach i sposobach pisania notatek, nie pozwoli im przyznać w czymkolwiek Ci racji, ale Ty będziesz mieć sławnych Czytelników. Mnie i Pana Darka ze Świata Podróży Kolejowych czytają regularnie 🙂 🙂 🙂

 

10. Komercyjne BLOGI PODRÓŻNICZE to obecnie mniejsze i większe MASZYNKI DO ZARABIANIA PIENIĘDZY

 

Blogi podróżnicze miały swoje źródła sukcesu w tym, że były i oferowały coś znacznie więcej niż grupy dyskusyjne, fora internetowe i strony www. Zanim się skomercjalizowały, były miejsc prawdziwym, autentycznym i szybko dzięki temu podbiły podróżniczy internet. Obecnie sa komercyjnym ściekiem i BIZNESEM AUTORÓW, mającym za zadanie dostarczać maksymalizację zysków przy minimalnych kosztach. Nie liczą się na nich żadne zasady ani Czytelnicy. Liczy się łatwy i szybki zysk. Komercyjne blogi podróżnicze można obecnie porównać do przedsiębiorstw turystyczno-reklamowo-handlowych i korporacji. Działają na dokładnie takich samy zasadach jak one. Zresztą największe komercyjne blogi, takie jak Wędrowne Motyle, to są prawdziwe przedsiębiorstwa branży reklamowo-turystycznej, za którymi stoi po kilkanaście i więcej osób. Nie dajcie się zwieść, że blogerzy robią tam wszystko sami. Teksty pisza wynajęci copywriterzy, komentarze moderuje rodzina lub pracownicy, a bloger to tylko kukiełka do selfich i instagrama.

Na sam koniec przygotowałem tabelkę z NAJWIĘKSZYMI ŚCIEMAMI  sprzedajnych blogerów podróżniczych:

Blogerska ściemaPrawdziwe znaczenie
Najlepsze noclegi we współpracy z....Noclegi, za których polecenie w linku afiliacyjnym bloger dostaje pieniądze
Najlepsze 10 hoteli w Małopolsce/Niemczech/Warszawie itpHotele, za których reklamę bloger wziął pieniądze
Odwiedź Liberec - ukryty klejnot Czeskiej RepublikOdwiedź Liberec, za którego reklamę blogerka wzięła naprawdę dobre pieniądze
Podlaskie klimaty! Ponad 25 miejsc, które warto odwiedzić na Podlasiu25 miejsc za zareklamowanie których w artykule sponsorowanym bloger wziął niemałe pieniądze
Hannower to piękne miastoDobrze zapłacili
Zakochałam się w BratysławieJeszcze lepiej zapłacili
To najlepszy hotel w jakim spałamNajlepiej zapłacili
Genialne szwajcarskie widokiDbają o kieszeń blogerów
Dzień dobry SZWAJCARIADzien dobry FRANKI OD SPONSORÓW
Straciłem w otchłani norweskich fiordów slajder, lustrzankę i dronaWymyśliłem bajeczkę, bo chcę strzyc barany
Przygotowałem dziś dla WASNapisałem dziś dla siebie i sponsorów
Potrzebuję 6.000 zł na wyjazd do Nepalu, jakby co dorzucę ze swoichDawajcie mi 6 kafli, bo szkoda mi wydawać swoje pieniądze
Szwankuje mi aparat, jest genialny a nie wyobrażam sobie innego niż Panasonic LumixNic mi nie szwankuje, nie chce mi się sięgnąć do własnej kieszeni ani iść do roboty, więc dawajcie szmalec

 

To, co się dzieje i jak wyglądają polskie blogi podróżnicze, pozwoliło nam wybrać swoją drogę. Od tego roku będziemy najlepszym, polskim antykomercyjnym blogiem podróżniczym. Będzie się działo, będzie rock and roll. RACUNAJTE NA NAS. LICZCIE NA NAS. Was zapraszamy do przeczytania innego artykułu o tym, do czego doprowadziły patologie komercyjnej blogosfery: TUTAJ – KLIK

Przejdź do komentarzy

Facebooktwitter