Marcin Armenia, Kaukaz

ORMIAŃSKIE GARNI, CZYLI POGAŃSKA ŚWIĄTYNIA BOGA SŁOŃCA — MITRY

Facebooktwitter
Świątynia słońca w Garni
Świątynia słońca w Garni w lipcowym słońcu Armenii

Garni i słynna pogańska świątynia słońca jest jedną ze standardowych atrakcji Armenii i okolic Erywania. Jest to jedyna klasycystyczna budowla w tym kraju. Również bardzo ciekawe i piękne są okolice, w których jest ona położona. Była to także pierwsza ze sztandarowych wizytówek Armenii, jaką zobaczyliśmy. Jednak po drodze zrobiliśmy błąd, ponieważ najpierw warto udać się do klasztoru Geghard, a potem wracając zahaczyć o Garni.

Cóż, następnym razem będziemy mądrzejsi:) Zatem, jak zwykle w lecie w tym rejonie świata, w upalne przedpołudnie udaliśmy się w poszukiwania transportu do miejsca odjazdu marszrutek zmierzających ku naszemu celowi podróży. Erywań charakteryzuje się tym, że nie ma centralnego dworca autobusowego. Owszem, stacja Kilikia pełni niby taką funkcję. Niestety, w bardzo ograniczonym zakresie. Do innych miejsc pojazdy wyruszają z ponad 10 parkingów, miejsc postoju i zatoczek. Dla zagranicznego turysty jest to czasem prawdziwe wyzwanie, aby taką miejscówkę zlokalizować. My stanęliśmy przed nim po raz pierwszy. Z przewodnika wynikało, że transport do Garni, powinien wyruszać z tzw. parkingu koło salonu mercedesa. Bardzo daleko od centrum. Na szczęście z Alei Masztoca okazało się, że dojeżdża tam trolejbus numer 5. Zatem wsiedliśmy w pojazd i teraz czekała nas najlepsza cześć zabawy. Mianowicie nie mieliśmy zielonego pojęcia gdzie wysiadać. W pewnym momencie nawet myśleliśmy, że poruszamy się w całkowicie złym kierunku. Koniec końców opuściliśmy trolej tam, gdzie zdawało nam się że to już.

Rzeczywiście, był jakiś salon mercedesa. Ale nie ma żadnego przystanku czy parkingu. Zapytaliśmy się, okazało się że teraz on znajduje się gdzieś niedaleko targowiska. Trochę zdziwieni byliśmy, że to tak naprawdę mini-marszrutka. Jeszcze mniejsza, niż te na UkrainieOkazało się, że wyruszają praktycznie co chwila. Nie mogę powiedzieć, aby przejazd nią był przyjemnym doznaniem. Plusem jest, że na Kaukazie na szczęście okna są szeroko otwarte w pojazdach komunikacji publicznej. Czego nie można niestety powiedzieć o naszych wschodnich sąsiadach. Po drodze jeszcze  trochę osób dosiadło. Za to zaskoczeni byliśmy ogromną wyżyną, którą ujrzeliśmy zaraz za Erywaniem.

 

Ormiańskie krajobrazy

 

Zaraz po wyjściu z busika, ujrzeliśmy to o czym czytaliśmy w internecie i przewodnikach. Że Armenia ma inny typ krajobrazu niż Gruzja. W tej ostatniej widzieliśmy fantastyczny Kaukaz Wielki, niesamowie doliny, fascynującą rzeźbę polodowcową. Tu tego nie ma. Jest po prostu ogromna, wysuszona wyżyna. I nic więcej. Surowe masy skalne, głębokie doliny, ziemia zwykle spalona słońcem. Zielony kolor przybierająca bardzo krótko na wiosnę. Teraz, w lipcu, nie było już po tym ani śladu. Pogoda też jakby inna. W Gruzji także było gorąco, ale cały czas kręciły się jakieś chmury, albo nadciągały opady znad Morza Czarnego. Tutaj zupełna cisza i upał. Oraz prawie 40 stopni w cieniu.

Zapewne to sprawia, że tak naprawdę ułamek ruchu turystycznego z Gruzji dociera do Armenii. Jednak dla nas ta wyżyna, to właściwie nic wokół także było fajne. Po soczyście zielonych kaukaskich stokach, tu całkowita odmiana. Czuliśmy, że chyba trochę tak musi wyglądać już prawdziwa Azja – to znaczy Iran i reszta Bliskiego Wschodu. Gruzja jest a przynajmniej stara się być, mocno europejska. Tutaj krajobraz jakoś się komponuje z tym, że w Armenii powiew Azji i Wschodu czuć już znacznie bardziej. Na zdjęciach powyżej możecie podziwiać wspaniałe widoki na poszarpany i skalisty wąwóz rzeki Azat. Trzeba koniecznie w bardziej sprzyjających temperaturach wybrać w wędrówkę jazem wytyczonym w nim szlakiem turystycznym. My w to gorąco odpuściliśmy.

