Marcin Albania, Bałkany

ZAMEK ROZAFA W SZKODRZE — piękna warownia oraz Shiroke i okoliczne Jezioro Szkoderskie

Facebooktwitter
Piękna Twierdza Rozafa w Szkodrze
Piękny Zamek Rozafa w Szkodrze i zniewalające widoki wokół

Dziś, w naszym drugim wpisie z albańskiego wyjazdu w kwietniu, zabieramy Was do okolic Szkodry. Pierwszego dnia naszego pobytu, zwiedzaliśmy Szkodrę, o czym opowiadałem w poprzednim wpisie. Kolejna nasza doba w Albanii została przeznaczona na eksplorację i ujrzenie  Zamku Rozafa oraz albańskiej części nieodległego Jeziora Szkoderskiego.

Zdecydowaliśmy, że najpierw udamy się w kierunku wód tego śródlądowego zbiornika wodnego. Dzień był przepiękny. Nie wiem, czy zawsze kwiecień wygląda na albańskiej ziemi w ten sposób. Od wylądowania dwa dni wcześniej w Tiranie towarzyszyły nam temperatury oscylujące wokół 30 stopni w cieniu. W Polsce w tym czasie trwał najcieplejszy kwiecień w historii pomiarów i obserwacji meteorologicznych. Jak widać, na Bałkanach było chyba podobnie pod tym względem.

Jezioro Szkoderskie w Czarnogórze i Albanii

Ten wyjątkowy zbiornik śródlądowy, to największe jezioro na Bałkanach. 2/3 jego powierzchni leży w Czarnogórze a 1/3 w Albanii. Jest to jedno z niewielu miejsc na naszym kontynencie, gdzie żyją pelikany. Natomiast między bajki można włożyć plotkę, która pojawiła się na blogach, jakoby bytowały tu także hipopotamy. Była jedna samica podarowana Czarnogórze przez ZOO w Belgradzie, która mieszkała nad zbiornikiem, do czasu, kiedy nie udała na stałe do ogrodu  w Podgoricy.

Wokół panowała piękna albańska wiosna, która raczej przypominała ciepłe lato w naszej szerokości geograficznej i strefie klimatu umiarkowanego przejściowego. Zdecydowaliśmy, że najpierw udamy się do miejscowości Shiroke. Przewodnik bezdroży, który mieliśmy ze sobą, wspominał, iż znajduje się w niej sporo restauracji, słynących z przyrządzania ryb oraz można podziwiać widoki na albańskie Jezioro Szkoderskie. Naszym zwyczajem mieliśmy zaczaić się i złapać busik, marszrutkę czy jakikolwiek transport publiczny w tamtym kierunku. Okazało, się, że nawet kilka razy dziennie kursuje tam coś w tym stylu. Przyszliśmy na przystanek. Wehikuł miał udać się w kurs o 11.20. Uczynny starszy Pan wpuścił nas do środka. Niestety, ponieważ byliśmy jedynymi pasażerami (klientami), do 11.50 nie wystartowaliśmy. Stwierdziłem, że szkoda marnować czas oraz dzień. Wzięliśmy taksówkę za 700 leków (21 zł).

Zwykle unikamy tego typu burżujstwa, ale tym razem naprawdę nie było wyjścia. Kierowca zawiózł nas do centrum Shiroke. Ze względu, iż była to niedziela, osada była pełna Albańczyków, którzy zdecydowali się tu przyjechać na świąteczny obiad. My zdecydowaliśmy, że najpierw obejdziemy brzegi akwenu. Potem zajrzymy co  w trawie i nie tylko, tutaj piszczy. Na końcu udamy się na konsumpcję, a potem wrócimy, ale już na piechotę, do Szkodry. Aura nam nadal sprzyjała a mieniące się blisko wody jeziora, obiecywały ciekawe i piękne ujęcia. Zatem aparaty na szyję a dla Was początek opowieści.

