Prcanj, czyli malutka perła architektury i historii

Facebooktwittergoogle_plus
Prcan
Prcanj to prawdziwa perła architektury w Zatoce Kotorskiej
Malutki Prcanj był końcowym etapem zwiedzania Zatoki Kotorskiej trzeciego,  deszczowego dnia. Spodziewałem się ulewy lada moment a tu nadmorska aura, przynajmniej na chwilę, mnie zaskoczyła. Na moment nie padało. Udałem się najpierw na cmentarz.

Osada, podobnie jak Muo i Perast, zachowana jest w całkowicie historycznym stanie. Kotor jest fantastycznie piękny, jednak zwróciłem uwagę, że jest sporo niezbyt pięknych bloków z czasów prosperity wielkiego Marszałka Tito. Tu tego nie ma. Z uwagą przyglądałem się nagrobkom, szczególnie interesujące były te z początku wieku. Zauważyłem włoskie nazwiska oraz nagrobki partyzantów z czasów wojny z Niemcami i Włochami. Zaskoczyło mnie, że wszystkie mogiły były zadbane. Ponadto wszelkie pomniki i symbole komunistycznej Jugosławii, stoją i mają się dobrze. Spacerowałem sobie po nekropolii i zauważyłem, że mi także ktoś się przygląda. Spojrzałem w górę, a tam stał piękny, długowłosy koziołek. Nie wiem, czy był dziki lub czyjąś własnością, ale uciekł, gdy chciałem zrobić mu lepsze zdjęcie.

Prcanj, tak jak Muo, jest o tej porze roku zupełnie puste. Trochę to dla mnie zaskakujące, bo prezentuje się nie gorzej, niż już dość popularny Perast. Prawdopodobnie jeszcze lonely planet czy komercyjne blogaski nie ochrzciły go jako „hidden gem” (ukryty klejnot). Nie przepadam za tymi kalkami z angielszczyzny na polskich blogach podróżniczcych, bo wychodzą z tego potem idiotyzmy językowe. Niemniej jednak osadę na pewno mogę określić jak perłę historii i architektury. Ponieważ nie jestem zwolennikiem dzikich tłumów zwiedzających, a już Amerykanie made in lonely planet, którzy z przejęciem realizują swoje bucket listy, działają mi wybitnie na nerwy, to podróż poza sezonem w takie miejsca jak Prcanj uwielbiam.

Miasteczko widziałem już kiedyś, ale z pokładu statku, którym odbywaliśmy trzy lata temu rejs po Zatoce Kotorskiej. Wyglądało pięknie. Weneckie, średniowiecznie i renesansowe budowle, wyglądały na prawie całkowicie zatopione w śródziemnomorskiej roślinności. Osada widać było, że znajduje się na uboczu głównego szlaku turystycznego. Do pozostałych, głównych atrakcji Boki Kotorskiej (tj.do Kotoru, Herceg Novi, Risanu czy Perastu) docierają bezpośrednie busiki ze stolicy. Tutaj możemy dotrzeć pieszo (około 5  kilometrów) lub lokalnym busikiem. Który przyjedzie. Albo i nie :).

 

Prcanj – zabytki i zwiedzanie

 

Prcanj przywitał mnie, jak już wcześniej wspomniałem, aurą prawie sztormową. Miasteczko na pierwszy rzut oka wyglądało na zupełnie wymarłe. Ogromne wrażenie robi nie tylko piękna, wenecka zabudowa. Jeszcze większą impresję wywiera klimat tego miejsca. W Perascie już widać atak masowej turystyki. Wszystko się buduje, remontuje. Tutaj nie dość, że ma się wrażenie pobytu w jakimś postkolonialnym suspensie, to jeszcze widać, że upływ czasu oraz morskie powietrze odcisnęły wyraźne piętno na miasteczku.

Zwiedzanie rozpocząłem od miejscowego malutkiego cmentarza, czyli groblje. Bardzo polecam, abyście się także tam udali. Położone wśród tropikalnej roślinności nagrobki przypominają o przeszłości tego miejsca. Włoskie, jugosłowiańskie oraz komunistyczne groby są cały czas zadbane. Z nekropolii mamy także piękny widok na zatokę oraz najważniejszy zabytek miasta, tj. kościół Narodzenia Matki Boskiej. Wybudowany został w latach 1789-1813. Materiał do jego budowy przywieziono z chorwackiej wyspy Korcula. Świątynia jest trzynawowa, wybudowana na planie krzyża. Dojście do niej prowadziło kiedyś po schodach wśród palm. Palm teraz już nie ma:). W środku znajduje się barokowy ołtarz z (podobno) pięknym obrazem Matki Boskiej z XV wieku. Niestety, gdy ja tam byłem, wejście do środka było zamknięte.

