Marcin Gruzja, Kaukaz

Batumi, ech Batumi czyli gdzie są herbaciane pola?

Facebooktwittergoogle_plus
Batumi
W czasach młodości naszych rodziców wszyscy śpiewali „Batumi, ech Batumi”… Plaża w mieście.

Gdy jeszcze mnie na świecie nie było, a nasi rodzice byli dziećmi, cała Polska razem z Filipinkami śpiewała „Batumi, ech Batumi”:

W swych wędrówkach przeszłyśmy wiele miast,
Wiele mórz i rzek,wiele gór wśród gwiazd
Ale miasto, o którym śpiewamy dziś,
Milsze jest, bo z nim wiążą się nasze sny
Ale miasto, o którym śpiewamy dziś,
Milsze jest, bo z nim wiążą się nasze sny 

To było jakieś 50 lat temu, ale przeciętnemu Polakowi Batumi do dziś dnia właśnie kojarzy się z polami herbaty oraz piosenką. Dzięki utworowi czarnomorski kurort pozostaje w masowej pamięci naszego społeczeństwa. Prawdopodobnie jest także jednym z niewielu, obok Tbilisi, miast gruzińskich, które Polacy znają. Podczas naszej lipcowej wyprawy na Kaukaz mieliśmy zaplanowane trzy dni w tym mieście. Wcześniej sporo naczytaliśmy się negatywnych opinii o nim. Polacy w zasadzie jak jeden mąż krytykują Batumi za kicz, przerost formy nad treścią, ogromne kontrasty w zabudowie i właściwie za wszystko. Nie wiem czy znalazłem chociaż jedną pozytywną relację z tego miejsca. Z tym większym niepokojem zmierzaliśmy do Batumi.

Batumi stolica Adżarii

 

Po utracie w 1993 roku przez Gruzję Suchumi, uchodzącego w propagandzie radzieckiej za najpiękniejszy kurort Sojuza, stolica Adżarii została czarnomorskim oknem na świat tego kraju. Abchazji Gruzinom już nigdy nie udało się odzyskać. Na szczęście z Adżarią, a to także była republika autonomiczna, sytuacja polityczna rozwinęła się inaczej. Po odzyskaniu niepodległości przez Gruzję w 1991 roku, Adżaria posiadała status republiki autonomicznej, tak jak Abchazja. Ta druga w wyniku krwawej wojny domowej de facto odłączyła się od Tbilisi, tworząc jedno z tzw. państw nieuznawanych. Adżaria podczas prezydentury Eduarda Szewardnadzego także znajdowała się poza kontrolą Gruzji. Kolejny prezydent, Micheil Saakaszwili postanowił odzyskać kontrolę nad zbuntowaną prowincją. Jego ultimatum oraz oddolne protesty Adżarów doprowadziły do upadku rządów lokalnego władcy w maju 2004 roku i odzyskania kontroli nad tą prowincją przez władze centralne.

Podjęto decyzję o uczynieniu z miasta nie tylko najważniejszego kurortu w kraju, ale chyba nad całym Morzem Czarnym. Miasto zupełnie nie przypomina innych gruzińskich ośrodków miejskich. Jest także zupełnie inne niż stolica. My mieliśmy skojarzenia z połączeniem Las Vegas ze stolicą jakiejś bananowej republiki na Karaibach 🙂 Mnóstwo turystów, z naciskiem na Turków, Irańczyków i Ormian. Stosunkowo jednak niewielu z Europy Zachodniej. O ile, w naszej ocenie, Suchumi to taki mini kurort, to tutaj widać rozmach.