Shiroke

 

Jadąc tutaj, nie spodziewaliśmy się cudów, zwłaszcza że przewodnik pisze, iż ta część Jeziora Szkoderskiego nie jest tak piękna, jak czarnogórska. Wysiadając, wiedziałem już, że trochę się rozczaruję. Miejscowość Shiroke jest ładnie położona u stóp, o tej porze roku, wdzięcznie zieleniących się gór. Jednak budowlane niechlujstwo i pozostawione odpady przy przyszłych i obecnych placach konstrukcji nie robią dobrego wrażenia. Brzegi zbiornika, a przeszliśmy na piechotę z powrotem do Szkodry, jest brzydko nimi upstrzony. Szkoda, bo psuje to wrażenia estetyczne, a i chyba przyjemniej wypoczywać nad wodą, nie mając gruzowiska za plecami. Zastanawiałem się, w jakim stopniu prawdziwe są śmieciowe stereotypy dotyczące Albanii. Powiem od razu, że nie jestem mega, na zaśmiecenie odpadami, wrażliwy. Jednak nawet w moim odczuciu, jest z tym pewien, widoczny problem.

Natomiast czy w Shiroke jest coś fajnego? Tak – my odkryliśmy bardzo przyjemny cmentarz oraz cały sznur wykwintnych restauracji. Uwielbiam zwiedzać cmentarze. To taka moja obsesja (razem z próbowaniem masła z każdego kraju). Mam wrażenie, że miejsca, gdzie leżą umarli, mówią nam bardzo dużo o czasoprzestrzeni, w której się obecnie znajdujemy. Cmentarz w tej miejscowości pełen był starych, katolickich grobów. Zarośnięty trawą, dawno nieodwiedzany. Od razu przypomniały mi się malutkie nekropolie w Karpatach ukraińskich. Gdy wyszliśmy z niego, udaliśmy się do restauracji. Więcej o niej będzie w informacjach praktycznych. Posileni udaliśmy się w kilkukilometrowy spacer do Zamku Rozafa oraz ujrzeć Ołowiany Meczet. Nasza opinia jest taka, że jednak rzeczywiście czarnogórska część Jeziora Szkoderskiego jest, przynajmniej dla nas, o wiele piękniejsza.

Ołowiany Meczet i Zamek Rozafa

 

Podczas spaceru do twierdzy oraz świątyni mogliśmy podziwiać piękno albańskiej wiosny w pełni. Krajobrazy były diametralnie inne niż latem. Wszystko się zieleniło a zbiegające się u podnóża Zamku Rozafa rzeki Drin i Bunes niosły ogromne ilości wody. Pierwszą atrakcją przed samą fortecą jest właśnie słynny Ołowiany Meczet w Szkodrze. Świątynia została wybudowana w 1773 roku przez Mahmuda Paszę Bushatliego. Fasada budowli jest bardzo ciekawa, a nazwa jej pochodzi, jak możecie się domyślać, od materiałów użytych do jej budowy. Jest to najstarszy i najcenniejszy meczet w Szkodrze. Niestety, piękne dzieło architektury i jego 14 kopuł, obecnie jest zrujnowane.

Idąc w kierunku wzgórza, wspięliśmy się na Zamek Rozafa. Piękna warownia zwróciła już naszą uwagę dwa dni wcześniej, gdy przyjechaliśmy do Szkodry autobusem z Tirany. Wspinaczka na początku wydawała się dość trudna, ale nie było tak źle. Samo zamczysko wznosi się na wapiennej skale, mającej 135 m n. p. m. Przewodnik twierdzi, że pierwsza budowla obronna powstała w tym miejscu już 4 tys. lat temu. Obecny wygląd Twierdza Rozafa zyskała w XIV wieku.

Nie bądźmy żebroturystami

Obecnie wiele mediów i blogów lansuje tzw. żebroturystykę tj. podróże jak najniższym kosztem, przy wykorzystaniu gościnności narodów, u których jesteśmy. Pół biedy, jeżeli pragniemy podróżować stopem czy nocować na couchsurfingu, zarabiając  dziesięć tysięcy złotych miesięcznie, potem narzekając, że ciężko złapać stopa na Sardynii. Gorzej, że blogerzy, autorzy przewodników, radzą jak wejść do atrakcji turystycznej dziurą w płocie, aby zaoszczędzić 200 leków (6 zł). Szanujmy kraj, który odwiedzamy i jeżeli nie stać nas na ten szalony wydatek bądź wolimy wino, to nie róbmy tego i po prostu nie oszukujmy.

