KARKONOSKIE VRCHLABI, czyli czy jest coś fajnego zaraz za Trutnovem ???

Facebooktwitter
Vrchlabi
Malutke Vrchlabi chyba nieczęsto przyciąga turystów

Chciałbym napisać, że korzystając z pięknej, majowej pogody oraz wolnego weekendu, udałem się na słoneczny wypad po polsko-czeskim pograniczu. Niestety, mieliśmy najzimniejszy maj od kilkunastu lat i wycieczki do Trutnova czy pięknego Nowego Miasta nad Metują odbywają się w listopadowych temperaturach.

Wolałbym powiedzieć, że mój wyjazd w Święto Pracy do Nachodu był w złych warunkach atmosferycznych, ale te w porównaniu do obecnej aury, były fantastyczne. Kolejny wypad po tutejszym, Czeskim pograniczu, rozpocząłem tradycyjnie na stacji kolejowej we Wrocławiu, wsiadłem do pociągu do Sędzisławia i tam miałem przesiąść się w czeskiego motoraczka jadącego w kierunku Trutnova. Poranek zapowiadał się nawet obiecująco, ponieważ po drodze przebijało bardzo ładne słoneczko. Ludzi w pociągu było sporo, natomiast malutka łupinka, do której się przeniosłem, nieodmiennie przywołuje nostalgiczne czeskie klimaty kolejowe.

Sama linia kolei żelaznej z Lubawki do Kralovca i dalej jest jedną z piękniejszych na Dolnym Śląsku i polsko-czeskim pograniczu. Wprawdzie dużo większe wrażenie robi zupełnie nieznana wśród miłośników kolei trasa z Lipovych Lazni do Javornika to tu także jest co podziwiać. Zaraz za Lubawką zmierzamy w kierunku Republiki Czeskiej przez pięknie o tej porze roku wyglądające Góry Krucze i Bramę Lubawską. Jeżeli wysiądziemy w Lubawce, to może ona być bardzo dobrym punktem startowym do zwiedzania Chełmska Śląskiego i wspaniałej, europejskiej perły baroku – Krzeszowa. Droga żelazna wprawdzie już tam nie dociera, ja jednak bardzo polecam oba miejsca. Są absolutnie wyjątkowe, nie tylko w skali Dolnego Śląska. My jednak dziś zajmiemy się tym, czy jest coś do zobaczenia zaraz za Trutnovem.

 

 

Zwiedzając Vrchlabi

 

Do Vrchlabi prawdopodobnie nigdy bym nie trafił, gdyby nie uważna lektura przewodnika wydawnictwa Bezdroża „Czechy Północne”, potwierdzona ostatnim prezentującym coś porządnego wydaniem Czech Pascala, z 2013 roku. Jest to największe miasto u podnóża Karkonoszy, położone w dolinie Łaby, na średniej wysokości 477 m n.p.m.. Rezyduje tu dyrekcja parku narodowego, działa Muzeum Karkonoskie i biuro informacji turystycznej. Dotarłem oczywiście koleją a w międzyczasie pogoda,  zdążyła się solidnie popsuć. Niebo zrobiło się prawie czarne i zwiedzanie miasteczka musiałem kontynuować w paskudnej aurze. Atrakcją osady jest jej malownicze położenie oraz zabytkowa zabudowa centrum z drewnianymi, podcieniowanymi domami.

Vrchlabi na kartach dziejów

Pierwsi kolonizatorzy osiedlili się tutaj w XIII wieku. W połowie XVI stulecia powstał zamek, wielokrotnie przebudowywany i do dziś wznoszący się w centrum miasta. W 1624 roku okoliczne ziemie przejął Albrecht von Wallenstein. Po jego śmierci posiadłości zostały skonfiskowane przez państwo, a król Ferdynand II podarował zamek Rudolfowi Morzinowi. Jego potomkowie utrzymywali je w swoich rękach aż do końca II wojny światowej.

Miasteczko robi dość przyjemne wrażenie i jest nieco inne niż pobliski Trutnov. Z dworca kolejowego po około kilometrowym spacerze docieramy do serca ośrodka. Widać efekty niedawno zakończonych prac remontowych na rynku i w jego okolicach.

Najważniejsze atrakcje miasteczka to klasztor poaugustiański, gdzie obecnie znajduje się drugi oddział Muzeum Karkonoskiego. Zamek, o którym będzie więcej za chwilkę, ratusz oraz kościół św. Wawrzyńca. Ja niestety nie miałem pogody, aby tymi miejscami w jakikolwiek sposób się delektować. Mogę napisać, tylko że je widziałem. W okolicach zameczku odbywał się jakiś bieg czy inna tego typu impreza sportowa a kropiący deszcz kazał mi się jak najszybciej zmywać więc także nie mogłem zrobić zbyt wielu fajnych zdjęć. Szkoda, bo miejsce jest chyba naprawdę ciekawe, co jeszcze zobaczycie poniżej.

 

Zabytki i zamek w Vrchlabi

 

Na tyłach ryneczku stoi zamek zbudowany w latach 1546-1548 przez Krzysztofa Gendorfa. Swój obecny wygląd zawdzięcza licznym przebudowom dokonanym w wieku XVII oraz na przełomie XIX i XX stulecia. Pierwotnie był to zamek nawodny, dopiero w czasach baroku zrezygnowano z systemu obronnego, zakładając wokół park przypałacowy. Masywną, trzypiętrową bryłę otaczają cztery wieże narożne. Ściany utrzymane są w białej tonacji. Niestety, ja zamku ze względu na odbywającą się imprezę sportową zwiedzić od środka nie zdołałem. Bardzo za to spodobał mi się wspaniale utrzymany park wraz z oczkiem wodnym.

Róg namesti T.G. Masaryka zajmuje ratusz, wzniesiony w stylu renesansowym w  roku 1591, następnie przebudowany w latach 1732-1737. Od strony ulicy budowlę zdobi niewysoka wieża z zegarem, na którym widnieje łaciński napis Ultima latet, co oznacza „Ostatnia godzina jest ukryta”. W ratuszu mieści się punkt informacji turystycznej. Mnie siedziba rajców miejskich się spodobała. Ostatnim miejscem, gdzie zajrzałem mocno poganiany przez deszcz, był kościół św. Wawrzyńca. Znajduje się on naprzeciwko Muzeum Karkonoskiego. Zbudowany został w 1886 roku w stylu neogotyckim z białego i czerwonego piaskowca. Imponująca wieża ma 60 metrów. Nieopodal świątyni znajduje się typowa dla wielu czeskich miast kolumna morowa. Ta pochodzi z 1696 roku. Na tym zwiedzanie Vrchlabi zakończyłem i zamierzam tu wrócić, ale w bardziej sprzyjających okolicznościach pogodowych. Przed Wami jeszcze  filmik i galeria zdjęć. Zapraszam do dalszej części wpisu.

 

Vrchlabi na filmie (PLAY)

 

 

Galeria zdjęć (KLIK)

 

 


Jeżeli podobał Ci się nasz wpis oraz Vrchlabi a chciałbyś więcej informacji, zdjęć oraz filmów zapraszamy do wsparcia naszego bloga i  polubienia NASZEGO FEJSBOOKA. Dziękujemy 🙂 🙂 🙂 


 

ZAPRASZAMY POZNAJCIE LEPIEJ POLSKO-CZESKIE POGRANICZE 🙂 🙂 🙂

Przejdź do komentarzy

Facebooktwitter