Nasze wrażenia po przybyciu do Batumi

 

W stolicy Adżarii spędziliśmy trzy pełne dni. Przyjechaliśmy tutaj marszrutką prosto z Mestii – serca gór Kaukazu Wielkiego. Wylądowaliśmy w centrum miasta i rzeczywiście robi ono piorunujące wrażenie. Wielki diabelski młyn, ogromna wysadzana palmami promenada, wieżowce i budynki jako żywo przypominające Las Vegas. Przynajmniej tak to wyglądało w centrum. Mieliśmy zarezerwowany nocleg gdzieś niezbyt blisko śródmieścia. Szliśmy uliczkami i nagle rzeczywiście ujrzeliśmy te wspominane w przewodniku kontrasty. Obok pięknie wyremontowanego, starego miasta, rozlatujące się bloki i kamienice. Ale nie raziło nas to za bardzo. Do naszego guesthousu prowadziła droga przez tereny niezbyt urocze i mieliśmy już złe myśli na temat tego noclegu.

A tu szok i niespodzianka: w SISTERS WARM GUESTHOUSE czekał na nas apartament piękny jak w jakimś pałacu. Wszystko w marmurach, łazienka z wanną z hydromasażem, pokój piękny. Nigdy chyba jeszcze w takich warunkach nie spaliśmy, a cena 20 lari od osoby! Po krótkim odpoczynku zostałem zaproszony przez fantastycznych właścicieli na obiad i oczywiście domowe wino. Zdecydowaliśmy się także z Bartkiem, pierwszy raz w Gruzji, domówić do noclegu domowe śniadanie. Więc początek pobytu nad Morzem Czarnym zapowiadał się bardzo zachęcająco 🙂

 

Zwiedzanie Batumi

 

Teoretycznie nad morze w lipcu przyjeżdża się plażować, ale niekoniecznie to dotyczy Morza Czarnego oraz tego rejonu wybrzeża. My spodziewaliśmy się pogody jak w Czarnogórze, tymczasem ani na chwilę nie pokazało się słońce. Jak na połowę lipca, trochę niefajnie. Było gorąco i bardzo wilgotno, ale ciemne chmury przykrywały całe niebo. Prognozy na kolejne dwa dni także nie były optymistyczne, zatem pozostawało nam włóczenie się po mieście.

Zwiedzanie i nasz popołudniowy spacer rozpoczęliśmy od portu. Pogoda, jak widzicie na zdjęciach, raczej średnio dopisywała. Natomiast sam port nam się podobał. Udaliśmy się z Bartkiem na kawę mrożoną, a potem w dalszą wędrówkę. Powiem Wam, że mimo iż miasto robi szokujące wrażenie ogromem przebudowy, wielkich hoteli, nowej promenady, to nam się podobało.

Może jesteśmy jacyś inni, ale nawet wbrew pogodzie, było fajnie. Relaksująca atmosfera, widoki niczym w Las Vegas plus (stare-nowe) stare miasto. Tak spacerując doczekaliśmy wieczora, a wtedy wszystko rozbłysło światłem. W samym centrum starówki jest wybudowana piazza, niczym we Włoszech. Oczywiście to jest nowe, trochę (a dla niektórych) bardzo kiczowate. Robi jednak wrażenie. Przy czym nasze Świnoujście czy Sopot wygląda w porównaniu do stolicy Adżarii jak biedny kuzyn. Tak pięknie podświetlonych budynków nie widziałem nigdzie, no może tylko w Tbilisi.

Batumi, ech Batumi
Herbaciane pola Batumi
Cykadami dźwięczący świt
Świadkiem był szczęścia chwil. 

Wydaje mi się także, że jednak stare miasto zostało naprawdę pięknie odnowione. Mi się osobiście podobało nawet bardziej niż to w stolicy. Co więcej, mimo przepychu, wręcz bizantyjskiego, ceny potrafią mile zaskoczyć. Jest taniej niż na starówce Tbilisi i taniej niż w Kazbegi.