Gdy już wejdziemy na ostatni poziom zamczyska, możemy podziwiać przepiękne panoramy Szkodry i okolic. Drin i Bunes niosły ogromne ilości wody a widoki wokół, były obłędne. Sama twierdza też jest fajna i widać było, że cieszy się sporą popularnością, nie tylko wśród turystów. Na terenie zamku, na ostatnim poziomie fortecy, znajduje się niewielkie Muzeum Historyczne. Wejście tam jest osobno płatne. Cały Zamek Rozafa składa się trzech dziedzińców, przy czym najwyższy i ostatni, jest jednocześnie najmniejszy. Jeżeli mam pomyśleć, jakie obrazy zostały mi w głowie i jakbym miał wizualnie przedstawić Albanię, to właśnie zdjęcia landszaftów z tego miejsca, pierwsze przychodzą mi na myśl. Naprawdę, o ile Shiroke można sobie spokojnie darować, to Twierdza Rozafa to punkt obowiązkowy, jeżeli jesteśmy w tej części Albanii.

 

Shiroke i Twierdza Rozafa – informacje praktyczne

 

  • do Shiroke kursuje kilka razy dziennie mały busik z centrum Szkodry. Rozkład jazdy znajdziecie na przystanku. Nie wiemy natomiast na jakich zasadach odbywa się realizacja zadań przewozowych. Pół godziny po planowanym wyruszeniu w trasę, nadal w nim siedzieliśmy. Nie należy marnować czasu, tylko wziąć taksówkę;
  • cena za przejazd samochodem wziętym z ulicy, bez żadnego targowania, wynosiła 700 leków tj. 21 złotych. Przewodnik podawał identyczną liczbę, więc prawdopodobnie jest to jak najbardziej uczciwa kwota. Mając więcej czasu, możemy spokojnie wybrać się na dłuższy spacer;
  • samo Shiroke nie jest jakoś specjalnie urokliwe, ale przyciąga miejscowych oraz turystów sznurem świetnych restauracji, malowniczo usytuowanych nad wodami jeziora;
  • przypadkiem trafiliśmy do jednej z lepszych, mianowicie do restauracji ARBRIWidok z tarasu był super, słońce przygrzewało a jedzenie, jak w zasadzie prawie wszędzie, gdzie jedliśmy w Albanii – świetne. Ceny są odrobinę wyższe niż w mieście, ale nadal jest to bardzo przyjemny pułap cenowy. Porcje mają solidne a 1000 leków, (bez zamawiania owoców morza) wystarczy, aby nakarmić nawet największego głodomora. 
  • kilka zdjęć:
  • wstęp na Zamek Rozafa kosztuje 200 leków tj. 6 zł. Co myślę o wchodzeniu dziurą w płocie, napisałem już wcześniej. Wydaje mi się, że jest to jedno z najbardziej widokowych miejsc w całym kraju i trzeba tam się udać;
  • do obu wymienionych w tytule działu miejsc możemy udać się o własnych siłach piechotą. Wizyta w Shiroke jest przez nas polecana tylko, jeżeli chcemy zajrzeć do jednej ze świetnych knajp. Twierdza Rozafa jest jeszcze bliżej miasta niż wspomniana miejscowość wypoczynkowa;
  • wracając z Shiroke będziemy mijać bardzo ciekawy meczet, tuż przed mostem na Drinie. Warto przyjrzeć mu się przez chwilę;

 

 

Panoramy (KLIK)

 

Zamek Rozafa i okolica na zdjęciach (KLIK)

 

 


Jeżeli podobała Ci się Twierdza Rozafa a chciałbyś więcej informacji, zdjęć oraz filmów zapraszamy do wsparcia naszego niekomercyjnego bloga i  polubienia NASZEGO FEJSBOOKA. Dziękujemy 🙂 🙂 🙂 


 

ZAPRASZAMY NA WAKACJE DO ALBANII I MACEDONII

Przejdź do komentarzy

Facebooktwitter