 

Garni i świątynia słońca

 

Klasyczna pogańska świątynia słońca na zdjęciach, gdy ją wcześniej widziałem, od razu skojarzyła mi się z Bliskim Wschodem. A konkretnie rzecz biorąc z jednym z cudów starożytnego świata – Baalbek w Libanie. Jedną rzecz muszę Wam także powiedzieć. Na fotografiach Garni wydaje się znacznie większe, niż w rzeczywistości. Tak naprawdę budowla jest mała. Jest ona pozostałością, istniejącego w starożytności, kompleksu fortecznego. Wspomina o tym miejscu w swoich kronikach słynny rzymski historyk Tacyt. Miejsce było w przeszłości rezydencją królów oraz oprócz punktu kultu były tu także: część mieszkalna, sala kolumnowa, łaźnia i pomieszczenia dzienne. Świątynię, najważniejszą i jedyną ocalałą do dziś dnia część kompleksu, wybudowano prawdopodobnie w I wieku n.e i poświęcono pogańskiemu bóstwu słońca – Mitrze.

Niestety, to co dziś oglądamy to wierna rekonstrukcja, ponieważ oryginał został zniszczony podczas trzęsienia ziemi w XVII wieku. Odbudowano ją dopiero w XX stuleciu naszej ery. Natomiast sowiecka rekonstrukcja robi wrażenie i ja bym nie powiedział, że budowla została odnowiona tak niedawno. Na miejscu jest mnóstwo turystów i zwiedzających. Z głośników sączy się tradycyjna muzyka. My bardzo miło, mimo panującego piekielnego żaru, spędziliśmy tu kilka godzin. Jest to idealne i obowiązkowe miejsce na jednodniowy wypad z Erywania. Koniecznie trzeba także udać się do niedalekiego Geghard.

 

 Garni – informacje praktyczne

 

  • wycieczkę do Garni oferują wszystkie agencje i hostele organizujące jednodniowe tripy z Erywania. Jest ona prawie zawsze połączona ze zwiedzaniem nieodległego monasteru Geghard. Ceny są dość spore, dlatego warto skorzystać z marszrutek;
  • jak dojechać do Garni? Ze stolicy dotrzemy tutaj busikami z tzw. dworca Gai. Tak naprawdę to żaden dworzec, a malutki postój, który w dodatku jeszcze dość ciężko zlokalizować. Musimy z alei Masztoca udać się trolejbusem numer 5 i po bardzo długiej jeździe wysiąść koło salonu mercedesa na ulicy Gai. Nie jest to łatwe zadanie, ale za pomocą GPSu zupełnie wykonalne – nam się udało:). Cena za marszrutkę do świątyni do 250 AMD (2 zł), dlatego zupełnie bez sensu jest kupować wycieczkę;
  • warto zaplanować to w ten sposób, aby najpierw dotrzeć do Geghard, a w drodze powrotnej zahaczyć o świątynię słońca. My popełniliśmy błąd, a w panujących w lipcu temperaturach nie mieliśmy już ani ochoty ani siły ruszyć się dalej;
  • bilet wstępu kosztuje 1500 AMD czyli jakieś 12 zł;
  • aby wrócić do Erywania z Garni, musimy się cofnąć do miejsca, gdzie przyjedziemy busikiem. Nie będziemy czekać długo, ponieważ jeżdżą bardzo często – mniej więcej co 30 minut;
  • dobrym pomysłem jest udanie się potem taksówką do monasteru Geghard, powinno to kosztować nie więcej niż 3000 AMD (24 zł)

 

Garni na filmie (PLAY)

 

 

Galeria zdjęć (KLIK)

 

 

Panoramy Garni i okolicy (KLIK)

 

 

świątynia Garni
Panorama na kompleks w którym znajduje się świątynia Garni
Wyżyna armeńska i kanion rzeki Azat
Wyżyna armeńska i kanion rzeki Azat

 


Jeżeli podobał Ci się ten wpis oraz świątynia w Garni a chciałbyś więcej informacji, zdjęć oraz filmów zapraszamy do wsparcia nas i polubienia NASZEGO FEJSBOOKA. Dziękujemy 🙂 🙂 🙂 


 

ZAPRASZAMY DO POCZYTANIA WIĘCEJ O ARMENII I KAUKAZIE

 

Przejdź do komentarzy

Facebooktwitter