Świątynia robi wielkie wrażenie, tym bardziej że jej ogrom trochę już teraz nie pasuje do Prcanja, który liczy ledwie 1200 mieszkańców. Inne, zabytkowe kościoły to: ruiny kościoła Narodzenia Bogorodzicy Marii oraz pozostałości przedromańskiego kościoła św. Tomasza. Szczególnie te pierwsze warto ujrzeć – prowadzi tam ukryta ścieżka. W centrum miasteczka mamy jeszcze XVIII wieczny klasztor franciszkanów, gdzie mieści się obecnie muzeum miejskie. Poza tym na tak niewielkim obszarze są kolejne zabytkowe świątynie: kościół św. Anny z XIV wieku, kościół św. Jana Chrzciciela z 1221 roku, XVIII wieczny kościół Gospe od karmena oraz XVII wieczna świątynia św. Antoniego Padewskiego. Robi to wszystko wrażenie jakiegoś Rzymu, tyle że opuszczonego i zagubionego w tropikach.

 

 

Miejscowa legenda – „tri sorele”

 

Prcanj, jak każda szanująca się miejscowość z wielką historią, ma także swoją legendę. W czasach Republiki Weneckiej, pod której panowaniem znajdowała się cała Boka Kotorska w XVIII i XVIII wieku, mieściła się tutaj szkoła morska. W domu, który znajduje się w południowej części osady nad brzegiem morza, mieszkały trzy siostry. Wszystkie trzy zakochały się w pewnym pięknym marynarzu i każda obiecała, że będzie czekać na jego powrót. Ukochany prawdopodobnie zaginął gdzieś na morzach i oceanach, natomiast siostry czekały. Gdy jedna umierała, kolejna zamurowywała okno w jej pokoju. Gdy odeszła ostatnia, pozostała niezamurowana okiennica. Kamienny dom możecie podziwiać do dziś dnia, a legenda idealnie dodaje romantycznej aury, dziś już jednak nieco zapomnianemu Prcanjowi.

Gdy pospacerujecie dłużej po osadzie, to z pewnością Waszą uwagę przyciągną piękne detale architektoniczne. Znajdziecie także kilka innych zabytkowych pałaców weneckich z XVII-XVIII wieku. Najfajniejsze jest to, że wyraźnie widać na nich odcisk i piętno czasu. Czujemy, że przebywamy w autentycznie historycznym miejscu. Wizytę tutaj Wam bardzo, bardzo polecam. Pięciokilometrowy spacer z Kotoru będzie także pięknym przeżyciem estetycznym, wrócić możecie buskiem. Na koniec zapraszamy jak zwykle do informacji praktycznych i galerii zdjęć.

 

Prcanj – informacje praktyczne

 

  • do miasteczka jest około 5 kilometrów z Kotoru. Możemy wybrać się na spacer, po drodze zahaczając o piękną osadę rybacką Muo. Jeżeli jesteśmy zbyt zmęczeni lub goni nas czas, to pozostaje lokalny buski firmy blue line;
  • przewozy na tej trasie są realizowane podmiejskimi autobusami wspomnianego wyżej przewoźnika. Strona internetowa z rozkładami jazdy jest mniej więcej od 10 lat w budowie. Informacje uzyskałem od Pani w kiosku. Odjazdy z Kotoru do Prcanja odbywają się o każdej pełnej godzinie. Autobusik najlepiej łapać koło grill baru Tanjga, zaraz blisko dworca autobusowego. Kierowcy zatrzymują się na ulicy i na zamachanie ręką.
  • rozkład jazdy, jak wszędzie w Czarnogórze, jest kwestią umowną. Może okazać się, że pojazd pojechał już 20 minut temu (bo przecież i tak nikt nie czekał:), może też w ogóle nie przyjechać. Powroty na trasie Prcanj-Kotor odbywają się kwadrans po każdej godzinie z Prcanja;
  • moje doświadczenia z marca tego roku są takie: autobus na trasie Kotor-Muo-Prcanj nie pojawił się wcale, natomiast w odwrotnym kierunku – był dwadzieścia po, czyli tylko 5 minut kasni, czyli opóźniony. Bilet kupujemy u kierowcy – cena to 1 €;
  • w miasteczku jest malutki supermarket, dwie lub trzy knajpki. Bankomatu nie zauważyłem więc prawdopodobnie go nie ma. Poza sezonem może się zdarzyć, że ktoś zatrzyma się sam z siebie i zaproponuje podwózkę. Mi zdarzyło się to teraz dwukrotnie w ciągu jednego popołudnia:);
  • jest także kilka obiektów noclegowych, które jednak mógłbym polecić tylko posiadającym własny transport. Do Muo dotrzemy spokojnie piechotą z Kotoru, to codzienny pięcio kilometrowy spacer tutaj, zwłaszcza latem, może być zbyt czasochłonny i męczący;

 

Galeria zdjęć 

 

 

Jeżeli podobał Ci się ten wpis oraz Prcanj a chciałbyś więcej informacji, zdjęć oraz filmów zapraszamy do wsparcia naszego serwisu i polubienia naszego fejsbooka. Dziękujemy, to dla nas nagroda 🙂 🙂 🙂

 

ZAPRASZAMY, ABYŚCIE POZNALI LEPIEJ PIĘKNĄ CZARNOGÓRĘ 🙂 🙂 🙂

 

 

Przejdź do komentarzy

Facebooktwittergoogle_plus