Kolejne miejsca, gdzie warto się udać w Batumi to:

  • delfinarium – jedna z największych atrakcji miasta. Chciałem się udać na jakiś pokaz ale Bartek był przeciwny. Mi się wydaje, że mimo iż także jestem przeciwny takim show i trzymaniu zwierząt w niewoli, to warto się tam udać. Pokazy odbywają się o 14, 17 i 21.00, a bilety wstępu kosztują 15-20 GEL (22,50 – 30 zł). Można także popływać z delfinami, ale to już naprawdę będzie spory wydatek. Myślę, że delfinarium w Batumi to spora atrakcja, nie tylko dla dzieci 🙂
  • kolejka linowa Argo – to także jeden z symboli morskiej stolicy Gruzji. Otwarta w 2013 roku, ma długość ponad 2000 metrów. Wywozi turystów na wzgórze Anuria, skąd możemy podziwiać piękne widoki na panoramę miasta i Morza Czarnego. Niestety my mieliśmy przez całe trzy dni niebo zasłonięte grubą kołdrą czarnych chmur, więc się nie zdecydowaliśmy;
  • fontanna multimedialna – jest raczej słaba, bardzo cicha (!?) i zdecydowanie nie warto się wybrać tam tylko dla niej;
  • piękny ogród botaniczny  – znajduje się 9 kilometrów na północ od centrum. My, ze względu na pogodę, tam się nie udaliśmy, ale chociaż przy odrobinie słońca zdecydowanie warto się tam wybrać. Był to jeden z najpiękniejszych i najsłynniejszych ogrodów botanicznych w całym ZSRR. Za nim możemy podziwiać słynne herbaciane pola 🙂

Słynna gruzińska gościnność 

 

Nasz internet pełen jest bajkowych relacji o tym, że w Gruzji turysta jest darem niebios, jest goszczony za pół darmo, a wino leje się strumieniami i biesiady przypominają rzymskie wielkie żarcie. Przez pierwsze dwa tygodnie naszego pobytu nic takiego nie widzieliśmy, co więcej w Mestii, spotykały nas raczej niemiłe przygody. Wrażenie mieliśmy także, że na Bałkanach jednak ludzie są dużo bardziej gościnni i mili. Aż przybyliśmy do miejsca najbardziej turystycznego w całym kraju, gdzie nocleg mieliśmy zaplanowany w SISTERS WARM GUESTHOUSE.

Chciałbym także zaznaczyć, że NIGDY żadna restauracja ani miejsce noclegowe nie wie, że będzie tu opisane. Więc wszystko co tu czytacie to nasze autentyczne doświadczenie. Dotyczy się to także historii poniżej.

Gospodarze naszego pensjonatu próbowali przez 1,5 godziny się do nas dodzwonić, następnie skontaktować się na whatsappie. Zastanawialiśmy się po co? Okazało się, że chcieli nas po prostu odebrać z marszrutki. Następnie czekali na nas na stacji autobusowej. Potem zgarnęli naszą paczkę już z drogi do domu. Na sam początek zostałem zaproszony na obiad i domowe wino. Ponieważ nigdy nie oczekuję niczego za darmo, nie bardzo miałem ochotę. Domyśliłem się jednak, że chyba nietaktem by było odmawiać. Kolejnego dnia zdecydowaliśmy się zamówić śniadania do noclegu, za 10 GEL (15 zł). Tak pysznego omletu razem z serem nigdy jeszcze nie jadłem. Domowy dżem z brzoskwiń i pomidorki także były fantastyczne.

Po śniadaniu udaliśmy się zwiedzać miasto. Po trzech dniach pobytu musieliśmy jakoś dostać się na dworzec autobusowy na 7 rano. Gospodarze już wcześniej zaproponowali, że nas tam zawiozą. Oczywiście za darmo. Nasz właściciel chciał także za free pokazać nam samochodem okoliczne góry Adżarii. Stwierdziłem, że to chyba jednak za dużo i nie chciałem nikogo wykorzystywać. Zatem wstaliśmy o 6.30 i chyłkiem chcieliśmy się wymknąć. Niestety Pan się obudził i cały zaspany już stał przy samochodzie i nie było mowy, abyśmy szli na stację piechotą. W ten sposób pożegnaliśmy Batumi oraz doświadczyliśmy legendarnej, gruzińskiej gościnności 🙂 Nam w Batumi się podobało i jeszcze tu wrócimy! A czy Wy z ciężkim sercem pożegnacie także Gruzji brzeg? Przekonajcie się sami 🙂

Z ciężkim sercem żegnamy Gruzji brzeg
Śpiew twój dźwięczny jak drogi echo biegł
Dziś gdy oczy przymkniemy widzimy znów
Obraz ten, to marzenie naszych snów.

 

 Batumi – informacje praktyczne

 

  • gdzie spać w Batumi? My oczywiście polecamy tylko jedno jedyne miejsce – SISTERS WARM GUESTHOUSEo którym sporo już napisaliśmy akapit wcześniej;
  • jeśli chodzi o ceny w Batumi to my byliśmy raczej pozytywnie zaskoczeni. Jest taniej niż Tbilisi i Kazbegi. Jak na główny i największy kurort Gruzji, to w naszym odczuciu było taniej niż nad polskim morzem. Ceny w knajpkach i restauracjach także nie były zabójcze 🙂
  • po mieście kursują marszrutki oraz małe autobusy miejskie. Nasz nocleg był nieco oddalony od centrum, dlatego korzystaliśmy z nich. Bilety kupujemy wschodnim zwyczajem u konduktorki w środki. Cena to bodajże 60 tetri czyli 90 groszy. Kasujemy je potem w kasownikach – z Polski, produkowanych przez firmę R&G w moim rodzinnym Mielcu 🙂
  •  jak dojechać do Batumi? Raczej słabo wyglądający dworzec autobusowy przy ul. Majakowskis oferuje bardzo dużo połączeń. Dojedziemy do: Poti (6 GEL), Zugdidi (12 GEL), Kutaisi (10 GEL), Achalciche (20 GEL), Bordżomi (20 GEL) i Tbilisi (20-25 GEL). Marszrutki z i do Mestii (my tak przyjechaliśmy) wyruszają spod stacji kolejki linowej Argo rano;
  • pociągiem do Batumi. Zupełnym przeciwieństwem jest piękny i nowy dworzec kolejowy. Oddalony od centrum jest dość mocno. Dojedziemy stąd pięknymi i nowymi pociągami do stolicy, a także podmiejskim składem do Kutaisi. Połączenia i ceny w tabelce:
Z Batumi do:TbilisiKutaisiOzurgetiTbilisi - Batumi
Odjazdy0.35*, 7.30, 17.558.257.550.35*, 8.00, 17.35
Przyjazdy6.00*, 12.25, 22.5012.0510.006.02*, 12.59, 22.34
CenaI kl - 59,50 GEL (90 zł)
II kl - 23,50 GEL (33 zł)
I kl - 59,50 GEL (90 zł)
II kl - 23,50 GEL (33 zł)
Uwagi* kurs co drugi dzień* kurs co drugi dzień
  • czarnomorska pogoda w Batumi potrafi być niestety niemiłym zaskoczeniem. Jeżeli nastawiamy się na adriatyckie słońce i plażowanie to nie nad Morzem Czarnym. W lipcu i sierpniu jest tu bardzo wilgotno, sumy opadów także są duże, a powietrze przypomina gęstą zupę;

 

Batumi na filmie

 

Galeria zdjęć

 

 

Jeżeli podobał Ci się ten wpis z Batumi  i chciałbyś więcej informacji, zdjęć oraz filmów zapraszamy do wsparcia nas i  polubienia naszego fejsbooka. Dziękujemy 🙂 🙂 🙂 

 

 

ZAPRASZAMY DO POCZYTANIA WIĘCEJ O KAUKAZIE 🙂 🙂 🙂

 

Przejdź do komentarzy

Facebooktwittergoogle_plus